Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smażone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smażone. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lutego 2014

Na niedzielę: drożdżowe racuchy z jabłkami

Są takie śniadania, które bezzwłocznie powodują uśmiech na twarzy.
Przywołują dobre wspomnienia, beztroski czas, poczucie bezpieczeństwa.
Niosą w sobie zapach domu.
I przekonanie, że jest ktoś, kto się o nas troszczy.
Że wystarczy odrobina serca i dobrych chęci, by ze zwykłego posiłku uczynić prawdziwą ucztę.
Zalać miłością.
Nie ma znaczenia, że zdarzają się tylko od czasu do czasu.
Nie ma znaczenia, że niejeden dietetyk chwyciłby się za głowę.




Na mojej liście króluje połączenie drożdżowego ciasta i smażonych jabłek.
Nie jadłam całe wieki, aż do teraz...

Całe szczęście, że pewne rzeczy pozostają w życiu niezmienne i wciąż tak samo proste:)


Przygotowując racuchy, skorzystałam z proporcji na ciasto znalezionych u Liski; są idealne!

Drożdżowe racuchy z jablkami
250 g mąki
20 g świeżych drożdży
50 g rozpuszczonego i przestudzonego masła
250 ml ciepłego mleka
2 jajka
20 g drobnego cukru z wanilią

Dodatkowo:
3 średnie jabłka, obrane i pokrojone na małe plasterki
olej do smażenia
cukier puder
syrop klonowy
ręcznik papierowy, do odsączenia nadmiaru tłuszczu




Drożdże wkrusz do ciepłego mleka; dodaj łyżeczkę cukru i łyżkę mąki i mieszaj do rozpuszczenia. Odstaw zaczyn na 15 minut, aby wyraźnie wyrósł.
Pozostałą mąkę przesiej do miski.
W osobnej misce ubij jajka z cukrem. Następnie, nie przerywając ubijania, dodaj wyrośnięty zaczyn, masło oraz mąkę (możesz zmniejszyć obroty miksera).
Ciasto powinno być lśniące i gładkie.
Miskę z ciastem przykryj folią spożywczą i odstaw na około godzinę, aż ciasto podwoi objętość.

Do wyrośniętego ciasta wmieszaj kawałki jabłek.
Na głębokiej patelni rozgrzej olej (Liska zaleca temperaturę smażenia 180 stopni C) i drewnianą łyżką nakładaj niewielkie porcje ciasta, smażąc racuchy po ok. 3 minuty z każdej strony.
Układaj placuszki na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, aby odsączyć namiar oleju.
Podawaj ciepłe, posypane cukrem pudrem i/lub polane syropem klonowym.

Udanej niedzieli!:)






Racuchy dodaję do lutowej listy  "Na zakwasie i na drożdżach".


wtorek, 11 lutego 2014

Krem dyniowo-kokosowy z chrupiącym kurczakiem

Gdy szaro i buro, i kolorów brak, naturalną koleją rzeczy wydaje mi się być uraczenie się odrobiną optymistycznie pomarańczowej zupki:)
Kremowej...
Rozgrzewającej...
Moje ''comfort food'', niezawodne, niezależnie od okoliczności ;)

A czy Ty jesteś szczęśliwym posiadaczem zamrożonego dyniowego puree?
Jeśli tak, zapraszam do stołu!




Krem dyniowo-kokosowy z chrupiącym kurczakiem
450 g puree z dyni
1 duża marchew
1 cebula
1 łyzka masła
750 ml bulionu drobiowego lub warzywnego
puszka mleczka kokosowego
2 cm kawałek korzenia imbiru
1/3 łyżeczka płatków chilli (crushed chilli flakes)
sól do smaku

Dodatkowo:
250 g filetu z kurczaka
2 jajka
4 łyżki pestek dyniowych
4 łyżki płatków owsianych
sól i pieprz
olej do smażenia

Marchew obierz i pokrój w plasterki. Zalej bulionem, doprowadź do wrzenia i gotuj do miękkości na małym ogniu.
Cebulę pokrój w kostkę i zeszklij, podsmażając ją delikatnie na łyżce masła.
Imbir obierz i zetrzyj na drobnych oczkach.
Do bulionu dodaj mleczko kokosowe, puree dyniowe, starty imbir, zeszkloną cebulę oraz chilli.
Gotuj całość przez chwilę, po czym przy pomocy blendera zmiksuj wszystko na gęsty krem. Dopraw solą do smaku wedle potrzeby.

Filet z kurczaka opłucz, osusz i pokrój ukośnie w wąskie paski.
Jajka rozmąć widelcem w miseczce; dopraw pieprzem i solą.
Płatki owsiane i pestki dyniowe zmiel w blenderze, by swą grubością przypominały bułkę tartą.
Każdy pasek kurczaka zanurz w rozmąconym jajku, po czym obtocz go w przygotowanej dyniowo-owsianej panierce.
Mięso smaż na rozgrzanym oleju na złoty kolor, z obydwu stron. Usmażone kawałki kurczaka wyłóż na moment na ręcznik papierowy, aby usunąć nadmiar tłuszczu.

Do każdej porcji zupy bezpośrednio przed podaniem dodaj kilka chrupiących kawałków kurczaka.
Smacznego!


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Krokiety świąteczne. Słodkie i pikantne

Zachciało nam się naleśników.
Ale takich grudniowych. M. zawsze chce na ostro, ja na słodko.
Tak zrodził się pomysł na krokiety, które z powodzeniem możecie również dołączyć do wigilijnego Menu.
Krokiety dla niej i dla niego. Dla łasuchów i bardziej wytrawnych smakoszy:) Co kto lubi.

Naleśniki:
(15 sztuk 26 cm)
3 jajka
500 ml zimnego mleka
300 ml wody
szczypta soli
ok 300-320 g mąki pszennej tortowej
2-3 łyżki oliwy plus odrobina do natłuszczenia patelni

W dużej misce ubija jaka. Nie przerywając ubijania wlej mleko oraz wodę. Dodaj sól i mąkę- ciasto powinno być lejące i gładkie. W razie potrzeby dodaj odrobinę więcej mąki lub wody. Na końcu wlej oliwę i ubjaj jeszcze moment, do połączenia składników.

Płaską teflonową patelnię (u mnie 26 cm) mocno rozgrzej i natłuść. Smaż naleśniki, lejąc po łyżce stołowej ciasta, równomienie rozprowadzając je po całej powierzchni patelni, a gdy się zetnie, przewracaj na druga stronę i smaż jeszcze przez chwilę, aby każdy naleśnik delikatnie się zezłocił.

Farsz pikantny:
350 g kiszonej kapusty, po odsączeniu
2 średnie lub1duża marchew
350 g pieczarek
1 średnia cebula
sól i czarany pieprz
1 łyżeczka mielonej kolendry
3-4 łyżki oliwy

Kapustę drobno posiekaj, marchew zetrzyj na grubych oczkach, pieczarki potnij na cienkie plasterki, cebulę pokrój w drobną kostkę. Na głębokiej patelni rozgrzej oliwę. Wrzuć pieczarki i podsmażaj aż odparuje z nich woda. Dodaj kapustę i podsmażaj mieszając co chwilę. Po kilku minutach dodaj cebulę i marchew. Podsmażaj całość aż kapusta lekko zbrązowieje, powinna być ''przesmażona''. Dopraw całość pieprzem, solą i kolendrą, po czym odstaw do przestudzenia.




Farsz słodki:
300 g świeżej żurawiny (lub mrożonej)
ok. 50 g masła
4 łyżki brązowego cukru
łyżka aromatu waniliowego
300 g ricotty (lub serka kremowego typu Philadelphia)

Żurawinę opłucz. W rondlu rozgrzej masło, po czym wsyp żurawinę i zasyp cukrem. Gotuj na średnim ogniu cały czas mieszając, aż żurawina zacznie stawać się miękka i zacznie się lekko rozpadać. Zdejmij rondelek z ognia i odstaw do ostudzenia. Ricottę wymieszaj z aromatem waniliowym, następnie dodaj podgotowaną żurawinę. Ponownie wymieszaj całość.

Każdego naleśnika rozłóż płasko i rozsmaruj na nim ok. 2-3 łyżki farszu, zostawiając ok. 1,5-2 cm ciasta od brzegu. Złóż do środka boczne krawędzie, a następnie zwijaj od siebie, formując rulony.

Panierka:
2 jajka
2 łyżki mleka
bułka tarta do obtoczenia

Dodatkowo:
oliwa lub olej do podsmażenia krokietów

Każdego krokieta zamocz w jajku rozmąconym z mlekiem, po czym obtocz w bułce tartej.
Podsmażaj na rozgrzanej oliwie na złoty kolor, z czterech stron.
Serwuj na ciepło lub na zimno.



poniedziałek, 3 czerwca 2013

Czy tu, czy tam: wiosenna przekąska- szparagi w szynce

Tu i tam.
Dwa światy przeplatane wstążką czasu.
Inna ja tutaj, inna tam. A może ta sama, tylko wszystko wokół inne?
Dwa rytmy dwóch wymiarów pulsujące to w głowie, to w sercu. Skłócone, choć zależne od siebie.

Szara rzeczywistość widziana przez różowe okulary.
Tęcza wrażeń.

7 dni.
Wiosna otula swym ramieniem. Czasem mokrym, ale wciąż ciepłym.
Wyperfumowana zapachem lasu. 
Konwalie w wazonie i woń bzu o zmierzchu.
Rabarbar w drożdżówce w dwóch wydaniach- bo każde inne.
Szparagi w szynce.
Bocelli w głośniku.
Goście w domu.
Wspólne chwile.
Merdanie ogona o poranku.
Piwo miodowe.
Pole przystrojone chabrami.
Lekcje szydełkowania zaległe od dekady.
Przejażdżka hulajnogą, i co z tego, że w sukience.
Pan w księgarni uprzejmy nad wyraz. 

Aż szkoda czasu na sen...

Małe rzeczy sprawiające, że chce się czekać.
I  znów tęsknić.


Szparagi w szynce
duży pęczek zielonych szparagów
ok.250 g ulubionej szynki lub wędzonki
oliwa do smażenia
1-2 łyżki masła
czarny pieprz (opcjonalnie)
szczypta soli (opcjonalnie)




Szparagi umyj i odłam zdrewniałe końce.
Na dużej patelni rozgrzej łyżkę oliwy z masłem.
Dodaj szparagi i podsmażaj kilka minut, równomiernie je obracając. Oprósz całość pieprzem i solą.
Gdy szparagi będą miękkie, lecz wciąż kruche, zdejmij je z patelni i lekko przestudź (zamiast smażyć, możesz też obgotować je w lekko osolonej wodzie).
Każdego szparaga owiń w plasterek szynki, po skosie. Ułóż szparagi na blasze i wstaw do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około 10-15 minut lub ponownie wrzuć je patelnię i obsmażaj, aż szynka się zrumieni.
Serwuj na ciepło lub na zimno.




piątek, 26 kwietnia 2013

Pasta carbonara

Zadomowiłam się w swojej strefie komfortu.
Znane i powtarzalne wybija rytm; wyznacza godziny, dni, tygodnie...
Kalendarz codzienności.
Znani aktorzy, choć nie gwiazdorzą. No..., może tylko niektórzy ;)
Czasem narzekam, że nudno, choć w gruncie rzeczy lubię tę scenę. W końcu depczę już po niej jakiś czas.
I nagle spada kurtyna....
Zamiana aktorów.
Obawa przed nieznanym zawsze budzi wątpliwość, lecz ekscytuje jednocześnie.
Nowe role, nowe wyzwania......
I tylko nie wiem jeszcze na ile komfortowo poczuję się po pierwszej części tego przedstawienia....

Czas pokaże....
Jestem dobrej myśli :)

Pasta carbonara to dla mnie kwintesencja włoskiej kuchni.
Kilka składników, kilka minut i gotowe:)
Oby tylko nie za często, bo człowiek zbyt szybko przyzwyczaja się do dobrego;)


Pasta carbonara
(wg Gino D'acampo)
250 g ulubionego makaronu (wybieram ten z pszenicy durum)
120 g pancetty- podsuszanego boczku, lub zwykłego, lekko wędzonego
80 g twardego sera, pecorino romano lub parmezanu
2 duże jajka
duża garść świeżej natki pietruszki
grubo mielony czarny pieprz
sól do smaku
1 łyżka masła
1 łyżka oliwy do smażenia

Boczek potnij na drobne paseczki. Na dużej patelni rozgrzej oliwę oraz masło. Wrzuć pancettę na rozgrzany tłuszcz i smaż, aż będzie chrupiąca (często mieszaj, ale nie zdejmuj patelni z ognia).
W międzyczasie ugotuj makaron- powinien być al dente.
W dużej misce rozmąć widelcem jajka, dodaj starty parmezan (odłóż odrobinę do posypania dania przed podaniem) i posiekaną natkę. Wymieszaj i dopraw pieprzem i szczyptą soli.
Odcedź makaron i szybko przełóż go na patelnię, po czym wymieszaj z podsmażonym boczkiem.
Szybko zdejmij patelnię z palnika, wlej na nią rozmącone jajka z serem i energicznie wymieszaj wszystko drewniana łopatką- uważaj, aby nie uzyskać konsystencji jajecznicy! Jajka i ser powinny pod wpływem temperatury równomiernie oblepić makaron.
Podawaj od razu, posypane odrobiną startego sera, oprószone pieprzem.

Bon Appetit!




niedziela, 24 lutego 2013

Austriackie śniadanie: naleśniki Sachera

Jak tylko zobaczyłam ten przepis u Edith (której bardzo za niego dziękuję!), od razu wiedziałam, że zagości w naszym menu:) Jak dotąd wszystko, co austriackie kojarzy mi się wspaniale, więc bez wątpienia takie śniadanie musiało okazać się strzałem w dziesiątkę.
I nadeszła wielkopomna chwila! Bo czy może być bardziej odpowiednia, niż niedzielny poranek, gdy widmo pracy jest wciaż jeszcze dosyć odległe, gdy oboje z M. beztrosko rozkoszujemy się luksusem siedzenia w piżamie i delektujemy poranną kawą?
A w kuchni rośnie ciasto naleśnikowe:)

Naleśniki Sachera
(ok. 18 sztuk)

130 g mąki
2 jaja (osobno żółtka i białka)
20 g roztopionego masła
15 g świeżych drożdży (dałam 7 g drożdży instant)
20 g cukru
180 ml mleka
łyżka esencji waniliowej
skórka otarta z połowy cytryny
szczypta soli

Dodatkowo:
oliwa/masło do smażenia
cukier puder i powidła śliwkowe do podania


Mleko lekko podgrzej. Wmieszaj cukier, sól oraz drożdże, dokładnie wymieszaj. Do mleka przesiej makę i ponownie wymieszaj. Dodaj żółtka, esencję waniliową, skórkę z cytryny oraz roztopione masło. Mieszaj drewnianą łyżką, aż ciasto stanie się gładkie i lśniące. Nakryj miskę lniana ściereczką i odstaw cisasto na godzinę w ciepłe miejsce.
Gdy ciasto jest wyrośnięte ubija białko dwóch jajek na sztywną pianę i delikatnie wmieszaj do ciasta.
Na patelni rozgrzej łyżkę oliwy z łyżką masła.
Na rozgrzany tłuszcz nakładaj masę łyżką tworząc małe placuszki o średnicy około 6-7 cm. Smaż z obydwu stron na złoty kolor.



Naleśniki podawaj z powidłami śliwkowymi, szczodrze oprószone cukrem pudrem.

W ramach dodatkowej rekomendacji powiem tylko, że nie zdążyłam zakończyć fotografowania, a znakomita większość naleśników zniknęła  bez śladu :D

Udanej niedzieli!

czwartek, 7 lutego 2013

Tłusty Czwartek

Od rana atakują mnie kalorie:)
Z radia, z telewizji, z Facebooka, i z mojej własnej kuchni:)
I jak tu im się oprzeć??????
Na szczęście Tłusty Czwartek jest tylko raz w roku, więc w  ten jeden, jedyny dzień całkowicie zapominam o silnej woli, zdrowym odżywianiu, wybieganych kilometrach, noworocznych postanowieniach, nadchodzącym półmaratonie i  innych powodach, dla których nie powinnam smażyć na głębokim tłuszczu... i........
w końcu raz się żyje!
Tak więc połasuchuję trochę dzisiaj, czego i Wam życzę. Oby z umiarem!;)

Pączki z powidłami
(18 średnich sztuk)
500 g mąki tortowej
21 g suchych drożdży
80 g cukru
3 żółtka
80 g roztopionego masła
250 ml ciepłego mleka
3 łyżki aromatu waniliowego (możecie zastąpić łyżką spirytusu i cukrem waniliowym)
skórka otarta z cytryny

Dodatkowo
smalec do smażenia (3 kostki)
powidła sliwkowe
lukier, skórka cytrynowa, mielone orzechy- do dekoracji

Żółtka ubić z cukrem na puszystą masę, następnie przesiać mąkę, dodać drożdże, skórkę z cytryny, aromat waniliowy i ciepłe mleko. Wszystko zagniesć, na końcu dodać tłuszcz i wyrabiać kilka minut aż ciasto będzie elastyczne i lśniące. Uformować kulę, przełożyć ją do miski, nakryć lnianą ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrastania na około 45 minut.
Gdy ciasto podwoi objętość, oddzielać łyżką porcje ciasta, każdą lekko rozpłaszczyć, do środka włożyć łyżeczkę powideł, po czym skleić ciasto, formując je w kulkę. Tak przygotowane pączki ponownie układać na oprószonej mąką stolnicy - zostawić do napuszenia na około pół godziny.
W głębokim rondlu rozgrzać tłuszcz- gdy po zanurzeniu ciasta tłuszcz zacznie skwierczeć, znaczy to, że jest dostatecznie rozgrzany, aby rozpocząć smażenie.
Smażyć na złoty kolor z obydwu stron.
Pączki wykładać na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym- ręcznik wchłonie nadmiar tłuszczu.
Przestudzone pączki polukrować i przyozdobić skórką cytryny, pomarańczy lub orzechami.





A że nie mogłam się zdecydować, czy upiec pączki, czy faworki, to postanowiłam zrobić i jedno, i drugie :D
Przepis na faworki zaczerpnęłam z niezawodnej Kwestii Smaku i szczerze go Wam polecam! Tym razem ściśle trzymałam się receptury, a faworki wyszły po prostu cudowne: lekkie, pachnące, chrupiące i wcale nie tłuste!



Życzę smacznego!
Od jutra planuję powrót do racjonalnego odżywiania ;)

sobota, 26 stycznia 2013

Wytrawne placuszki dyniowe z parmezanem i świeżymi ziołami


Dzień Dobry!
Sobota wita mnie słońcem:)
Zatkany nos skutecznie stara sie uprzykrzyć mój weekendowy żywot, ale ja postanowiłam, że się nie dam!
Wypijam hektolitry herbaty ze świeżym imbirem, miodem i cytryną. Naciągam grube skarpety i biegnę do kuchni. Robić placki:)

Wytrawne placuszki dyniowe z parmezanem i świeżymi ziołami
300 g musu z dyni (oczyszczoną z pestek dynię pokroić, skropić oliwą i upiec w piekarniku; następnie zdjąć skórę, a miąższ zmielić blenderem na mus)
2 jajka
50 g otrębów (u mnie żytnie)
150 g mąki pszennej
1 średnia cebula
pół łyżeczki kolendry
pół łyżeczki gałki muszkatołowej
3 czubate łyżki gęstego jogurtu naturalnego
80 g startego parmezanu
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
1 łyżka listków świeżego tymianku
1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
pieprz i sól do smaku
oliwa do smażenia


Cebulę drobno pokroić i zeszklić na oliwie.
Pozostałe składniki umieścić w misce i dokładnie wymieszać widelcem, dodać podsmażoną cebulkę, znów wymieszać.
Na patelni rozgrzać oliwę, nakładać łyżką porcje ciasta i smażyć na złoty kolor z obydwu stron.
Usmażone placuszki wykładać na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym- ręcznik wchłonie nadmiar tłuszczu.
Placuszki podawać ciepłe, z odrobiną kwaśniej smietany lub jogurtem.
Smacznego!


poniedziałek, 29 października 2012

Obiad czy sałatka? Jesienne trio.


Znów prawie zapomniałam o tym, co tak blisko, co takie proste, i przyjemne:) Takie zwyczajne....
Co wprawia w dobry nastrój.......
Co niby zawsze takie samo, a jednak za każdym razem smakuje inaczej.....
Co zaspokaja pragnienie....... wspaniale relaksuje.......
Czasem tylko mózg ma ochotę na więcej, lecz ciało odmawia posłuszeństwa......
Przyjemność okupiona przyspieszonym oddechem....drżeniem mięśni......kropelkami potu na skroniach.....
Wspiąć się na wyżynę własnych możliwości, by rozpłynąć się w rytmie bicia serca......a potem powolutku opadać......w błogości.....
Uwielbiam to uczucie.....
Uzależniłam się.....
Nawet po dłuższej przerwie ciągnie mnie do tego.....
Dopasowuję strój, specjalnie na tę okoliczność.....by ciało czuło się swobodnie........lekko.......
Zawsze jest wspaniale......
Po biegu:)



Jesienne trio
filet z kurczaka, pokrojony w paski
3 szalotki, pokrojone w piórka
pół niedużej dyni, obranej i pokrojonej w podłużne cząstki (półksiężyce)
kawałek korzenia imbiru, ok. 2 cm
100 g rukoli
łyżka miodu
łyżka sosu sojowego
2 łyżki octu balsamicznego
świeżo zmielony czany pieprz
kilka łyżek oliwy z oliwek
łyżeczka sproszkowanego imbiru

Przygotowujemy marynatę: imbir obieramy i ścieramy na drobnych oczkach, dodajemy miód, ocet balsamiczny, sos sojowy, odrobinę pieprzu i łyżkę oliwy, mieszamy.
Kurczaka zalewamy marynatą i odstawiamy na ok. 15 minut.

Cząstki dyni układamy na blasze, skrapiamy oliwą z oliwek, posypujemy delikatnie imbirem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C na około 20 minut- pieczemy do lekkiego zrumienienia krawędzi dyni.

Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy, wrzucamy na nią pokrojone w piórka szalotki, chwilę podsmażamy. Dodajemy mięso wraz z marynatą, zmniejszamy ogień i mieszając co chwilę, podduszamy aż mięso zmięknie.

Rukolę dokładnie płuczemy i delikatnie osuszamy.

Na talerzu układamy rukolę, na nią wykładamy kawałki dyni, tak by utworzył się mały ''podest", na środek którego wykładamy kawałki kurczaka z cebulką.

Ja podałam to danie w wersji obiadowej, razem z pieczonymi kawałkami ziemniaków, z powodzeniem jednak może ono funkcjonować jako samodzielna sałatka ''na ciepło''.

Smacznego!


czwartek, 13 września 2012

Stek wołowy na jęczmiennej poduszce

Gdy w w Menu mamy zaplanowane mięso, wybór rzadko pada na wołowinę, a jeśli już, to z reguły jest to gulasz albo zrazy.  M. lubi, gdy mięso jest tak miękkie, że wręcz się rozpada.
Dzis dla odmiany usmażyłam steki. M. z początku kręcił nosem, całość utworzyła jednak spójną i naprawdę smaczną kompozycję. Może ktoś się skusi....:)

Stek wołowy na jęczmiennej poduszce
(2 porcje)
2 steki z polędwicy wołowej (ok.200 g każdy, 2 cm grubości)
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
świeżo mielony czarny pieprz
2 łyżki masła
łyżka oliwy
łyżka octu balsamicznego
3 liście laurowe
szczypta soli

Dodatkowo
200 g kaszy jęczmiennej (2 woreczki)
kostka bulionowa
4 duże pieczarki
łyżka oliwy
kilka kawałków papryki konserwowej


W rondelku gotujemy kaszę: woreczki zalewamy wodą (można postępować wg instrukcji na opakowaniu, ja jednak zazwyczaj robię to ''na oko'';); dodajemy kostkę bulionową. Gdy woreczki zaczną pęcznieć zmniejszamy ogień i pozwalamy kaszy ''naciągnąć''.

Mięso nacieramy świeżo zmielonym pieprzem. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy z łyżką masła. Gdy zacznie skwierczeć, wrzucamy na tłuszcz liście laurowe i obrane i zmiażdżone ząbki czosnku, podsmażamy przez chwilę. Następnie na petelnię kładziemy mięso i smażymy na dużym ogniu przez ok.4 minuty z każdej strony (jeśli chcemy mięso dobrze wysmażone, w przeciwnym razie skracamy czas smażenia o ok. minutę). Po ok. 2 minutach dorzucamy krążki cebuli, co jakiś czas mieszamy je łopatką. Pod koniec smażenia dodajemy ocet balsamiczny i łyżkę masła oraz solimy wszystko do smaku.

W międzyczasie na osobnej patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy i smażymy  na niej pokrojone w ósemki pieczarki, doprawiamy pieprzem i solą.

Steki wykładamy na poduszeczkę z kaszy uformowaną np. za pomocą obręczy od mini tortownicy (lub miseczki). Na górę delikatnie układamy stek, na to krążki cebuli. Wokół kaszy wykładamy pieczarki i paski papryki. Serwujemy od razu po przyrządzeniu.


piątek, 17 sierpnia 2012

Kurczak jalfrezi

Jalfrezi to odmiana curry- kawałki mięsa smażone z przyprawami, warzywa, i obowiązkowo papryczki chilli.
Jeśli lubicie indyjskie i pikantne smaki, to danie zdecydowanie jest dla Was. A jeśli nie znacie, to polecam spróbować. Myślę, że sam zapach uwiedzie niejednego zatwardziałego kulinarnego tradycjonalistę. Nam bardzo smakowało, dodatek świeżej kolendry nadaje daniu ostatecznego charakteru.

Kurczak jalfrezi
filet z kurczaka
duża cebula
2 duże papryki: zielona i czerwona
2-3 ząbki czosnku
kilka świeżych papryczek chilli (ilość w zależności od oczekiwanej pikanterii)
puszka siekanych pomidorów
2 łyżeczki kminu rzymskiego (cumin)
1 łyżeczka mielonej kolendry
pół łyżeczki imbiru
sól do smaku
kilka gałązek świeżej kolendry
1-2 łyżki gotowej pasty jalfrezi (opcjonalnie)
oliwa do smażenia

Kurczaka kroimy w kostkę.
Na  rozgrzaną oliwę wsypujemy przyprawy (kmin, kolendrę, imbir, pastę jalfrezi) i przez chwilę podsmażamy, następnie dodajemy pokrojoną w kostkę cebulę i zmiażdżony czosnek; mieszamy.
Dodajemy kurczaka, po chwili również pokrojone w krótkie paseczki papryki oraz drobniutko posiekane papryczki chilli (gniazda nasienne usuwamy, w nich tkwi moc piekielna;), potem pomidory.
Zmniejszamy ogień, całość gotujemy do momentu aż ciecz odparuje i sos będzie gęsty. Doprawiamy solą i częścią świeżej kolendry.

Kurczaka Jalfrezi podajemy z ryżem, chlebkami pita lub plackami chapati podgrzanymi przez chwilę na suchej patelni (indyjski odpowiednik tortilli). Wegetarianie mogą pominąc mięsko i urozmaicić danie inymi warzywami, np. kabaczkiem lub bakłażanem.



niedziela, 5 sierpnia 2012

Udka Teścia:)

Przedstawiam Wam expresową, mięsną propozycję na weekendowy obiad: Udka Teścia.
Proszę, tylko nie posądzajcie mnie o kanibalizm;)
Teść ma się dobrze, a poniżej przedstawione mięsko to jego specjalność. Pokusiłabym sie o stwierdzenie, że to typowo męskie danie: proste i szybkie w przygotowaniu, bez żadnych wyszukanych składników, no i mięso gra pierwsze skrzypce. Smaczne i niskobudżetowe:)
Bardzo dobrze komponuje się z kaszą gryczaną i pieczonymi warzywami.

Udka Teścia
1 kg udek z kurczaka
2 cebule
vegeta
pieprz
ok. 300 ml wody
oliwa do smażenia

Mięso filetujemy (lub kupujemy gotowe filety).
Kawałki udek posypujemy z dwóch stron vegetą i smażymy na rozgrzanej oliwie na złoty kolor.
Cebulę kroimy w piórka i dodajemy do mięsa. Smażymy wszystko jeszcze przez chwilę.
Gdy mięso jest rumiane i lekko chrupiące z dwóch stron, podlewamy całość wodą, zmniejszamy ogień i dusimy przez ok. 25 minut, aż woda niemal całkiem odparuje a mięso zupełnie zmięknie.
Doprawiamy pieprzem do smaku.
Smacznego!



piątek, 3 sierpnia 2012

Placuszki z cukinii

Kiedyś pytałam: ''Mamo, co dziś na obiad?''
Gdy odpowiedź brzmiała: ''obiad drapany'', wiedziałam, że coś pysznego z patelni się szykuje:)
Proste dania mają swój urok. Zapraszam na placuszki!

Placki z cukinii
3 duże cukinie, obrane i starte na grubych oczkach
ok 1,5-2 szkl mąki (ja dałam szklankę mąki sojowej i 0,75 szkl mąki żytniej)
3 żółtka
1 jajko
duża cebula, drobno posiekana
pęczek natki pietruszki, drobno posiekany
sól i pieprz do smaku
80 g startego parmezanu
oliwa do smażenia

Wszystkie składniki mieszamy widelcem w dużej misce. Na rozgrzaną na patelni oliwę nakładamy łyżką małe porcje ciasta i smażymy na złoty kolor z obydwu stron.
Serwujemy ciepłe, z dodatkiem kwaśnej smietany lub gęstego jogurtu.


niedziela, 15 lipca 2012

Powiew Wschodu: kurczak z orzechami nerkowca

Kolejna leniwa niedziela....Czas upływający nie wiadomo kiedy, i tylko burczenie w brzuchu uświadomiło mi że pora obiadu już właściwie minęła. Zainspirowana tym przepisem postanowiłam wyczarować niedzielny posiłek w 20 minut. Kierunek: Chiny.

Kurczak smażony z orzechami nerkowca
1 duży filet z kurczaka
1 cebula
2 łyżki oleju sezamowego
2 ząbki czosnku
3 łyżki sosu sojowego
2 łyżki płynnego miodu
pieprz cayenne
150 g orzechów nerkowca

Dodatkowo:
makaron ryżowy
4 marchewki
pół limonki
łyżeczka miodu
łyżeczka oliwy extra virgin
pół łyżeczki octu balsamicznego

Sos sojowy łączymy z miodem i marynujemy w nim umytego i pokrojonego w paski kurczaka (około 10 minut).
Siekamy cebulę, obieramy i gnieciemy czosnek. Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy zamarynowane mięso oraz orzechy, po chwili także czosnek i cebulę. Smażymy przez około 7 minut, często mieszając, uważając przy tym by miód nie zaczął się przypalać. Doprawiamy pieprzem.

Tak przygotowanego kurczaka podałam z ryżowym makaronem i surówką z marchwii (miód, ocet i oliwę łączymy ze sobą, po czym dodajemy do utartej na grubych oczkach marchwi) skropioną sokiem z limonki.
Smacznego!


czwartek, 28 czerwca 2012

Omlet z twarożkiem i malinami

Śniadanie jak znalazł:)
Jeśli należycie do rannych ptaszków, do tego dobrze zorganizowanych, to możecie się rozkoszować tym pysznym śniadankiem co rano. Ja w tygodniu zazwyczaj  zadowalam się musli lub owsianką z mlekiem, albo kromką pełnoziarnistego chleba z masłem orzechowym (na śniadanie zazwyczaj zostaje mi 5 minut), kiedy jednak nadchodzi weekend, wszelkie kanapki czy mleczne papki odchodzą na bok. Wtedy pachnący omlet z dodatkiem świeżych owoców jest tym, co od razu stawia mnie na nogi:)

Omlet
2 jajka
łyżka mąki
3 łyżki mleka
łyżeczka oliwy
twarożek grani
świeże owoce (u mnie maliny)
syrop z agawy/miód (opcjonalnie)

Jest wiele szkół przygotowywania omletów: można osobno ubić białko i potem połączyć je z żółtkiem, można nie dodawać mąki, można smażyć tylko z jednej, lub też z dwóch stron.
Ja tym razem poszłam na łatwiznę i tylko przy pomocy widelca: rozbite jajka polączyłam z mlekiem, dodałam łyżkę mąki, energicznie wymieszałam (masa powinna być gładka) i wylałam na rozgrzaną oliwę. Smażyłam z dwóch stron, posmarowałam twarożkiem, posypałam malinami, polałam syropem z agawy i odpłynęłam:)
Tak rozpoczęty dzień musi być udany!



sobota, 19 maja 2012

Naleśniki otrębowo-orkiszowe z twarożkiem i owocami jagodowym

Środek tygodnia bywa męczący (syndrom środy? niby już 3 dni za nami, ale jeszcze ciągle 2 do weekendu; też tak macie?) i niekoniecznie zawsze mam natchnienie na wymyślne gotowanie.
Gdy do tego kiszki marsza grają, a za oknem znów szaro (tak, niestety w UK znów słońca jak na lekarstwo), to marzy mi się wehikuł czasu i mały skok do dzieciństwa, gdy powrót ze szkoły niejednokrotnie wieńczyła porcja pysznych naleśników z twarogiem i rodzynkami serwowanych przez moją Mamę.

Mamy nie ma w pobliżu, ale jest mąka, jajka, twarożek (tutejszy quark) oraz maliny i borówki amerykańskie (a także głodny M.), trzeba więc sobie radzić samemu;)


Naleśniki otrębowo-orkiszowe z twarożkiem i owocami jagodowymi
3 jajka
500 ml mleka
1 szklanka otrębów pszennych
1,5 szklanki mąki orkiszowej
szczypta soli
oliwa z oliwek do smażenia (opcjonalnie)

Jajka łączymy z mlekiem (ubijaczką lub mikserem), dodajemy mąkę, otręby i sól i mieszamy do uzyskania jednolitej masy.
Na rozgrzaną patelnię (jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami  dobrej jakości teflonowej lub ceramicznej patelni, to smażenie nie wymaga dodatku tłuszczu) wylewamy po chochli naszego ciasta i pozwalamy mu równomiernie pokryć powierzchnię patelni. Gdy spód się zetnie, przerzucamy naleśnika na drugą stronę  (w powietrzu  lub przy pomocy łopatki) i smażymy na złoty kolor.
Naleśniki smarujemy kremowym twarożkiem (u mnie z dodatkiem cukru wanilinowego, ale jeśli macie w zasobach, to polecam dodatek prawdziwej wanilii), na którym układamy świeże maliny i borówki amerykańskie (lub truskaweczki). Składamy w trójkąty (na pół i jeszcze raz na pół:)

Życzę smacznego, buziaki dla Mamy!
Krecia