Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Majówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Majówka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 lipca 2014

Lipcowa piekarnia: bajgle

2 miesiące przerwy.
Bez wspólnego dzielenia tego, co tak uwielbiane.
Bez wspólnych rozmyślań, co też z tego wyjdzie i jaki będzie efekt smakowy.
Czy zachwyci domowników?
Czy wdzięcznie zaprezentuje swoje wdzięki?
Jak szybko zniknie?
I ile nas będzie?
I jak bardzo różnie będą wyglądać efekty podążania za tym samym przepisem w wielu kuchniach na raz?

Lipcowa piekarnia Amber po raz kolejny uchyliła swoje wrota:)
Wspaniale było znów stać się jej częścią.
Wspaniale było sięgnąć po to, co dotąd znane jedynie ze sklepowych regałów. A wiadomo, że domowe zawsze smakuje lepiej:)
Kolejna receptura do wypróbowania. Wypróbowana!
A kto nie próbuje, ten nie ma!

I choć nie zawsze wychodzi idealnie, to przecież najważniejsze jest podjęcie próby.
Następnym razem będzie lepiej:)




Przepis na bajgle podsunęła Monika. A właściwie dwie jego wersje: fast i slow.
Z racji implikacji związanych z poznawaniem świata przez Małego Człowieka sięgnęłam po opcję fast.
Mierzyłam, ważyłam, zagniatałam i czekałam. A potem formowałam i czekałam, i dziurkowałam i znów czekałam. Gotowałam i piekłam.
I była to dobra lekcja.

Czasem lepiej podchodzić do przepisu z pewną dozą nieśmiałości;) Zaufać intuicji. Nie zawsze gram gramowi równy;)

Bajgle w moim wykonaniu, o których mowa, to takie trochę brzydkie kaczątka- urodą nie grzeszą.
Wyszły płaskie i nieco kanciate. Ciasto kleiło się do rąk, choć rosło wspaniale. Na szczęście defekty urody zrekompensował nam smak, bo smakowały wybornie:) Idealne na śniadanie!

Moim zdaniem w przepisie potrzeba mniej wody- wówczas bajgle powinny być książkowe i ciasto nie będzie lepiło się do rąk. Dokładnie ile, jeszcze nie wiem (ale zaczęłabym od 400 g- zawsze można dolać). Sprawdzę następnym razem, bo smak z pewnością wart jest powtórzenia.
Póki co, zostawiam Was z lipcowym przepisem i własną intuicją;)


Bajgle w wersji fast i slow
przepis cyt. za Moniką

Bajgle w wersji fast:
750 g mąki typ 550
500 g letniej wody (następnym razem pokuszę się o 400g na dobry początek)
7 g drożdży instant
1 łyżka soli
2 łyżki miodu
1 jajko
sezam, mak (użyłam pestek dyniowych i czarnuszki, 3 garście pestek dosypałam również do ciasta)




Z podanych składników (oprócz jajka) wyrób gładkie i elastyczne ciasto. Ciasto będzie dość zwarte (no właśnie moje takie nie było). Przełóż je do lekko naoliwionego naczynia i pozostaw do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na godzinę.  Wyrośnięte ciasto podziel na 12 – 15 części. Uformuj z każdej kulkę i pozostaw na 20 minut. Po tym czasie w każdej z kulek zrób palcem dziurkę. Aby ją powiększyć możesz zakręcić ciastem dookoła palca, tak jakbyś kręcił hula – hop. Tak przygotowane ciasto pozostaw do wyrośnięcia na 40 minut.
W dużym garnku zagotuj wodę. Nie musi być jej dużo, ważne żeby bajgle nie dotykały dna i swobodnie mogły się gotować. Do wody dodaj łyżkę miodu, melasy lub golden sirup. Delikatnie wrzuć wyrośnięte bajgle na wrzącą wodę. Gotuj z każdej strony po minucie. Następnie za pomocą łyżki cedzakowej przełóż na kratkę do wypieków lub ściereczkę.
Posmaruj obgotowane bajgle roztrzepanym jajkiem, zanóż z jednej strony w sezamie lub/i maku. Ułóż na blaszce i piecz w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez od 20 – 25 minut do momentu, aż nabiorą złotego koloru. Zanim zjesz je wszystkie, daj im chwilę ostygnąć.




Bajgle w wersji slow:
150 g mąki typ 750
150 ml wody
szczypta drożdży
2 łyżki zakwasu pszennego (opcjonalnie)
Wszystkie składniki zmieszaj w misce i pozostaw do przefermentowania w ciepłym miejscu na kilka godzin (ok. 8). Następnie do zaczynu dodaj:
600 g mąki
350 g wody
2 łyżki miodu
1 łyżka soli
6,5 g drożdży suszonych

Ze wszystkich składników wyrób gładkie ciasto. Pozostaw je w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę, następnie przełóż na blat, rozpłaszcz i złóż na trzy jakbyś składał list a następnie na pół. Włóż ciasto do miski, przykryj ściereczką i umieść w lodówce na przynajmniej osiem godzin.
Po tym czasie podziel ciasto na ok 17 kawałków, uformuj z nich kulki i pozostaw na dwadzieścia minut. W każdej z kulek zrób palcem dziurkę. Aby ją powiększyć możesz zakręcić ciastem dookoła palca, tak jakbyś kręcił hula – hop. Tak przygotowane ciasto pozostaw do wyrośnięcia na 40 minut.
W dużym garnku zagotuj wodę. Nie musi być jej dużo, ważne żeby bajgle nie dotykały dna i swobodnie mogły się gotować. Do wody dodaj łyżkę miodu, melasy lub golden sirup. Delikatnie wrzuć wyrośnięte bajgle na wrzącą wodę. Gotuj z każdej strony po minucie. Następnie za pomocą łyżki cedzakowej przełóż na kratkę do wypieków lub ściereczkę.
Obgotowane bajgle posmaruj roztrzepanym jajkiem, zanurz z jednej strony w sezamie lub/i maku. Połóż ułóż na blaszce i piecz w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez od 20 – 25 minut do momentu, aż nabiorą złotego koloru.

A tak ukształtowała się lipcowa lista blogów piekących:
Arnikowa kuchnia
Bajkorada
By było przyjemniej
Fabryka kulinarnych inspiracji
Forks’N’Canvas
Każdy ma jakiegoś bzika
Konwalie w kuchni
Kuchnia Alicji
Kuchnia Gucia
Kuchennymi drzwiami
Kulinarne przygody Gatity
Leśny Zakątek
Magia w kuchni
Moje małe czarowanie
Moje domowe kucharzenie
Nieład malutki
Nie tylko na słodko
Ogrody Babilonu
Para w kuchni
Poradniczanka
Smakowity chleb
Ugotujmy to
Zacisze kuchenne
Zakalce mego życia

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Tarta z botwinką i kozim serem

Tarta z dedykacją dla M.
Uwielbia je pod każdą postacią.
Ja zresztą też.

Sezonowo i wytrawnie.
Buraczkowo.
Tak prosto. Zaskakująco smacznie.

To nie pierwsze do niej podejście. Tym razem zdążyłam z fotką zanim zostały już tylko okruchy.....;)




Tarta z botwinką i kozim serem.
Kruche ciasto:
100 g zimnego masła
200 g mąki pszennej
1 jajo
łyżka zimnej wody
pół łyżeczki soli

Farsz:
pęczek botwinki
3 jaja
200 g sera koziego, miękkiego
ok. 100 ml śmietany 12%
sól i pieprz do smaku
śweży tymianek
oliwa do smażenia

Dodatkowo:
kilka łyżek startego parmezanu




Masło posiekaj na mniejsze kawałki, dodaj jajo, mąkę i sól oraz wodę. Zagnieć gładkie i lśniące ciasto, uformuj kulę, owiń folią spożywczą i schowaj do lodówki na około 30-45 minut.
Ciasto rozwałkuj na grubość około 0,5 cm i wyklej nim formę do tarty lub tortownicę. Spód tarty ponakłuwaj widelcem i nakryj papierem do pieczenia. Na wierzch papieru wysyp ziarna fasoli lub kulki do pieczenia.
Tak przygotowany spód podpiekaj w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około 15-20 minut (aż delikatnie zacznie się rumienić).

Buraczki obierz i pokrój w ok. 1 cm kostkę; liście botwinki posiekaj. Na patelni rozgrzej odrobinę oliwy i podsmaż pokrojone buraczki. Gdy zaczną się robić miękkie, dodaj liście i podsmażaj całość jeszcze przez chwilę. Dopraw do smaku pieprzem i solą.

W misce rozkłóć jajka ze śmietaną. Dodaj pokrojony na małe kawałki kozi ser, listki tymianku oraz sól i pieprz.

Na podpieczone ciasto wyłóż podsmażoną botwinkę, a następnie zalej całość masą jajeczno-serową.
Wstaw całość do piekarnika i zapiekaj przez 15 minut. Wyjmij tartę, posyp wierzch parmezanem i zapiekaj przez kolejne 15-20 minut, aż wierzch będzie lekko złocisty.

Podawaj na ciepło lub na zimno.
Smacznego!



poniedziałek, 26 maja 2014

Drożdżówki z rabarbarem i kruszonką

Pierwszy Dzień Matki.
Małe śmiejące się oczka o poranku.
Cenniejsze niż tysiące kwiatów.
Pulchne paluszki mocno trzymające mnie za palec.
Pierwsze umiejętności Małego Człowieka cieszą bardziej niż kartka z serduszkiem.
Radosne popiskiwanie wypełnia wspólne chwile.

Pierwsze drożdżowe z rabarbarem tej wiosny.
Klasyk sezonu.
Smak rodzinnego domu.
Mistrzostwo świata Mamy. Od lat tak samo wspaniałe.

Dzisiejsza odsłona: drożdżówki.
Mam nadzieję, że mój Synek, gdy dorośnie, polubi je równie mocno:)
Że, podobnie jak ja, będzie je kojarzył z ciepłem domu.




Przepis jest modyfikacją przepisu na pszenno-orkiszowe drożdżówki z serem i truskawkami.

Drożdżówki z rabarbarem i kruszonką
Zaczyn:
200 ml ciepłego mleka
10 g suszonych drożdży (lub 30 g świeżych)
łyżeczka cukru

Ciasto:
wyrośnięty zaczyn
500 g mąki pszennej
1 jajo
4 żółtka
90 g masła
łyżka aromatu waniliowego
100 g cukru

400 g rabarbaru

Kruszonka:
70 g masła
80 g cukru
140 g mąki
2-3 łyżki zimnej wody (opcjonalnie)

Lukier:
1 szklanka cukru pudru
sok z połowy cytryny
2-3 łyżki wody




Przygotuj zaczyn: podgrzej mleko, rozpusć w nim łyżeczkę cukru oraz drożdże. Odstaw na 10 minut w ciepłe miejsce, aby wyrósł.
Jajo i żółtka ubij mikserem na puszustą pianę. Nie przerywając ubijania dodaj cukier oraz aromat waniliowy. Do masy jajecznej dodaj wyrośnięty zaczyn i przesiej mąkę. Wymieszaj wszystko drewnianą łyżką lub mikserem. Na końcu dodaj rozpuszczone i przestudzone masło, po czym wyrób ciasto, aż będzie gładkie i lśniące. Miskę z ciastem nakryj czystą ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce do wyrastania na około godzinę.

Rabarbar umyj i pokrój na mniejsze cząstki.

Aby przygotować kruszonkę posiekaj drobno masło i lekko zagnieć je z cukrem i mąką. W razie potrzeby (gdy ciasto będzie zbyt suche) dodaj 2-3 łyżki zimnej wody. Nożem z zaokąglonym czubkiem  dynamicznie siekaj całość, aż uzyskasz mniejsze i większe grudki.




Wyrośnięte ciasto podziel na 13 części (jeśli ciasto będzie kleić się do rak, nie podsypuj go mąką, a zwilż ręce wodą). Z każdej uformuj okrągły placek grubości ok. 1,5-2 cm.
Placki układaj na blasze w odstępach od siebie- jeszcze sporo urosną. W każdy placek wciśnij kilka kawałków rabarbaru. Na wierzchu rozsyp równomiernie kruszonkę. Tak przygotowane drożdżówki nakryj ponownie ściereczką i odstaw na około 20-30 minut.

Drożdżówki piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około 25-30 minut.
Przestudzone możesz udekorować lukrem.
Smacznego!




A jeśli lubicie wypieki z rabarbarem, polecam Wam także:
Orkiszową drożdżówkę z rabarbarem
Orkiszową tartę z rabarbarem
Mufinki owsiane z rabarbarem
Tort czekoladowo-rabarbarowo-śmietanowy

środa, 14 maja 2014

Wspólna majowa piekarnia: chleb z pieczonymi ziemniakami i rozmarynem

Po dwóch miesiącach przerwy nareszcie ponownie udało mi się wziąść udział we wspólnym pieczeniu organizowanym przez Amber.
Tęskniłam za domowym chlebem na zakwasie. A gdy ujrzałam przepis, który zaproponowała Monika, powiedziałam sobie: nie ma bata, muszę go upiec! Mały Człowiek wyczuł chyba tę wibrację i o dziwo pozwolił mi się zorganizować na tyle, aby do pieczenia przystąpić- dzielnie gderał do pluszowego słonika w czasie kiedy ja zarabiałam ciasto. Chwilo, trwaj! :-)
Co tu wiele mówić: chleb jest wspaniały! Delikatny, aromatyczny, wilgotny dzięki udziałowi ziemniaków. Zdecydowanie plasuje się w smakowej czołówce chlebów, które dotąd upiekłam.
Myślę sobie, że w męskiej wersji z dodatkiem pieczonych ziemniaków, rozmarynu i odrobiny chrupkiego bekonu byłby jeszcze bardziej charakterny....do wypróbowania w sezonie grillowym!
Tymczasem pozostałam przy zaproponowanym przepisie, zamieniając jedynie zakwas pszenny na żytni.




Cyt. za Moniką:
Chleb z pieczonymi ziemniakami i rozmarynem (1 duży, lub 2 małe bochenki)
2 łyżki zakwasu pszennego
1 szklana mąki
2/3 szklanki wody

Wszystkie sładniki wymieszaj do uzyskania jednolitej konsystencji i pozostaw do przefermentowania w ciepłym miejscu na kilka godzin (8 – 12). Zakwas jest gotowy do dalszej pracy, jeżeli łyżeczka pobrana z zaczynu unosi się na powierzchni wody. 

Przygotuj ziemniaki:
0,5 kg ziemniaków
1 łyżka oliwy
2 łyżki posiekanego rozmarynu
1/2 łyżeczki soli

Ziemniaki dobrze umyj i pokrój w kostkę, nie ma potrzeby obierania ich ze skórki. Wrzuć je do miski, dodaj oliwę, sól i rozmaryn. Dobrze wszystko wymieszaj. Przesyp ziemniaki na blachę do pieczenia i wstaw do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 20 minut. Po tym czasie przemieszaj dobrze ziemniaki i dopiekaj na złoty kolor przez następne 20 minut. Po upieczeniu wystudź.




Przygotuj ciasto właściwe:
600 g mąki chlebowej
1 i 1/4  szklanki wody
cały zaczyn z dnia poprzedniego (-2 łyżki na następne pieczenie)
1 łyżka soli
upieczone ziemniaki

Do miski wlej wodę, dodaj zaczyn. Wymieszaj dokładnie, wsyp mąkę. Zmieszaj tylko do połączenia składników, przykryj miskę ścierką lub foliową reklamówką i odstaw na 20 – 40 minut. Po tym czasie dodaj sól i wyrabiaj ciasto ręcznie rozciągając je i składając w misce (ok. 6 minut)  lub mikserem przez ok. 3 minuty na pierwszej prędkości i 3 minuty na drugiej. Dodaj wystudzone, przestudzone ziemniaki i już ręcznie, delikatnie wrób je do ciasta.
Miskę przykryj plastikową siatką i  odstaw na 2 godziny, składając w tym czasie trzykrotnie w odstępach trzydziestominutowych. Przefermentowane ciasto wyrzuć na blat i przedformuj ciasto w kulę (jeżeli chcesz dwa mniejsze bochenki, podziel ciasto na dwie części i uformuj każdą z nich) i pozostaw na 20 minut. Po tym czasie oprusz kulę mąką, obruć na drugą stronę i uformuj bochenek. Dobrze obsyp go mąką i włóż do koszyka wyłożonego ściereczką obsypaną mąką. Koszyk wsadź do plastikowej torby, dobrze owiń i najlepiej wstaw do lodówki, aby ciasto mogło w niej wyrastać przynajmniej 8 – 12 godzin.
Wyrośnięty bochenek  wyrzuć na deskę, natnij i piecz w naparowanym piekarniku nagrzanym do 220 stopni przez 40 minut. Po dwudziestu minutach uchyl lekko piekarnik, aby uwolnić parę. Chleb najlepiej piec na nagrzanym kamieniu do pizzy, lub bardzo dobrze rozgrzanej blasze. Jeżeli masz żeliwny lub ceramiczny garnek, nagrzej piekarnik maksymalnie i wstaw garnek (razem z pokrywką) na dwadzieścia 30 minut aby się nagrzał. Po tym czasie wyjmij go i umieść w nim chleb. Piecz pod przykryciem 20 minut, potem zdejmij pokrywę i dopiekaj przez kolejne 20 na głęboko brązowy kolor.
Po upieczeniu chleb dokładnie wystudź.
Smacznego!

Moje komentarze:
Ze względu na kaprysy Małego Człowieka, wydłużyłam nieco czas wyrastania i okresy, w których składałam ciasto. Po wyjęciu ciasta z lodówki w dniu pieczenia, wydawało mi się, że urosło nieznacznie i pełna obaw wkładałam je do piekarnika. 
Chleb piekłam na blasze do pizzy. Przy przekładaniu na blachę kompletnie opadł, ale na szczęście podniósł się nieco podczas pieczenia.
I najważniejsze: Chleb jest pyszny! :-)))


Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy chleb upiekli:
Aciri http://bajkorada.blogspot.com/2014/05/chleb-z-pieczonymi-ziemniakami-i.html
Alutka  http://nieladmalutki.blogspot.com/2014/05/chleb-z-pieczonymi-ziemniakami-i.html

sobota, 10 maja 2014

Wiosenna tarta szparagowa na kruchym spodzie

Wiosna pełną parą.
Kwieciem obsypane drzewa i kwiaty. Pięknie.
Pachnie skoszona przed chwilą trawa.
Pola rzepaku złocą się w słońcu.
Wyścig co rano: kto pierwszy zafunduje mi pobudkę: Mały Człowiek czy świt za oknem? Rożnie to bywa....
Dzień coraz dłuższy, a każdy pędzi jak oszalały. Nie wierzę, że aż miesiąc mnie tu nie było.
Na szczęście szparagów nie przeoczyłam. Bo w końcu czeka się na nie cały rok.




Tarta szparagowa na kruchym spodzie
Ciasto:
85 g zimnego masła
180 g mąki pszennej
1 jajko
1 łyżka zimnej wody
szczypta soli

Nadzienie:
2 pęczki zielonych szparagów
250 g sera ricotta
3 jajka
2 łyżki gęstej śmietany lub jogurtu
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
1/2 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
sól i pieprz do smaku
3-4 łyżki startego parmezanu 


Masło posiekaj w drobną kostkę, dodaj mąkę, jajko wodę oraz sól i zagnieć ciasto- powinno być gładkie i lśniące. Wyrobione ciasto owiń folią spożywczą i włóż do lodówki na około 30-40 minut.

W tym czasie przygotuj szparagi. Umyj je, odłam zdrewniałe końcówki i ponownie zwiąż w pęczki. W wysokim garnku zagotuj wodę z odrobiną soli. Do gotującej się wody włóż pęczki szparagów, główkami do góry, tak aby główki wystawały kilka centymetrów ponad wodą. Gotuj je przez około 6 minut- powinny być lekko miękkie, ale wciąż chrupiące.




Schłodzone ciasto rozwałkuj na grubość około 5 mm i wyklej nim formę do tarty (ja użyłam tortownicy 28 cm). Wierzch ciasta ponakłuwaj widelcem i przykryj papierem do pieczenia, na który następnie wysyp ziarna fasoli (lub kulki do pieczenia), aby obciążyć spód (dzięki temu będzie równy i nie urośnie). Tak przygotowane ciasto piecz w temperaturze 180 stopni C przez około 15 minut.

Jajka rozkłóć widelcem, dodaj ricottę, jogurt lub śmietanę, pietruszkę oraz przyprawy i wymieszaj wszystko na gładką masę (ja mieszałam rózgą kuchenną).

Na podpieczony spód wylej masę serowo-jajeczną, a następnie ułóż w niej szparagi , jeden za drugim w kształt ''ślimaka'', zaczynając od zewnętrznych krawędzi tarty, a kończąc w środku (możesz też ułożyć je równolegle, jeden obok drugiego). Na wierzchu rozłóż starty parmezan.

Całość piecz w temperaturze 180 stopni C przez około 30 minut.


wtorek, 8 kwietnia 2014

Mały Człowiek, wiosna i drożdżowy wieniec z jabłkami

Odkąd jest z nami Mały Człowiek, moje życie przeniosło się w inny wymiar.
Nie istnieje dzień i noc, tylko czas snu, spaceru, karmienia, przewijania.
Znajduję w sobie siły, o których istnieniu nie miałam pojęcia.
Od jakichś 3 miesięcy nie przespałam ciągiem ani jednej nocy (tak, tak;  końcówka ciąży również bywa dokuczliwa;) Kto przeżył, ten wie o czym mówię:)

I okazuje się, że można. I może być tak pięknie:)

Jeden mały uśmiech wynagradza wszystko.
Uścisk małej rączki doładowuje akumulator lepiej niż poranna dawka kofeiny (niemal nieobecnej w moim życiu od jakiegoś czasu;).
Spojrzenie pełne ufności sprawia, że ból głowy mija jak ręką odjął.
Naturalny egoizm ustępuje miejsca trosce o Małe Ciałko, stuprocentowo od nas zależne.

Czas karmienia sumuje się w długie godziny i uczy cierpliwości.
To również czas długich przemyśleń.

Nawet nie wiem kiedy minęły dwa lata, odkąd powstał ten blog.
Było to jakoś w marcu, dwudziestego któregoś. Nie wiem, bo pierwotną wersję strony usunęłam.
Zresztą to tylko data.
Przez te dwa lata wiele się zmieniło, ale na szczęście równie dużo pozostało niezmienne.
Przy tej okazji dziękuję Wam serdecznie, że tu zaglądacie, że zostawiacie swoje ślady.
I choć nie lubię podsumowań, to muszę stwierdzić, że były to dobre dwa lata. Bardzo dobre.
Co najważniejsze, lata w których udało mi się zrealizować kilka marzeń.
A to zawsze napędza do działania :) Do snucia kolejnych planów.

Niepostrzeżenie nadeszła wiosna, którą uwielbiam. Tylko moja szafa ciągle straszy zimą ;)

Przybycie Małego Człowieka pośrednio spowodowało, że w przeciągu kilku miesięcy udało mi się spędzić z rodziną więcej czasu, niż w ciągu ostatnich kilku lat.
Pomieszkać w domu bez pakowania walizki.
Bezcenne:)

Mało mnie na blogu (w zasadzie zniknęłam!).
Czasem nie włączam komputera przez 4, 5 dni. Kiedyś nie wyobrażałam sobie takiej sytuacji.
I choć często łapie się na tym, że brakuje mi mojej obecności tutaj i obiecuję sobie, że ''jutro napiszę", to niestety, okazuje się, że i planowanie, i bycie ''na czas'' oznacza teraz coś zupełnie innego, niż do tej pory. 

Niepozorna zmiana pieluchy w najmniej oczekiwanym momencie potrafi wywrócić mistrzowsko opracowany harmonogram do góry nogami.
Przespana noc jest jak wygrana na loterii (ciągle gram, a wiadomo jak to z loteriami bywa;)
Worki pod oczami to niemal element makijażu :)))
Czas "tylko dla siebie", w zależności od łaskawości Małego Człowieka, to nieraz 5 -10 minut na szybki prysznic, gdzie użycie balsamu do ciała staje się prawdziwym rarytasem;)
Do tego dochodzą wyrzeczenia natury dietetycznej... na szczęście moje ukochane jabłka to owoc ''bezpieczny'':)

Macierzyństwo jest cudne, ale ma swoja cenę.
I, nie ma co ukrywać, wywraca życie do góry nogami. A każdy, kto twierdzi inaczej- zwyczajnie kłamie.

Pisząc to, wiem jedno- chyba nigdy nie czułam się bardziej szczęśliwa, potrzebna i spełniona.
Natura sprytnie to wymyśliła;)


Dzisiejszy wieniec to ponowna odsłona duetu dla mnie idealnego: drożdżowego ciasta i prażonych jabłek.
Przepis na ciasto znalazłam tutaj.
Nadzienie to prosta jabłkowa wariacja na temat.

Drożdżowy wieniec z prażonymi jabłkami i żurawiną
Ciasto:
300 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
170 ml ciepłego mleka
15 g świeżych drożdży
1 łyżka cukru
30 g stopionego i ostudzonego masła
1 żółtko

Nadzienie:
1,5 kg ulubionych jabłek, obranych, pokrojonych na cząstki
2 łyżki oleju
80 g suszonej żurawiny
1 łyżeczka domowej przyprawy do piernika (można pominąć)
1 czubata łyżeczka cynamonu
80 g cukru demerara

Dodatkowo:
1-2 łyżki stopionego masła, do posmarowania ciasta




Przygotuj zaczyn: drożdże rozkrusz i rozpuść w mleku; dodaj łyżeczkę cukru i łyżkę mąki, wymieszaj całość i odstaw na 15 minut.
Mąkę przesiej do miski, dodaj sól, wyrośnięty zaczyn, resztę cukru, żółtko i masło, po czym zagnieć elastyczne ciasto. Uformuj z ciasta kulę, przełóż do naoliwionej miski, nakryj ściereczką i odstaw w cieple miejsce, aby podwoiło swoją objętość.
W międzyczasie rozgrzej na patelni olej i upraż na nim obrane i pokrojone w cząstki jabłka. Dodaj cukier, przyprawy i żurawinę. Gdy jabłka będą półmiękkie, a cukier się skarmelizuje, zdejmij jabłka z ognia i odstaw do przestudzenia.
Wyrośnięte ciasto przełóż na lekko oprószoną mąką stolnicę i rozwałkuj na prostokąt grubości około 3 mm.
Na wierzchu ciasta równomiernie rozłóż podprażone jabłka, zostawiając około 1-1,5 cm z każdej strony.
Zwiń ciasto w rulon, wzdłuż dłuższego boku, a następnie przetnij rulon wzdłuż na pół, pozostawiając złączony jeden jego koniec. Ułóż polówki rulonu nacięciem w górę i zawiń na przemian- jedna przez drugą. Z tak splecionego ciasta uformuj wieniec i przełóż go na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Ponownie nakryj ciasto ściereczką i pozostaw do wyrastania na około 30 minut.
Piekarnik nagrzej do 200 stopni C. Wieniec posmaruj roztopionym masłem i piecz przez około 30 minut, zmniejszając temperaturę do 170 stopni C po około 20 minutach.
Upieczony wieniec możesz posypać cukrem pudrem.

Smacznego!





poniedziałek, 10 lutego 2014

Stemplowane norweskie ciasteczka cytrynowe z kardamonem

Życie pełne jest niespodzianek.
Czasem za nic ma nasze plany.
Kpi z marzeń.
Daje kopa.
Innym razem głaszcze po głowie.
Rozwija czerwony dywan.
Otwiera drzwi.

I nie wiadomo, czy warto gonić za tym, co zdaje się byc niedoścignione?
Czy lepiej usiąść i czekać na ten właściwy czas, znak...?
A może po prostu nie zastanawiać się zbyt wiele i brać, co przyniesie dzień?

W końcu wszystko ma w przyrodzie swoje miejsce i swój czas.
I nic tu po naszych usilnych staraniach naprawiania tego, co i tak jest już gdzieś zapisane.

Ach!, Życie.....
Kocham Cię, Życie......:)


Przepis na dzisiejsze ciasteczka to kolejna propozycja z ksiażki Si King'a i Dave'a Myers'a pt. ''The hairy bikers' big book of baking'', zmieniłam jednak nieco proporcje składników proponowane przez autorów.

Delikatne, kruche, cudownie cytrynowe. Z charakterem, którego nadaje szczypta kardamonu. Ale jeśli lubicie jego bardziej intensywny smak, nie bójcie się dodać go nieco więcej.
Tak czy siak, musicie spróbować!





Stemplowane norweskie ciasteczka cytrynowe z kardamonem
(22-24 sztuki)
160 g masła
100 g drobnego cukru
skórka otarta z jednej cytryny
2 łyżki soku z cytryny (brak w oryginale)
200 g mąki tortowej
100 g mielonych migdałów
1- 1,5 łyżeczki zmielonego kardamonu

Masło ubij z cukrem na puszystą masę. Dodaj sok i skórkę otartą z wyszorowanej cytryny, zmielone migdały, kardamon oraz mąkę.
Zagnieć wszystkie składniki, aby uzyskać jednolita, plastyczną masę.
Podziel ciasto na dwie części i z każdej uformuj wałek o średnicy ok. 4 cm. Ostrym nożem odkrawaj plastry ciasta grubości 1 cm. Każdy krążek ciasta lekko spłaszcz palcami zachowując okrągły kształt, a na jego wierzchu odciśnij wzór stempla (jesli nie posiadasz stempla, możesz wykonać wzór odciskając dowolnie np. widelec).

Ciastka ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. 
Piecz ok.15 minut w temperaturze 180 stopni C, aż będą rumiane.
Wystudź ciasteczka na kratce kuchennej.

Smacznego!




piątek, 31 stycznia 2014

Tradycyjne francuskie bagietki

Jeśli macie ochotę pochrupać francuskie bagietki na niedzielne śniadanie, piątek wieczór jest ostatnim momentem, aby zakasać rękawy i zarobić ciasto.

Proces przygotowania w swej istocie wydaje się długi, jednak rzeczywisty nakład pracy jest niewspółmierny z dozą porannej przyjemności, jakiej zaznacie, jeśli za chwilę udacie się w kuchenne progi:)

Przepis pochodzi z książki Si King'a i Dave'a Myers'a pt. ''The hairy bikers' big book of baking''.




Bagietki francuskie
(6 sztuk)
1 kg pszennej mąki chlebowej, plus do podsypywania
1 łyżka suszonych drożdży
pół łyżeczki soli
500 ml ciepłej wody
oliwa do natłuszczenia miski

(Piątek wieczór)
Mąkę wsyp do dużej miski do wyrabiania ciasta. Dodaj sól oraz drożdże, wymieszaj, po czym stopniowo dolewaj wodę, jednocześnie mieszając całość drugą ręką. Gdy ciasto stanie się dość zwarte, wyłóż je na oprószona mąką stolnicę i zagniataj przez co najmniej 10 minut. Ciasto powinno być sprężyste i elastyczne.

Przełóż je do naoliwionej miski, nakryj lnianą ściereczką i odstaw na 24 godziny w chłodne miejsce (moje rosło w lodówce)- ciasto powinno podwoić, a nawet potroić swoją objętość.

(Sobota wieczór)
Wyrośnięte ciasto wyłóż na oprószona mąką stolnicę i uderz kilka razy pięścią, aby pozbyć się nadmiaru powietrza. Podziel masę na 6 kawałków i każdy z nich uformuj w ok. 30-35 cm bagietkę.

2 lniane ściereczki obficie oprósz mąką i ułóż na dużej tacy lub blasze; jedna powinna zachodzić na drugą, aby ściereczki tworzyły jedną dużą powierzchnię (możesz też użyć specjalnej blachy do wypieku bagietek, jeśli jesteś w posiadaniu takowej;); układaj na niej bagietki, oddzielając je od siebie plisą uformowaną z materiału, tak by jedna bagietka nie stykała się z drugą swą boczną krawędzią. Wierzch bagietek posyp delikatnie mąką i nakryj całość czystą ściereczką. Pozostaw bagietki w chłodnym miejscu na 12 godzin.

(Niedziela rano)
Piekarnik nagrzej do 220 stopni C.
Delikatnie przełóż wyrośnięte bagietki na blachę wyścieloną papierem do pieczenia. Za pomocą żyletki lub bardzo ostrego noża każdą z nich natnij ukośnie kilka razy. Blachę z bagietkami postaw na górnej półce piekarnika, na dolnej zaś umieść żaroodporne naczynie napełnione szklanka wrzącej wody (para sprawi, że bagietki będą chrupiące).
Piecz bagietki przez 15-20 minut; złociste wyłóż na kratkę kuchenną, aby przestygły.

Życzę smacznego!



poniedziałek, 9 grudnia 2013

Wilgotny chlebek bananowo-jabłkowy z migdałami

Pomysł na ten chlebek zrodził się z faktu posiadania 3 bananów w niemal czarnych skórkach oraz dwóch nieco podeschniętych jabłek. Taki domowy recycling:) Wszak marnować jedzenia nie przystoi.
A to wszystko bez użycia mikasera; jedyne czego potrzeba do przygotowania tego chlebka-ciasta to widelec, miska, tarka i chęci oczywiście. Wszystko nie zajmie Wam więcej niż 15 minut.
A efekt: więcej niż bardzo zadowalający :D
Wilgotny, ciężki, pachnący, z chrupiącymi migdałami, i taki jesienno-zimowy, w sam raz do herbaty z cynamonem i sokiem z pomarańczy. W sam raz na pierwsze mrozy i śniegi, w sam raz przed iście piernikowym obżarstwem, do którego pozostały raptem 2 tygodnie.......




Chlebek bananowo-jabłkowy z migdałami
3 średnie, bardzo dojrzałe banany
2 średnie jabłka, obrane ze skórki
100 g roztopionego i przestudzonego masła
100 g brązowego cukru
130 g mąki pszennej razowej
100 g otrębów owsianych
1 łyżeczka cynamonu
2 jajka
1 łyżeczka sody oczyszczonej
3/4 łyzeczki proszku do pieczenia
1 łyżka likieru amaretto (opcjonalnie)
3 garście płatków migdałowych plus odrobina do posypania wierzchu




Banany rozgnieć widelcem na papkę. Jabłka zetrzyj na grubych oczkach. Dosyp cukier i wymieszaj całość. Dodaj rozmącone jajka, ostudzony tłuszcz, amaretto, cynamon; ponownie wymieszaj. Wsyp mąkę, otręby, proszek do pieczenia oraz sodę. Mieszaj przez chwilę, aby składniki dobrze się połączyły. Na końcu dodaj płatki migdałowe.

Wymieszaną masę przełoż do wyłożonej papierem do pieczenia keksówki 28 x 10 cm. Wierzch posyp płatkami migdałowymi.

Piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około godzinę (sprawdzaj patyczkiem; jeśli po wyjęciu z ciasta jest suchy, ciasto jest upieczone). Jeśli po ok. 30 minutach wierzch chlebka zbyt szybko się zrumieni, a środek będzie jeszcze bardzo mokry, obniż temperaturę pieczenia do 165 stopni C.

Chlebek studź na kratce kuchennej, krój po całkowitym wystudzeniu.
Smacznego i udanego tygodnia Wam życzę!








środa, 27 listopada 2013

Bułeczki cynamonowe. Puszyste, rozgrzewające duszę:)

Ciemność mnie otacza.
Wciąż budzę się w mroku.
Maszeruję do pracy w szarości.
Gdy wracam jest albo ponuro, albo już całkiem ciemno.
Dzień za biurkiem, więc jakby go nie było.
I tak dzień za dniem. Pędzi tydzień jak oszalały.
Można się pogubić....
Brak światła dziennego wynagradzają gdzieniegdzie porozwieszane już lampki świąteczne- tańczą na wietrze w przydomowych ogródkach.
Od razu jakoś bardziej godzę się na tę szarość.
Bo przecież tak pięknie, gdy czerń rozświetlają kolory.
Gdy szron skrzy się na trawie w blasku reflektorów przejeżdząjących samochodów.
Gdy gruby, miękki szal oplata szyję. Podwójnie.
Gdy sok z pomarańczy kapie po palcach.

A dom...pachnie ciepłem
....cynamonowym:)

Bułki cynamonowe
(przepis z Pracowni Wypieków)
200 ml ciepłego mleka
10 g świeżych drożdży
30 g cukru pudru
1 łyżeczka soli
400 g mąki pszennej (dałam chlebową)
30 g roztopionego i ostudzonego masła
1 jajko, roztrzepane
1,5-2 łyżeczki cynamonu

Dodatkwo:
2 łyżki stopionego masła
2 łyżki brązowego cukru





Z drożdży, 100 ml mleka i łyżeczki cukru pudru przygotuj rozczyn: wymieszaj wszystko dokładnie i odstaw w ciepłe miejsce na 10-15 minut.
W dużej umieść resztę mleka, sól, mąkę, jajko, cynamon, masło, pozostały cukier puder oraz rozczyn. Zagnieć gładkie ciasto (może się nieco lepić, w razie potrzeby dodaj odrobinę mąki).
Ciasto przełóż do nasmarowanej oliwą miski i odstaw do wyrastania w ciepłe miejsce na około godzinę.
Wyrośnięte ciasto podziel na 10 części i z każdej uformuj bułkę (możesz w razie potrzeby delikatnie posmarować dłonie oliwą, aby ciasto do nich nie przywierało).
Bułki ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w ok. 4 cm odstępach od siebie (moje nieco się skleiły podczas pieczenia). Każdą bułkę posmaruj roztopionym masłem i posyp brązowym cukrem. Ponownie odstaw je na ok. 20 minut, aby nieco wyrosły. W tym czasie nagrzej piekarnik do 180 stopni C.
Bułki piecz przez około 20-25 minut- aż będą złociste.
Po wyjęciu z piekarnika przełóż je na kratkę kuchenną, aby przestygły.

Najlepsze: jeszcze lekko ciepłe, z masłem i miodem.
Życzę smacznego!




Bułeczki dodaję do listopadowej listy ''Na zakwasie i na drożdżach"

środa, 16 października 2013

World Bread Day 2013: Sun Dried Tomato Fougasse czyli chleb w liściu

Fougasse to prowansalski kuzyn włoskiego chlebka focaccia, z reguły przybierający kształt liścia.
Bardzo prosty w przygotowaniu, smaczny, doskonały z kilkoma kroplami oliwy lub ulubioną pastą do chleba.
Neutralny w smaku, chyba, że tak jak ja zdecydujecie się na dodatek suszonych pomidorów (lub posiekanych oliwek, czy też świezych ziół). Wówczas znajdziecie się o krok bliżej słonecznego, śródziemnomorskiego klimatu. A gdy szarość dominuje za oknem, czego chcieć więcej?

Przepis zaczerpnęłam z tej strony.


Fougasse
7 g drożdży suszonych
500 g mąki pszennej chlebowej (plus do podsypywania)
350 g wody
łyżeczka soli morskiej
opcjonalnie: kilka suszonych pomidorów z zalewy (lub oliwek/świeżych ziół/czarnego pieprzu)




W dużej misce połącz ze sobą mąkę, wodę, drożdże oraz sól. Gdy masa uzyska dość zwartą strukturę, przełóż ciasto na oprószoną mąką stolnicę i zagniataj przez około 8 minut- powinno stać się elastyczne i stosunkowo łatwo odchodzić od dłoni. Pod koniec zagniatania dodaj do ciasta drobno posiekane suszone pomidory, odsączone wcześniej z zalewy.
Wyrobione ciasto przełóż do naoliwionej miski i nakryj lnianą ściereczką. Odstaw do wyrastania w ciepłe miejsce na około godzinę- ciasto ma podwoić swoja objętość.




Wyrośnięte ciasto przełóż na posypaną mąką stolnicę i delikatnie rozciągnij i rozpłaszcz, by uzyskało kształt  kwadratu; postaraj się przy tym nie odpowietrzać ciasta zanadto.
Podziel ciasto na pół, a następnie każdą z połówek na trzy części.
Podsypując ciasto lekko mąką każdą z części ciasta przekrój w środku na pół, nie dochodząc nożem do krawędzi, a następnie z każdej strony przecięcia wykonaj pod lekim skosem po 2-3 nacięcia (pamiętając by nie docinać do krawędzi), po czym delikatnie rozciągnij ciasto, tak by w nacięciach utworzyly się otwory, a całość przypominała kształtem liść.
Piekarnik nagrzej do 250 stopni C.
Każdą część ciasta układaj na płaskiej blasze lub rozgrzanym kamieniu do pieczenia (ja użyłam prostokatnej blachy i piekłam po 2 części ciasta).
Przed pieczeniem spryskaj ścianki piekarnika wodą, po czym wstaw chlebki na około 10-15 minut, aż będą rumiane.
Upieczone chlebowe liście studź na kratce kuchennej.
Smacznego!

Chlebek dołączam do akcji World Bread Day 2013

World Bread Day 2013 - 8th edition! Bake loaf of bread on October 16 and blog about it!

sobota, 5 października 2013

Panini al latte, czyli bułeczki mleczne


Nie ma lepszej pory na pieczenie, niż pierwszy odgłos poranka, gdy dzień leniwie otwiera swoje wrota, a wokół tylko cisza....i rosa na trawie.
Zagniatanie ciasta jest wówczas niczym powtarzanie mantry.
Nagromadzona w tygodniu zła energia zdaje się wydostawać przez czubki palców, pochłonięta bezpowrotnie, przemieniona w radość dla podniebienia.

Od dziecka lubiłam bułki mleczne. Do porannego kubka kakao, posmarowane masłem i powidłami śliwkowymi lub obłożone plastrem żółtego sera.
Te dostępne w piekarni rzadko kiedy przypominają smak zapamiętany w dalekiej przeszłości. Zazwyczaj są gąbczaste, nadmuchane, zabarwione na dziwnie żółtawy kolor.
No i po upływie kilku godzin niewiele pozostaje w nich świeżości.

Jest jednak na to rada :)
Powrót do słodkich, beztroskich chwil może być znacznie prostszy, niż z pozoru mogloby się wydawać.


Przepis G. D'Acampo z książki ''Italian home baking''.
Wpis dodaję do październikowej listy "Na zakwasie i na drożdżach"




Bułeczki mleczne
(8 sztuk)
7 g suszonych drożdży lub 15g drożdży świeżych
250 ml ciepłego mleka
500 g mąki pszennej chlebowej
50 g drobnego cukru
1,5 łyżeczki soli
100 g rozpuszczonego masła

Dodatkowo:
1 roztrzepane jajko, do posmarowania




Płaską blachę do pieczenia wyłóż pergaminem.
Jeśli używasz świeżych drożdży, rozpuść je najpierw w kilku łyżkach mleka, dodaj odrobinę cukru i łyżkę mąki. Wymieszaj i odstaw na ok. 15 minut w ciepłe miejsce, aby zaczyn ''ruszył''.
Mąkę, sól, drożdże (lub wyrośnięty zaczyn), mleko oraz cukier umieść w dużej misce. Wymieszaj wszystko drewnianą łyżką aż do lekkiego połączenia się składników, następnie stopniowo dodawaj rozpuszczone masło. Zagniataj ciasto, aż będzie plastyczne i gładkie (ok. 8 minut).
Uformuj z ciasta kulę, przełóż do miski, nakryj lnianą ściereczką i odstaw do wyrastania w ciepłe miejsce na około 2 godziny (ciasto powinno podwoić swoją objętość).
Wyrośnięte ciasto podziel na 8 części, z każdej uformuj zgrabną kulkę. Ułóż bułeczki na blasze w równych odstępach, ponownie nakryj ściereczką i pozostaw do napuszenia na około pół godziny (możesz też wstawić blachę do piekarnika nagrzanego do 50 stopni na około 15 minut- bułeczki nieco szybciej podrosną).
Wyrośnięte bułeczki posmaruj roztrzepanym jajkiem i wstaw do piekarnika nagrzanego do 220 stopni C na ok.15-20 minut. Gdy będą złociste, przełóż je na kratkę kuchenną aby przestygły.

Podawaj z ulubionymi dodatkami; u mnie z konfiturą morelową produkcji Mamy:)
Smacznego!




wtorek, 11 czerwca 2013

Wiosenna sałatka ziemniaczana

Sezon na młode warzywa w pełni, dlatego zachęcam Was do korzystania z sezonowych obfitości:)
Dziś zapraszam na ziemniaczana sałatkę.
Bazę stanowią młode ziemniaki, upieczone z odrobiną oliwy i tymianku.
Do tego jajko, dymka i rzodkiewki, i pożywny lunch, czy dodatek to weekendowego grilla gotowy:)
A to wszystko przy minimalnym nakładzie pracy!




Wiosenna sałatka ziemniaczana
(proporcje na dużą miskę)
800 g młodych ziemniaków
2-3 łyżki oliwy
7-8 jajek
300 g rzodkiewek
pęczek dymki
4 łyżki oliwy extra virgin
sok z cytryny
listki świeżego tymianku
2 łyżeczki suszonego tymianku
świeżo mielony czarny pieprz
sól do smaku

Ziemniaki oczyść, ułóż na blasze, skrop oliwą i posyp suszonym tymiankiem. Przemieszaj całosć aby ziemniaki równomiernie pokryły się ziołami i oliwą. Wstaw blachę do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C i piecz przez około 30 minut- ziemniaki powinny być miękkie w środku i lekko rumiane i chrupiące z zewnatrz.
Upieczone ziemniaki odstaw do wystudzenia. Możesz je potem pokroić w ćwiartki, połówki lub grubsze talarki.
Jajka ugotuj na trwardo i pokrój każde na 8 części.
Rzodkiewki pokrój na ćwiartki lub drobniej, w zależności od ich wielkości. Dymkę posiekaj.
Połącz ze sobą wszystkie składniki, dodaj oliwę extra virgin i sok z cytryny. Dopraw calość pieprzem, solą i świeżym tymiankiem.
Przed podaniem dobrze jest schłodzić sałatkę w lodówce.
Smacznego!



poniedziałek, 10 czerwca 2013

Amerykanin w Paryżu, czyli brownies z dulce de leche (kremem kajmakowym) wg Davida Lebovitza

Recenzje książki ''Słodkie życie w Paryżu'' Davida Lebovitza wielokrotnie przewijały się już na blogach, i przyznam szczerze, że to właśnie one ostatecznie zachęciły mnie do jej przeczytania.
Gdy zaś niespodziewanie okazało się, że będzie mi dane jeszcze raz odwiedzić francuską stolicę (co miało miejsce na początku maja), wiedziałam już, że jest to lektura obowiązkowa:)

Wprawdzie jeden dzień nad Sekwaną to zdecydowanie za mało, by móc przekonać się o wszystkich niuansach paryskiego życia opisanych przez autora, szczególnie gdy podąża się głównym szlakiem turystycznym, obleganym przede wszystkim przez przyjezdnych, książka jednak, często w niezwykle zabawny, czy wręcz uszczypliwy sposób, pozwala czytelnikowi zaznajomić się z przewrotną naturą Paryżan i specyficznymi regułami panującymi w tym mieście. Nie zawsze jest przy tym tak słodko, jak mógłby sugerować tytuł.....

Paryskie perypetie Davida Lebovitza to nie tylko fragment jego biografii. To przede wszystkim kompendium często niezrozumiałych dla przeciętnego przybysza (jakim jest i sam autor) kanonów zachowań Paryżan (takich jak m.in. wyrzucanie śmieci obowiązkowo w eleganckim stroju, wpychanie się w kolejkę, niewydawanie przez sprzedawców reszty, korzystanie z bocznych uliczek zamiast toalet (które- nota bene- rzadko kiedy są czynne, więc koło się zamyka;); to także spora garść francuskiego savoir vivre'u, bardzo przydatnego przy okazji wizyty we Francji (dowiadujemy się m. in, że kluczem do serc Paryżan jest magiczne "Bonjour", otrzymujemy lekcję na temat sposobów degustacji z deski serów i kilka cennych wskazówek na okoliczność partycypowania w proszonym obiedzie, czy też ''instrukcję obsługi'' przeciętnego sprzedawcy oraz paryskiego kelnera;)
Wszystko to okraszone jest sporą porcją humoru i smakowitego jedzenia.
Mnóstwo tu opisów ulubionych miejsc autora (począwszy od piekarni, przez cukiernie, pijalnie czekolady, targ rybny, restauracje, po słynne sklepy z czekoladą wprost od mistrzów, a nawet te z akcesoriami kuchennymi). Jako dodatek, do wszystkich rekomendowanych miejsc otrzymujemy kompletną listę adresów, telefonów i witryn internetowych, co niewątpliwie przy dłuższym pobycie stanowi towar na wagę złota.
D. Lebovitz  prezentuje czytelnikowi również własne przepisy. Tych jest w książce 50, i choć ich znakomita większość zachęca do natychmiastowego zaszycia się w kuchni, jeden wydaje się stać na piedestale. 
Sam David Lebovitz daje mu najlepszą rekomendację:
"Te ciasteczka otworzyły przede mną w Paryżu wiele drzwi. Odkąd zacząłem rozdawać czekoladowe kwadraciki przekładane confiture de lait, kremem kajmakowym, moje problemy zaczęły znikać równie szybko jak brownies."*

Ja od siebie dodam tylko, że po spróbowaniu kajmakowych brownies ufam powyższym słowom w 100% :)
Niebo w gębie Kochani!


Brownies z dulce de leche (kremem kajmakowym)
Brownies a la confiture de lait
120 g masła, pokrojonego na kawałki
170 g gorzkiej lub deserowej czekolady (dałam 100 g 80% i 70 g 55% kakao)
30 g niesłodzonego ciemnego kakao
3 duże jajka w temperaturze pokojowej
200 g cukru (dałam 130g)
łyżeczka ekstraktu z wanilii
140 g mąki (dałam 100g)
100 g prażonych orzechów pekan lub włoskich
250 ml kremu kajmakowego (lub krówki), (dałam 180g)


Piekarnik nagrzej do 180 stopni C.
Przygotuj kwadratową formę o boku 20 cm i wyłóż ją papierem do pieczenia.
W rondlu rozpuść masło. Dodaj połamaną czekoladę i podgrzewaj na malutkim ogniu do całkowitego rozpuszczenia. Zdejmij garnek z palnika, dodaj kakao i wymieszaj całość. Do masy wbij jajka, jedno po drugim (w międzyczasie mieszaj energicznie), następnie dodaj cukier, wanilię, mąkę i orzechy, ponownie dokładnie wszystko wymieszaj.
Połowę ciasta wyłóż na blachę, następnie małą łyżeczką wykładaj w regularnyh odstępach od siebie porcje kajmaku (tak, aby zużyć 1/3 masy). Delikatnie przeciągnij nożem po powierzchni ciasta, tak aby kajmak lekko wymieszał się z masą czekoladową. Pozostałe ciasto wyłóż na wierzch i ponownie ułóż na nim kajmakowe porcje, znów delikatnie je rozsmarowując.
Całość piecz przez około 30-45 minut- patyczek wbity w środek ciasta powinien być suchy. Pozostaw brownie do wystudzenia, następnie pokrój je na równe kawałki (ja otrzemałam 16 porcji).
Brownie najlepiej smakuje na drugi dzień.

Radzę Wam zaprosić gości, lub, za radą autra, obdarować kogoś tym smakołykiem.
W przeciwnym razie ani się obejrzycie, jak zostaną Wam same okruszki i poczucie winy, że oddaliście się tej rozkoszy w pojedynkę ;)
Słodkich doznań Wam życzę!


*D Lebovitz; Słodkie życie w Paryżu; Bielsko-Biała 2012, str. 316

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Czy tu, czy tam: wiosenna przekąska- szparagi w szynce

Tu i tam.
Dwa światy przeplatane wstążką czasu.
Inna ja tutaj, inna tam. A może ta sama, tylko wszystko wokół inne?
Dwa rytmy dwóch wymiarów pulsujące to w głowie, to w sercu. Skłócone, choć zależne od siebie.

Szara rzeczywistość widziana przez różowe okulary.
Tęcza wrażeń.

7 dni.
Wiosna otula swym ramieniem. Czasem mokrym, ale wciąż ciepłym.
Wyperfumowana zapachem lasu. 
Konwalie w wazonie i woń bzu o zmierzchu.
Rabarbar w drożdżówce w dwóch wydaniach- bo każde inne.
Szparagi w szynce.
Bocelli w głośniku.
Goście w domu.
Wspólne chwile.
Merdanie ogona o poranku.
Piwo miodowe.
Pole przystrojone chabrami.
Lekcje szydełkowania zaległe od dekady.
Przejażdżka hulajnogą, i co z tego, że w sukience.
Pan w księgarni uprzejmy nad wyraz. 

Aż szkoda czasu na sen...

Małe rzeczy sprawiające, że chce się czekać.
I  znów tęsknić.


Szparagi w szynce
duży pęczek zielonych szparagów
ok.250 g ulubionej szynki lub wędzonki
oliwa do smażenia
1-2 łyżki masła
czarny pieprz (opcjonalnie)
szczypta soli (opcjonalnie)




Szparagi umyj i odłam zdrewniałe końce.
Na dużej patelni rozgrzej łyżkę oliwy z masłem.
Dodaj szparagi i podsmażaj kilka minut, równomiernie je obracając. Oprósz całość pieprzem i solą.
Gdy szparagi będą miękkie, lecz wciąż kruche, zdejmij je z patelni i lekko przestudź (zamiast smażyć, możesz też obgotować je w lekko osolonej wodzie).
Każdego szparaga owiń w plasterek szynki, po skosie. Ułóż szparagi na blasze i wstaw do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około 10-15 minut lub ponownie wrzuć je patelnię i obsmażaj, aż szynka się zrumieni.
Serwuj na ciepło lub na zimno.




poniedziałek, 20 maja 2013

Majówka w Rouen

Dziś zapraszam Was na spacer po Rouen, które było jednym z obowiązkowych punktów naszej majówki w Normandii i Picardii, gdzie wybralismy się na początku miesiąca.
Przyznam, że miasto to wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie:)
Nie miałam o nim jakiegoś specjalnego wyobrażenia, poza tym, że to tam w 1431 roku została spalona na stosie Joanna d'Arc, francuska bohaterka narodowa.
Kilka godzin spaceru po ulicach starówki pozwoliło nam przenieść się w nieco inny wymiar i szczerze zachwycić tamtejszą architekturą i klimatem kolorowych uliczek. Przy okazji natrafilismy na niedzielny targ, który sprawił, że nie tylko instynkt odkrywcy, ale i nasze ślinianki, zaczęły pracować ze zdwojoną siłą.
Sami zobaczcie!

Już po wyjściu z podziemnego parkingu  naszym oczom ukazała się okazała świątynia, która to właśnie została wzniesiona w miejscu spalenia słynnej Joanny.






Mój wzrok natychmiast przyciągnęły przeurocze kamieniczki z muru pruskiego, które licznie wypełniaja starówkę Rouen.






 
  Po zanurzeniu się w wąskie, kolorowe uliczki, poczułam sie wręcz bajkowo.




Naszym oczom ukazały się również francuskie słodkości, a że akurat była pora śniadania, a wystawa wyglądała niezwykle zachęcająco.....


....skusiliśmy się na małe co nieco :)
.....francuska tarta z morelami


...francuska tarta z jabłkami


...oraz twór bezowo- nugatowy w czekoladzie, który zaciekawił nas przede wszystkim swoim kształtem i był obłędnie słodki ;)


Po takim zastrzyku energetycznym ze spokojem mogliśmy kontynuować nasz poranny spacer i dalej podziwiać kolorowe kamieniczki...



... których ''symetria'' niejednokrotnie potrafi zaskoczyć ;)


Zupełnie nie spodziewalismy się, że trafimy na niedzielny targ, pełen francuskich (i nie tylko) pyszności:
....pieczywa....


 ...owoców morza.....




...warzyw i owoców





...i oczywiście normandzkich serów:)





 ...a także innych specjałów:)






Napotkany klaun tylko nasilił moje przekonanie, że znaleźliśmy się chyba w innym wymiarze:)


Targ dodatkowo napełnił nasze oczy mnóstwem barw.

Na trasie zwiedzania mieliśmy jeszcze gotycką katedrę Notre Dame, więc powoli oddaliliśmy się w jej kierunku.

Jej ogromna fasada nie chciała niestety zmieścić się w całości w obiektywie, w dodatku ''zdobiły'' ją prace renowacyjne, dlatego przedstawiam Wam tylko jej fragmenty.



 W sąsiedniej uliczce czekała na nas jeszcze jedna atrakcja: Le Gros Horloge, czyli wielki zegar, sięgający swą pamięcią XIV wieku.


Liczne owce przedstawione pod łukiem zegara nawiązują do okresu Renesansu i bardzo znaczącego wówczas dla rozwoju miasta handlu wełną.



W Rouen znalazło się miejsce i dla Napoleona Bonaparte- wzniesiony na jego cześć monument z brązu dumnie zdobi Plac de Gaulle'a, na którym to zakończyła się nasza wycieczka po stolicy Górnej Normandii.



Au revoir Rouen!