Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 kwietnia 2014

Mały Człowiek, wiosna i drożdżowy wieniec z jabłkami

Odkąd jest z nami Mały Człowiek, moje życie przeniosło się w inny wymiar.
Nie istnieje dzień i noc, tylko czas snu, spaceru, karmienia, przewijania.
Znajduję w sobie siły, o których istnieniu nie miałam pojęcia.
Od jakichś 3 miesięcy nie przespałam ciągiem ani jednej nocy (tak, tak;  końcówka ciąży również bywa dokuczliwa;) Kto przeżył, ten wie o czym mówię:)

I okazuje się, że można. I może być tak pięknie:)

Jeden mały uśmiech wynagradza wszystko.
Uścisk małej rączki doładowuje akumulator lepiej niż poranna dawka kofeiny (niemal nieobecnej w moim życiu od jakiegoś czasu;).
Spojrzenie pełne ufności sprawia, że ból głowy mija jak ręką odjął.
Naturalny egoizm ustępuje miejsca trosce o Małe Ciałko, stuprocentowo od nas zależne.

Czas karmienia sumuje się w długie godziny i uczy cierpliwości.
To również czas długich przemyśleń.

Nawet nie wiem kiedy minęły dwa lata, odkąd powstał ten blog.
Było to jakoś w marcu, dwudziestego któregoś. Nie wiem, bo pierwotną wersję strony usunęłam.
Zresztą to tylko data.
Przez te dwa lata wiele się zmieniło, ale na szczęście równie dużo pozostało niezmienne.
Przy tej okazji dziękuję Wam serdecznie, że tu zaglądacie, że zostawiacie swoje ślady.
I choć nie lubię podsumowań, to muszę stwierdzić, że były to dobre dwa lata. Bardzo dobre.
Co najważniejsze, lata w których udało mi się zrealizować kilka marzeń.
A to zawsze napędza do działania :) Do snucia kolejnych planów.

Niepostrzeżenie nadeszła wiosna, którą uwielbiam. Tylko moja szafa ciągle straszy zimą ;)

Przybycie Małego Człowieka pośrednio spowodowało, że w przeciągu kilku miesięcy udało mi się spędzić z rodziną więcej czasu, niż w ciągu ostatnich kilku lat.
Pomieszkać w domu bez pakowania walizki.
Bezcenne:)

Mało mnie na blogu (w zasadzie zniknęłam!).
Czasem nie włączam komputera przez 4, 5 dni. Kiedyś nie wyobrażałam sobie takiej sytuacji.
I choć często łapie się na tym, że brakuje mi mojej obecności tutaj i obiecuję sobie, że ''jutro napiszę", to niestety, okazuje się, że i planowanie, i bycie ''na czas'' oznacza teraz coś zupełnie innego, niż do tej pory. 

Niepozorna zmiana pieluchy w najmniej oczekiwanym momencie potrafi wywrócić mistrzowsko opracowany harmonogram do góry nogami.
Przespana noc jest jak wygrana na loterii (ciągle gram, a wiadomo jak to z loteriami bywa;)
Worki pod oczami to niemal element makijażu :)))
Czas "tylko dla siebie", w zależności od łaskawości Małego Człowieka, to nieraz 5 -10 minut na szybki prysznic, gdzie użycie balsamu do ciała staje się prawdziwym rarytasem;)
Do tego dochodzą wyrzeczenia natury dietetycznej... na szczęście moje ukochane jabłka to owoc ''bezpieczny'':)

Macierzyństwo jest cudne, ale ma swoja cenę.
I, nie ma co ukrywać, wywraca życie do góry nogami. A każdy, kto twierdzi inaczej- zwyczajnie kłamie.

Pisząc to, wiem jedno- chyba nigdy nie czułam się bardziej szczęśliwa, potrzebna i spełniona.
Natura sprytnie to wymyśliła;)


Dzisiejszy wieniec to ponowna odsłona duetu dla mnie idealnego: drożdżowego ciasta i prażonych jabłek.
Przepis na ciasto znalazłam tutaj.
Nadzienie to prosta jabłkowa wariacja na temat.

Drożdżowy wieniec z prażonymi jabłkami i żurawiną
Ciasto:
300 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
170 ml ciepłego mleka
15 g świeżych drożdży
1 łyżka cukru
30 g stopionego i ostudzonego masła
1 żółtko

Nadzienie:
1,5 kg ulubionych jabłek, obranych, pokrojonych na cząstki
2 łyżki oleju
80 g suszonej żurawiny
1 łyżeczka domowej przyprawy do piernika (można pominąć)
1 czubata łyżeczka cynamonu
80 g cukru demerara

Dodatkowo:
1-2 łyżki stopionego masła, do posmarowania ciasta




Przygotuj zaczyn: drożdże rozkrusz i rozpuść w mleku; dodaj łyżeczkę cukru i łyżkę mąki, wymieszaj całość i odstaw na 15 minut.
Mąkę przesiej do miski, dodaj sól, wyrośnięty zaczyn, resztę cukru, żółtko i masło, po czym zagnieć elastyczne ciasto. Uformuj z ciasta kulę, przełóż do naoliwionej miski, nakryj ściereczką i odstaw w cieple miejsce, aby podwoiło swoją objętość.
W międzyczasie rozgrzej na patelni olej i upraż na nim obrane i pokrojone w cząstki jabłka. Dodaj cukier, przyprawy i żurawinę. Gdy jabłka będą półmiękkie, a cukier się skarmelizuje, zdejmij jabłka z ognia i odstaw do przestudzenia.
Wyrośnięte ciasto przełóż na lekko oprószoną mąką stolnicę i rozwałkuj na prostokąt grubości około 3 mm.
Na wierzchu ciasta równomiernie rozłóż podprażone jabłka, zostawiając około 1-1,5 cm z każdej strony.
Zwiń ciasto w rulon, wzdłuż dłuższego boku, a następnie przetnij rulon wzdłuż na pół, pozostawiając złączony jeden jego koniec. Ułóż polówki rulonu nacięciem w górę i zawiń na przemian- jedna przez drugą. Z tak splecionego ciasta uformuj wieniec i przełóż go na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Ponownie nakryj ciasto ściereczką i pozostaw do wyrastania na około 30 minut.
Piekarnik nagrzej do 200 stopni C. Wieniec posmaruj roztopionym masłem i piecz przez około 30 minut, zmniejszając temperaturę do 170 stopni C po około 20 minutach.
Upieczony wieniec możesz posypać cukrem pudrem.

Smacznego!





poniedziałek, 10 lutego 2014

Stemplowane norweskie ciasteczka cytrynowe z kardamonem

Życie pełne jest niespodzianek.
Czasem za nic ma nasze plany.
Kpi z marzeń.
Daje kopa.
Innym razem głaszcze po głowie.
Rozwija czerwony dywan.
Otwiera drzwi.

I nie wiadomo, czy warto gonić za tym, co zdaje się byc niedoścignione?
Czy lepiej usiąść i czekać na ten właściwy czas, znak...?
A może po prostu nie zastanawiać się zbyt wiele i brać, co przyniesie dzień?

W końcu wszystko ma w przyrodzie swoje miejsce i swój czas.
I nic tu po naszych usilnych staraniach naprawiania tego, co i tak jest już gdzieś zapisane.

Ach!, Życie.....
Kocham Cię, Życie......:)


Przepis na dzisiejsze ciasteczka to kolejna propozycja z ksiażki Si King'a i Dave'a Myers'a pt. ''The hairy bikers' big book of baking'', zmieniłam jednak nieco proporcje składników proponowane przez autorów.

Delikatne, kruche, cudownie cytrynowe. Z charakterem, którego nadaje szczypta kardamonu. Ale jeśli lubicie jego bardziej intensywny smak, nie bójcie się dodać go nieco więcej.
Tak czy siak, musicie spróbować!





Stemplowane norweskie ciasteczka cytrynowe z kardamonem
(22-24 sztuki)
160 g masła
100 g drobnego cukru
skórka otarta z jednej cytryny
2 łyżki soku z cytryny (brak w oryginale)
200 g mąki tortowej
100 g mielonych migdałów
1- 1,5 łyżeczki zmielonego kardamonu

Masło ubij z cukrem na puszystą masę. Dodaj sok i skórkę otartą z wyszorowanej cytryny, zmielone migdały, kardamon oraz mąkę.
Zagnieć wszystkie składniki, aby uzyskać jednolita, plastyczną masę.
Podziel ciasto na dwie części i z każdej uformuj wałek o średnicy ok. 4 cm. Ostrym nożem odkrawaj plastry ciasta grubości 1 cm. Każdy krążek ciasta lekko spłaszcz palcami zachowując okrągły kształt, a na jego wierzchu odciśnij wzór stempla (jesli nie posiadasz stempla, możesz wykonać wzór odciskając dowolnie np. widelec).

Ciastka ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. 
Piecz ok.15 minut w temperaturze 180 stopni C, aż będą rumiane.
Wystudź ciasteczka na kratce kuchennej.

Smacznego!




niedziela, 31 marca 2013

Pasztet z soczewicy i Wesołych Świąt

Polska przywitała nas zimą.
Przez chwilę zastanawiałam się, czy aby na pewno nie pomyliłam świąt- takiego śniegu nie widziałam nawet na Gwiazdkę ;) Niby wiosna trwa, ale jakoś ciężko w to uwierzyć...
Jedynie tulipany w marketach zdają się ignorować aurę i uparcie wychylają z wiader swe pstrokate głowy.
Jest inaczej.
Moja pierwsza od tylu lat Wielkanoc w rodzinnym gronie. Wyczekiwana:)
I wcale nie przeszkadza mi śnieg. Przecież lubię zimę.
Robię więc paschę, dosypuję kwiaty lawendy do maślanych ciasteczek i piekę pasztet.
Słońce świeci z talerza, niezależnie od tego, co za oknem.

I znów chodzę późno spać....
....bardzo późno.
Napawam się smakiem domu.
Jest pięknie :)
 



Pasztet z soczewicy
300 g soczewicy czerwonej
3 jajka
2 spore marchewki
2 średnie pietruszki
1 duża cebula
50 g pestek dyni
1 szklanka kaszy manny
2 łyżeczki kminu rzymskiego
1 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki kolendry
1/4 łyżeczki chilli
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
2 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
1-2 łyżki oliwy (opcjonalnie)
sól i pieprz

Soczewicę ugotuj według wskazówek na opakowaniu i dokładnie ją odcedź.
Warzywa ugotuj do miękkości.
Ugotowaną soczewicę i warzywa przełóż do dużej miski i zmiksuj na pure przy pomocy blendera.
Dodaj rozmącone jajka, pestki dyni, kaszę mannę, czosnek i pozostłe przyprawy. Wymieszaj wszystko drewnianą łyżką.
Dużą keksówkę natłuść w środku i wysyp bułką tartą lub kaszą manną. Przełoż masę do formy i piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około godzinę. Upieczony pasztet pozostaw w formie do wystudzenia.





...a na Wielkanoc wszystkim zaglądającym w moje kuchenne progi życzę pogodnych i rodzinnych Świąt.
Mimo zimy za oknem, niech Wam wiosna kwitnie w sercach :)))




piątek, 22 marca 2013

Baba drożdżowa

Nie wyobrażam sobie Świąt Wielkanocnych bez baby drożdżowej.
To taki symbol, od zawsze na wielkanocnym stole. Polana lukrem, pełna rodzynek, delikatnie cytrynowa.
W moim rodzinnym domu pieczona zawsze w glinianych kamionkach.

Choć aura za oknem nie przekonuje, Święta tuż tuż, czas więc pomyśleć, co w tym roku zagości na świątecznej liście łakoci ;)
I jakbym nie kombinowała, to wychodzi mi, że tak jak piernik na Boże Narodzenie, tak Baba na Wielkanoc być musi.
A jak mus, to mus!

Przepis, z drobnymi zmianami, pochodzi z książki  H. Dębskiego ''Współczesna kuchnia polska";
Warszawa 1987


Baba drożdżowa z rodzynkami
1/2 kg mąki pszennej (dałam typ 500)
250 ml mleka
10 -15 dkg cukru pudru
15 dkg margaryny (lub masła; dałam 12 dkg)
4 dkg świeżych drożdży
5 jaj
10 dkg rodzynek (warto dać ciut więcej)
szczypta soli
aromat waniliowy do smaku
tłuszcz i bułka tarta do formy
skórka otarta z 1 cytryny (dodałam od siebie)

Dodatkowo:
sok z cytryny
kilka łyżek wody
cukier puder
cukrowa posypka lub rodzynki do obsypania
 



Z drożdży, odrobiny cukru pudru i kilku łyżek ciepłego mleka zrób rozczyn i odstaw do wyrośnięcia na 10-15 minut. Rodzynki zalej wrzątkiem , przykryj talerzykiem i odstaw.
Białka oddziel od żółtek. W dużej misce ubij żółtka z cukrem pudrem. Następnie dodaj rozczyn drożdżowy, letnie mleko, przesiej mąkę, dodaj aromat waniliowy, skórkę otartą z cytryny, szczyptę soli i wyrabiaj ciasto do połączenia składników. Jako ostatni dodaj roztopiony i przestudzony tłuszcz i ponownie wyrabiaj całość, aż ciasto będzie lśniące. Nakryj miskę folią spożywczą i odstaw w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na około godzinę.




Rodzynki odsącz z wody i delikatnie obtocz w mące (zapobiegnie to ich opadaniu w cieście).
Białka ubij na sztywną pianę.
Do wyrośniętego ciasta dodaj rodzynki i pianę z białek i delikatnie wymieszaj całość.
Piekarnik nagrzej do 180 stopni C.
Formę wysmaruj masłem i obsyp bułką tartą. Napełnij formę ciastem do 3/4 wysokości (z powyższej proporcji otrzymałam dwie babki jak na zdjęciu; piekłam w niższych formach).
Wstaw babki do nagrzanego piekarnika i piecz przez około 30 minut- warto nakłuć ciasto drewnianym patyczkiem; gdy będzie suchy, znaczy to, że babki są gotowe.
Przestudzoną babkę udekoruj lukrem i kolorową posypką lub rodzynkami.



niedziela, 17 marca 2013

Wytrawne tartaletki na wielkanocny stół

Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami.
To święto to dla mnie wiosna:)
To żonkile.
Zielone akcenty na stole.
Bukszpan zatknięty w wielkanocną babę i lukier cytrynowy.
To spacery. Pąki na drzewach i ćwierkanie ptaków.
O ile tylko zima nie zakpi sobie z kalendarza!

Moja propozycja na tegoroczny stół wielkanocny to mini tartaletki z wytrawnym nadzieniem: ze szpinaku, jajka, cheddara i twarogu. Przyzdobione ogórkiem. Świeże.
Wspaniale sprawdzą się też w roli zakąski prze każdej innej okazji.




Wytrawne tartaletki z nadzieniem szpinakowo-jajeczno-serowym
Ciasto:
1 jajko
90 g masła lub margaryny
190 g mąki
płaska łyżeczka soli
2-3 łyżki wody

Masło posiekaj nożem na mniejsze cząstki, połącz z mąką i jajkiem oraz wodą. Zagniataj dłonią aż do połączenia składników- ciasto powinno być jednolite i plastyczne. Owiń ciasto folią i schowaj do lodówki na 30 minut.
Rozwałkuj ciasto na placek grubości około 3-4 mm. Kubkiem lub szklanką wycinaj kółka o średnicy nieco większej niż średnica foremki na tartaletkę (ja piekłam swoje w standardowej  formie do muffinek i zwykły kubek okazał się idealny).
Formę nasmaruj tłuszczem i wyklej ciastem tak, by każda tartaletka wystawała boczną krawędzią w górę na wysokość 1 cm.
Dno każdej tartaletki ponakłuwaj widelcem. Tartaletki piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 10-15 minut (powinny być lekko złociste).




Farsz:
5 jajek
spory pęczek szpinaku (możesz też użyć mrożonego)
cebulka dymka
mała cebula
łyżka masła
3 ząbki czosnku
100 g sera cheddar, startego na grubych oczkach (lub innego żółtego sera)
100 g twarogu półtłustego
szczypta gałki muszkatołowej
łyżeczka chrzanu
200 g gęstego jogurtu naturalnego
sól i pieprz
plastry ogórka do dekoracji

Szpinak umyj, osusz i drobno posiekaj. Na patelni rozgrzej masło i podsmażaj na nim szpinak, przez kilka minut. Czosnek drobniutko posiekaj i dodaj do szpinaku. Dopraw całość gałką muszkatołową, szczyptą soli i pieprzu. Wymieszaj i odstaw do wystudzenia.
W międzyczasie ugotuj na twardo jajka. Wystudzone jaja obierz i poszatkuj drobno.
Posiekaj dymkę i cebulę.
Jajka i cebulę połącz ze szpinakiem, startym cheddarem i twarogiem. Rozgnieć wszystko widelcem, dodaj jogurt i chrzan; dopraw solą i pieprzem i ponownie wymieszaj. Pasta powinna być stosunkowo gęsta.

Wystudzone tartaletki napełnij farszem, aby tworzył on na nich zgrabne półkule.
Na każdej tartaletce ułóż przecięte i skręcone plasterki ogórka.
Serwuj dobrze schłodzone.
Nam najlepiej smakowały następnego dnia :)

I od razu robi się zieleniej:)