Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mączne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mączne. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 września 2014

Chleb na wrzesień: z cydrem i jabłkami

Od mojego ostatniego udziału we wspólnej piekarni Amber minęły nie mniej, nie więcej tylko 2 miesiące. Jakoś tak się składa, że tylko co drugi miesiąc udaje mi się dołączyć do grupy piekarek i piekarzy.....może tak już być musi? Nawet nie szukam wymówek....lato minęło jak z bicza strzelił, a ja sierpień spędziłam z walizką w ręku....To zdecydowanie nie ułatwia planowania procesu odświeżania zakwasu i wyrastana chleba.
Z tym większą radością (i tęsknotą!) podjełam się piekarniczego zadania na ten miesiąc.
Chleb prawdziwie wczesnojesienny, z suszonymi jabłkami i cydrem, na zakwasie, wybrała dla nas Kamila z Ogrodów Babilonu. Przepis ten to dzieło J. Hamelmana, nie ma więc mowy o potknięciach.
A że jabłko to mój ukochany owoc, tym bardziej nie mogłam tego chleba nie upiec!

Jak dla mnie ten smak to mistrzostwo świata. W zasadzie nie potrzeba niczego więcej, aby go dopełnić. Odrobina świeżego masła, i uczta gotowa:)




Normandzki chleb jabłkowy
(cyt. za Kamilą)
160 g mąki chlebowej
100 g wody
30 g zakwasu (użyłam żytniego)

Składniki zaczynu dokładnie wymieszać, przykryć i zostawić w temperaturze pokojowej na 12 godzin.

650 g mąki chlebowej
90 g mąki pszennej razowej (użyłam mąki razowej orkiszowej)
210 g wody
310 g cydru jabłkowego
20 g soli
5 g drożdży instant
260 g zaczynu
140 g suszonych jabłek

Włożyć do dzieży wszystkie składniki, z wyjątkiem jabłek i mieszać przez 3 minuty, aż otrzymamy ciasto o średniej gęstości. Następnie wyrabiać ciasto jeszcze 3 minuty, aby rozwinąć siatkę glutenu. Dodać pokrojone w kostkę jabłka i wyrabiać, aż równomiernie się rozmieszczą w cieście. Ciasto włożyć do miski, przykryć i pozostawić do wyrośnięcia od 1 do 2 godzin. Jeśli fermentacja wstępna będzie trwała 2 godziny, to należy złożyć ciasto po pierwszej godzinie. Ciasto podzielić na porcje, i uformować bochenki o okrągłym lub podłużnym kształcie, lub bułki i zostawić pod przykryciem do wyrośnięcia od 1 do 1 1/2 godziny. Chleb piec przy normalnej ilości pary w temperaturze 230° C przez 15 minut, i w temperaturze 225° przez 25 minut, aby zapobiec nadmiernemu ściemnieniu cukru w jabłkach i cydrze.




Z powyższych proporcji upiekłam jeden wielki bochenek.
Przed krojeniem wystudziłam go na kratce kuchennej.
Mimio, że jeden bochenek wygląda okazale, polecem upiec dwa mniejsze- ułatwia to późniejsze krojenie.

Tym, którzy też piekli, dziękuję za wspólną zabawę:

 W szczególności pozdrawiam Amber, która kolejny raz koordynowała nasze chlebowe przedsięwzięcie:)

sobota, 23 sierpnia 2014

Crumble śliwkowo-cynamonowe. Kruszonka po prostu...

Gdy byłam mała podróżowałam TAM w wiklinowym krzesełku na kierownicy składaka mojego Taty.  Wkrótce przesiadłam się na bagażnik, by miejsce z przodu odstąpić młodszej Siostrze. Nogi trzymałam szeroko, lub na specjalnych ''stopkach''- niezbyt bezpiecznie jak na dzisiejsze wymogi, lecz wtedy potrzeba była matką wynalazku. Dosłownie....
Pamiętam małe fontanny tryskające z kamieni osadzonych pośrodku mini skwerków...łapanie wody było prawdziwa frajdą...:)
Innym razem puszczaliśmy motorówkę na stawie..
Albo jedliśmy watę cukrową.

Wczoraj znów TAM byłam.

Szkoda, że zapachu lasu nie da się zamknąć w pudełku od zapałek....
Można by go nosić przy sobie, w kieszeni.....
Szum traw ukryć w szklanej butelce z miękkim korkiem i uchylać w potrzebie, od czasu do czasu....
Stare, wydeptane ścieżki nawinąć na szpulkę od nici i odwijać powoli. Spacerem....krok za krokiem.

TAM bardzo się przez lata zmieniło...
chyba na lepsze
...lecz dla mnie od zawsze na zawsze niezmienne.
Moje.
Zabawne, że wciąż sprzedają TAM watę cukrową....;)




Crumble, czyli kruszonka po prostu. Pyszny, prosty i szybki podwieczorek, który zawsze tak samo uwodzi smakiem. Możecie do niego użyć także innych owoców, ja jednak stawiam na śliwki lub jabłka. W końcu, jak na końcówkę sierpnia przystało, jest ich teraz pod dostatkiem! :)

Crumble śliwkowo-cynamonowe
ok. 700 g śliwek węgierek
100 g masła
80 g cukru trzcinowego
170 g mąki
1 łyżka zimnej wody (opcjonalnie)
1 łyżeczka cynamonu

Dodatkowo:
cukier puder do posypania
kwaśna śmietana
masło do nasmarowania formy


Śliwki umyj, przepołów i wypestkuj.
Masło pokrój w mniejsze kawałki. Dodaj mąkę, cukier i cynamon i zagnieć całość tylko do momentu, aż składniki zaczną łączyć się ze sobą w większe okruszki. W razie potrzeby dodaj łyżkę wody.
Na dno okrągłej i wysmarowanej masłem formy wysyp 2-3 garście kruszonki, następnie ułóż gęsto śliwki, skórką do dołu, jedna przy drugiej. Na wierzchu śliwek rozsyp resztę kruszonki. Całość wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C i zapiekaj przez około 30-40 minut. Śliwki powinny puścić sok, a kruszonka dobrze się przyrumienić.
Upieczone crumble delikatnie przestudź i oprósz cukrem pudrem. Podawaj lekko ciepłe z odrobiną kwaśnej śmietany.
Smacznego! :)



wtorek, 8 lipca 2014

Lipcowa piekarnia: bajgle

2 miesiące przerwy.
Bez wspólnego dzielenia tego, co tak uwielbiane.
Bez wspólnych rozmyślań, co też z tego wyjdzie i jaki będzie efekt smakowy.
Czy zachwyci domowników?
Czy wdzięcznie zaprezentuje swoje wdzięki?
Jak szybko zniknie?
I ile nas będzie?
I jak bardzo różnie będą wyglądać efekty podążania za tym samym przepisem w wielu kuchniach na raz?

Lipcowa piekarnia Amber po raz kolejny uchyliła swoje wrota:)
Wspaniale było znów stać się jej częścią.
Wspaniale było sięgnąć po to, co dotąd znane jedynie ze sklepowych regałów. A wiadomo, że domowe zawsze smakuje lepiej:)
Kolejna receptura do wypróbowania. Wypróbowana!
A kto nie próbuje, ten nie ma!

I choć nie zawsze wychodzi idealnie, to przecież najważniejsze jest podjęcie próby.
Następnym razem będzie lepiej:)




Przepis na bajgle podsunęła Monika. A właściwie dwie jego wersje: fast i slow.
Z racji implikacji związanych z poznawaniem świata przez Małego Człowieka sięgnęłam po opcję fast.
Mierzyłam, ważyłam, zagniatałam i czekałam. A potem formowałam i czekałam, i dziurkowałam i znów czekałam. Gotowałam i piekłam.
I była to dobra lekcja.

Czasem lepiej podchodzić do przepisu z pewną dozą nieśmiałości;) Zaufać intuicji. Nie zawsze gram gramowi równy;)

Bajgle w moim wykonaniu, o których mowa, to takie trochę brzydkie kaczątka- urodą nie grzeszą.
Wyszły płaskie i nieco kanciate. Ciasto kleiło się do rąk, choć rosło wspaniale. Na szczęście defekty urody zrekompensował nam smak, bo smakowały wybornie:) Idealne na śniadanie!

Moim zdaniem w przepisie potrzeba mniej wody- wówczas bajgle powinny być książkowe i ciasto nie będzie lepiło się do rąk. Dokładnie ile, jeszcze nie wiem (ale zaczęłabym od 400 g- zawsze można dolać). Sprawdzę następnym razem, bo smak z pewnością wart jest powtórzenia.
Póki co, zostawiam Was z lipcowym przepisem i własną intuicją;)


Bajgle w wersji fast i slow
przepis cyt. za Moniką

Bajgle w wersji fast:
750 g mąki typ 550
500 g letniej wody (następnym razem pokuszę się o 400g na dobry początek)
7 g drożdży instant
1 łyżka soli
2 łyżki miodu
1 jajko
sezam, mak (użyłam pestek dyniowych i czarnuszki, 3 garście pestek dosypałam również do ciasta)




Z podanych składników (oprócz jajka) wyrób gładkie i elastyczne ciasto. Ciasto będzie dość zwarte (no właśnie moje takie nie było). Przełóż je do lekko naoliwionego naczynia i pozostaw do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na godzinę.  Wyrośnięte ciasto podziel na 12 – 15 części. Uformuj z każdej kulkę i pozostaw na 20 minut. Po tym czasie w każdej z kulek zrób palcem dziurkę. Aby ją powiększyć możesz zakręcić ciastem dookoła palca, tak jakbyś kręcił hula – hop. Tak przygotowane ciasto pozostaw do wyrośnięcia na 40 minut.
W dużym garnku zagotuj wodę. Nie musi być jej dużo, ważne żeby bajgle nie dotykały dna i swobodnie mogły się gotować. Do wody dodaj łyżkę miodu, melasy lub golden sirup. Delikatnie wrzuć wyrośnięte bajgle na wrzącą wodę. Gotuj z każdej strony po minucie. Następnie za pomocą łyżki cedzakowej przełóż na kratkę do wypieków lub ściereczkę.
Posmaruj obgotowane bajgle roztrzepanym jajkiem, zanóż z jednej strony w sezamie lub/i maku. Ułóż na blaszce i piecz w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez od 20 – 25 minut do momentu, aż nabiorą złotego koloru. Zanim zjesz je wszystkie, daj im chwilę ostygnąć.




Bajgle w wersji slow:
150 g mąki typ 750
150 ml wody
szczypta drożdży
2 łyżki zakwasu pszennego (opcjonalnie)
Wszystkie składniki zmieszaj w misce i pozostaw do przefermentowania w ciepłym miejscu na kilka godzin (ok. 8). Następnie do zaczynu dodaj:
600 g mąki
350 g wody
2 łyżki miodu
1 łyżka soli
6,5 g drożdży suszonych

Ze wszystkich składników wyrób gładkie ciasto. Pozostaw je w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę, następnie przełóż na blat, rozpłaszcz i złóż na trzy jakbyś składał list a następnie na pół. Włóż ciasto do miski, przykryj ściereczką i umieść w lodówce na przynajmniej osiem godzin.
Po tym czasie podziel ciasto na ok 17 kawałków, uformuj z nich kulki i pozostaw na dwadzieścia minut. W każdej z kulek zrób palcem dziurkę. Aby ją powiększyć możesz zakręcić ciastem dookoła palca, tak jakbyś kręcił hula – hop. Tak przygotowane ciasto pozostaw do wyrośnięcia na 40 minut.
W dużym garnku zagotuj wodę. Nie musi być jej dużo, ważne żeby bajgle nie dotykały dna i swobodnie mogły się gotować. Do wody dodaj łyżkę miodu, melasy lub golden sirup. Delikatnie wrzuć wyrośnięte bajgle na wrzącą wodę. Gotuj z każdej strony po minucie. Następnie za pomocą łyżki cedzakowej przełóż na kratkę do wypieków lub ściereczkę.
Obgotowane bajgle posmaruj roztrzepanym jajkiem, zanurz z jednej strony w sezamie lub/i maku. Połóż ułóż na blaszce i piecz w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez od 20 – 25 minut do momentu, aż nabiorą złotego koloru.

A tak ukształtowała się lipcowa lista blogów piekących:
Arnikowa kuchnia
Bajkorada
By było przyjemniej
Fabryka kulinarnych inspiracji
Forks’N’Canvas
Każdy ma jakiegoś bzika
Konwalie w kuchni
Kuchnia Alicji
Kuchnia Gucia
Kuchennymi drzwiami
Kulinarne przygody Gatity
Leśny Zakątek
Magia w kuchni
Moje małe czarowanie
Moje domowe kucharzenie
Nieład malutki
Nie tylko na słodko
Ogrody Babilonu
Para w kuchni
Poradniczanka
Smakowity chleb
Ugotujmy to
Zacisze kuchenne
Zakalce mego życia

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Tarta z botwinką i kozim serem

Tarta z dedykacją dla M.
Uwielbia je pod każdą postacią.
Ja zresztą też.

Sezonowo i wytrawnie.
Buraczkowo.
Tak prosto. Zaskakująco smacznie.

To nie pierwsze do niej podejście. Tym razem zdążyłam z fotką zanim zostały już tylko okruchy.....;)




Tarta z botwinką i kozim serem.
Kruche ciasto:
100 g zimnego masła
200 g mąki pszennej
1 jajo
łyżka zimnej wody
pół łyżeczki soli

Farsz:
pęczek botwinki
3 jaja
200 g sera koziego, miękkiego
ok. 100 ml śmietany 12%
sól i pieprz do smaku
śweży tymianek
oliwa do smażenia

Dodatkowo:
kilka łyżek startego parmezanu




Masło posiekaj na mniejsze kawałki, dodaj jajo, mąkę i sól oraz wodę. Zagnieć gładkie i lśniące ciasto, uformuj kulę, owiń folią spożywczą i schowaj do lodówki na około 30-45 minut.
Ciasto rozwałkuj na grubość około 0,5 cm i wyklej nim formę do tarty lub tortownicę. Spód tarty ponakłuwaj widelcem i nakryj papierem do pieczenia. Na wierzch papieru wysyp ziarna fasoli lub kulki do pieczenia.
Tak przygotowany spód podpiekaj w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około 15-20 minut (aż delikatnie zacznie się rumienić).

Buraczki obierz i pokrój w ok. 1 cm kostkę; liście botwinki posiekaj. Na patelni rozgrzej odrobinę oliwy i podsmaż pokrojone buraczki. Gdy zaczną się robić miękkie, dodaj liście i podsmażaj całość jeszcze przez chwilę. Dopraw do smaku pieprzem i solą.

W misce rozkłóć jajka ze śmietaną. Dodaj pokrojony na małe kawałki kozi ser, listki tymianku oraz sól i pieprz.

Na podpieczone ciasto wyłóż podsmażoną botwinkę, a następnie zalej całość masą jajeczno-serową.
Wstaw całość do piekarnika i zapiekaj przez 15 minut. Wyjmij tartę, posyp wierzch parmezanem i zapiekaj przez kolejne 15-20 minut, aż wierzch będzie lekko złocisty.

Podawaj na ciepło lub na zimno.
Smacznego!



poniedziałek, 26 maja 2014

Drożdżówki z rabarbarem i kruszonką

Pierwszy Dzień Matki.
Małe śmiejące się oczka o poranku.
Cenniejsze niż tysiące kwiatów.
Pulchne paluszki mocno trzymające mnie za palec.
Pierwsze umiejętności Małego Człowieka cieszą bardziej niż kartka z serduszkiem.
Radosne popiskiwanie wypełnia wspólne chwile.

Pierwsze drożdżowe z rabarbarem tej wiosny.
Klasyk sezonu.
Smak rodzinnego domu.
Mistrzostwo świata Mamy. Od lat tak samo wspaniałe.

Dzisiejsza odsłona: drożdżówki.
Mam nadzieję, że mój Synek, gdy dorośnie, polubi je równie mocno:)
Że, podobnie jak ja, będzie je kojarzył z ciepłem domu.




Przepis jest modyfikacją przepisu na pszenno-orkiszowe drożdżówki z serem i truskawkami.

Drożdżówki z rabarbarem i kruszonką
Zaczyn:
200 ml ciepłego mleka
10 g suszonych drożdży (lub 30 g świeżych)
łyżeczka cukru

Ciasto:
wyrośnięty zaczyn
500 g mąki pszennej
1 jajo
4 żółtka
90 g masła
łyżka aromatu waniliowego
100 g cukru

400 g rabarbaru

Kruszonka:
70 g masła
80 g cukru
140 g mąki
2-3 łyżki zimnej wody (opcjonalnie)

Lukier:
1 szklanka cukru pudru
sok z połowy cytryny
2-3 łyżki wody




Przygotuj zaczyn: podgrzej mleko, rozpusć w nim łyżeczkę cukru oraz drożdże. Odstaw na 10 minut w ciepłe miejsce, aby wyrósł.
Jajo i żółtka ubij mikserem na puszustą pianę. Nie przerywając ubijania dodaj cukier oraz aromat waniliowy. Do masy jajecznej dodaj wyrośnięty zaczyn i przesiej mąkę. Wymieszaj wszystko drewnianą łyżką lub mikserem. Na końcu dodaj rozpuszczone i przestudzone masło, po czym wyrób ciasto, aż będzie gładkie i lśniące. Miskę z ciastem nakryj czystą ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce do wyrastania na około godzinę.

Rabarbar umyj i pokrój na mniejsze cząstki.

Aby przygotować kruszonkę posiekaj drobno masło i lekko zagnieć je z cukrem i mąką. W razie potrzeby (gdy ciasto będzie zbyt suche) dodaj 2-3 łyżki zimnej wody. Nożem z zaokąglonym czubkiem  dynamicznie siekaj całość, aż uzyskasz mniejsze i większe grudki.




Wyrośnięte ciasto podziel na 13 części (jeśli ciasto będzie kleić się do rak, nie podsypuj go mąką, a zwilż ręce wodą). Z każdej uformuj okrągły placek grubości ok. 1,5-2 cm.
Placki układaj na blasze w odstępach od siebie- jeszcze sporo urosną. W każdy placek wciśnij kilka kawałków rabarbaru. Na wierzchu rozsyp równomiernie kruszonkę. Tak przygotowane drożdżówki nakryj ponownie ściereczką i odstaw na około 20-30 minut.

Drożdżówki piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około 25-30 minut.
Przestudzone możesz udekorować lukrem.
Smacznego!




A jeśli lubicie wypieki z rabarbarem, polecam Wam także:
Orkiszową drożdżówkę z rabarbarem
Orkiszową tartę z rabarbarem
Mufinki owsiane z rabarbarem
Tort czekoladowo-rabarbarowo-śmietanowy

środa, 14 maja 2014

Wspólna majowa piekarnia: chleb z pieczonymi ziemniakami i rozmarynem

Po dwóch miesiącach przerwy nareszcie ponownie udało mi się wziąść udział we wspólnym pieczeniu organizowanym przez Amber.
Tęskniłam za domowym chlebem na zakwasie. A gdy ujrzałam przepis, który zaproponowała Monika, powiedziałam sobie: nie ma bata, muszę go upiec! Mały Człowiek wyczuł chyba tę wibrację i o dziwo pozwolił mi się zorganizować na tyle, aby do pieczenia przystąpić- dzielnie gderał do pluszowego słonika w czasie kiedy ja zarabiałam ciasto. Chwilo, trwaj! :-)
Co tu wiele mówić: chleb jest wspaniały! Delikatny, aromatyczny, wilgotny dzięki udziałowi ziemniaków. Zdecydowanie plasuje się w smakowej czołówce chlebów, które dotąd upiekłam.
Myślę sobie, że w męskiej wersji z dodatkiem pieczonych ziemniaków, rozmarynu i odrobiny chrupkiego bekonu byłby jeszcze bardziej charakterny....do wypróbowania w sezonie grillowym!
Tymczasem pozostałam przy zaproponowanym przepisie, zamieniając jedynie zakwas pszenny na żytni.




Cyt. za Moniką:
Chleb z pieczonymi ziemniakami i rozmarynem (1 duży, lub 2 małe bochenki)
2 łyżki zakwasu pszennego
1 szklana mąki
2/3 szklanki wody

Wszystkie sładniki wymieszaj do uzyskania jednolitej konsystencji i pozostaw do przefermentowania w ciepłym miejscu na kilka godzin (8 – 12). Zakwas jest gotowy do dalszej pracy, jeżeli łyżeczka pobrana z zaczynu unosi się na powierzchni wody. 

Przygotuj ziemniaki:
0,5 kg ziemniaków
1 łyżka oliwy
2 łyżki posiekanego rozmarynu
1/2 łyżeczki soli

Ziemniaki dobrze umyj i pokrój w kostkę, nie ma potrzeby obierania ich ze skórki. Wrzuć je do miski, dodaj oliwę, sól i rozmaryn. Dobrze wszystko wymieszaj. Przesyp ziemniaki na blachę do pieczenia i wstaw do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 20 minut. Po tym czasie przemieszaj dobrze ziemniaki i dopiekaj na złoty kolor przez następne 20 minut. Po upieczeniu wystudź.




Przygotuj ciasto właściwe:
600 g mąki chlebowej
1 i 1/4  szklanki wody
cały zaczyn z dnia poprzedniego (-2 łyżki na następne pieczenie)
1 łyżka soli
upieczone ziemniaki

Do miski wlej wodę, dodaj zaczyn. Wymieszaj dokładnie, wsyp mąkę. Zmieszaj tylko do połączenia składników, przykryj miskę ścierką lub foliową reklamówką i odstaw na 20 – 40 minut. Po tym czasie dodaj sól i wyrabiaj ciasto ręcznie rozciągając je i składając w misce (ok. 6 minut)  lub mikserem przez ok. 3 minuty na pierwszej prędkości i 3 minuty na drugiej. Dodaj wystudzone, przestudzone ziemniaki i już ręcznie, delikatnie wrób je do ciasta.
Miskę przykryj plastikową siatką i  odstaw na 2 godziny, składając w tym czasie trzykrotnie w odstępach trzydziestominutowych. Przefermentowane ciasto wyrzuć na blat i przedformuj ciasto w kulę (jeżeli chcesz dwa mniejsze bochenki, podziel ciasto na dwie części i uformuj każdą z nich) i pozostaw na 20 minut. Po tym czasie oprusz kulę mąką, obruć na drugą stronę i uformuj bochenek. Dobrze obsyp go mąką i włóż do koszyka wyłożonego ściereczką obsypaną mąką. Koszyk wsadź do plastikowej torby, dobrze owiń i najlepiej wstaw do lodówki, aby ciasto mogło w niej wyrastać przynajmniej 8 – 12 godzin.
Wyrośnięty bochenek  wyrzuć na deskę, natnij i piecz w naparowanym piekarniku nagrzanym do 220 stopni przez 40 minut. Po dwudziestu minutach uchyl lekko piekarnik, aby uwolnić parę. Chleb najlepiej piec na nagrzanym kamieniu do pizzy, lub bardzo dobrze rozgrzanej blasze. Jeżeli masz żeliwny lub ceramiczny garnek, nagrzej piekarnik maksymalnie i wstaw garnek (razem z pokrywką) na dwadzieścia 30 minut aby się nagrzał. Po tym czasie wyjmij go i umieść w nim chleb. Piecz pod przykryciem 20 minut, potem zdejmij pokrywę i dopiekaj przez kolejne 20 na głęboko brązowy kolor.
Po upieczeniu chleb dokładnie wystudź.
Smacznego!

Moje komentarze:
Ze względu na kaprysy Małego Człowieka, wydłużyłam nieco czas wyrastania i okresy, w których składałam ciasto. Po wyjęciu ciasta z lodówki w dniu pieczenia, wydawało mi się, że urosło nieznacznie i pełna obaw wkładałam je do piekarnika. 
Chleb piekłam na blasze do pizzy. Przy przekładaniu na blachę kompletnie opadł, ale na szczęście podniósł się nieco podczas pieczenia.
I najważniejsze: Chleb jest pyszny! :-)))


Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy chleb upiekli:
Aciri http://bajkorada.blogspot.com/2014/05/chleb-z-pieczonymi-ziemniakami-i.html
Alutka  http://nieladmalutki.blogspot.com/2014/05/chleb-z-pieczonymi-ziemniakami-i.html

wtorek, 8 kwietnia 2014

Mały Człowiek, wiosna i drożdżowy wieniec z jabłkami

Odkąd jest z nami Mały Człowiek, moje życie przeniosło się w inny wymiar.
Nie istnieje dzień i noc, tylko czas snu, spaceru, karmienia, przewijania.
Znajduję w sobie siły, o których istnieniu nie miałam pojęcia.
Od jakichś 3 miesięcy nie przespałam ciągiem ani jednej nocy (tak, tak;  końcówka ciąży również bywa dokuczliwa;) Kto przeżył, ten wie o czym mówię:)

I okazuje się, że można. I może być tak pięknie:)

Jeden mały uśmiech wynagradza wszystko.
Uścisk małej rączki doładowuje akumulator lepiej niż poranna dawka kofeiny (niemal nieobecnej w moim życiu od jakiegoś czasu;).
Spojrzenie pełne ufności sprawia, że ból głowy mija jak ręką odjął.
Naturalny egoizm ustępuje miejsca trosce o Małe Ciałko, stuprocentowo od nas zależne.

Czas karmienia sumuje się w długie godziny i uczy cierpliwości.
To również czas długich przemyśleń.

Nawet nie wiem kiedy minęły dwa lata, odkąd powstał ten blog.
Było to jakoś w marcu, dwudziestego któregoś. Nie wiem, bo pierwotną wersję strony usunęłam.
Zresztą to tylko data.
Przez te dwa lata wiele się zmieniło, ale na szczęście równie dużo pozostało niezmienne.
Przy tej okazji dziękuję Wam serdecznie, że tu zaglądacie, że zostawiacie swoje ślady.
I choć nie lubię podsumowań, to muszę stwierdzić, że były to dobre dwa lata. Bardzo dobre.
Co najważniejsze, lata w których udało mi się zrealizować kilka marzeń.
A to zawsze napędza do działania :) Do snucia kolejnych planów.

Niepostrzeżenie nadeszła wiosna, którą uwielbiam. Tylko moja szafa ciągle straszy zimą ;)

Przybycie Małego Człowieka pośrednio spowodowało, że w przeciągu kilku miesięcy udało mi się spędzić z rodziną więcej czasu, niż w ciągu ostatnich kilku lat.
Pomieszkać w domu bez pakowania walizki.
Bezcenne:)

Mało mnie na blogu (w zasadzie zniknęłam!).
Czasem nie włączam komputera przez 4, 5 dni. Kiedyś nie wyobrażałam sobie takiej sytuacji.
I choć często łapie się na tym, że brakuje mi mojej obecności tutaj i obiecuję sobie, że ''jutro napiszę", to niestety, okazuje się, że i planowanie, i bycie ''na czas'' oznacza teraz coś zupełnie innego, niż do tej pory. 

Niepozorna zmiana pieluchy w najmniej oczekiwanym momencie potrafi wywrócić mistrzowsko opracowany harmonogram do góry nogami.
Przespana noc jest jak wygrana na loterii (ciągle gram, a wiadomo jak to z loteriami bywa;)
Worki pod oczami to niemal element makijażu :)))
Czas "tylko dla siebie", w zależności od łaskawości Małego Człowieka, to nieraz 5 -10 minut na szybki prysznic, gdzie użycie balsamu do ciała staje się prawdziwym rarytasem;)
Do tego dochodzą wyrzeczenia natury dietetycznej... na szczęście moje ukochane jabłka to owoc ''bezpieczny'':)

Macierzyństwo jest cudne, ale ma swoja cenę.
I, nie ma co ukrywać, wywraca życie do góry nogami. A każdy, kto twierdzi inaczej- zwyczajnie kłamie.

Pisząc to, wiem jedno- chyba nigdy nie czułam się bardziej szczęśliwa, potrzebna i spełniona.
Natura sprytnie to wymyśliła;)


Dzisiejszy wieniec to ponowna odsłona duetu dla mnie idealnego: drożdżowego ciasta i prażonych jabłek.
Przepis na ciasto znalazłam tutaj.
Nadzienie to prosta jabłkowa wariacja na temat.

Drożdżowy wieniec z prażonymi jabłkami i żurawiną
Ciasto:
300 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
170 ml ciepłego mleka
15 g świeżych drożdży
1 łyżka cukru
30 g stopionego i ostudzonego masła
1 żółtko

Nadzienie:
1,5 kg ulubionych jabłek, obranych, pokrojonych na cząstki
2 łyżki oleju
80 g suszonej żurawiny
1 łyżeczka domowej przyprawy do piernika (można pominąć)
1 czubata łyżeczka cynamonu
80 g cukru demerara

Dodatkowo:
1-2 łyżki stopionego masła, do posmarowania ciasta




Przygotuj zaczyn: drożdże rozkrusz i rozpuść w mleku; dodaj łyżeczkę cukru i łyżkę mąki, wymieszaj całość i odstaw na 15 minut.
Mąkę przesiej do miski, dodaj sól, wyrośnięty zaczyn, resztę cukru, żółtko i masło, po czym zagnieć elastyczne ciasto. Uformuj z ciasta kulę, przełóż do naoliwionej miski, nakryj ściereczką i odstaw w cieple miejsce, aby podwoiło swoją objętość.
W międzyczasie rozgrzej na patelni olej i upraż na nim obrane i pokrojone w cząstki jabłka. Dodaj cukier, przyprawy i żurawinę. Gdy jabłka będą półmiękkie, a cukier się skarmelizuje, zdejmij jabłka z ognia i odstaw do przestudzenia.
Wyrośnięte ciasto przełóż na lekko oprószoną mąką stolnicę i rozwałkuj na prostokąt grubości około 3 mm.
Na wierzchu ciasta równomiernie rozłóż podprażone jabłka, zostawiając około 1-1,5 cm z każdej strony.
Zwiń ciasto w rulon, wzdłuż dłuższego boku, a następnie przetnij rulon wzdłuż na pół, pozostawiając złączony jeden jego koniec. Ułóż polówki rulonu nacięciem w górę i zawiń na przemian- jedna przez drugą. Z tak splecionego ciasta uformuj wieniec i przełóż go na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Ponownie nakryj ciasto ściereczką i pozostaw do wyrastania na około 30 minut.
Piekarnik nagrzej do 200 stopni C. Wieniec posmaruj roztopionym masłem i piecz przez około 30 minut, zmniejszając temperaturę do 170 stopni C po około 20 minutach.
Upieczony wieniec możesz posypać cukrem pudrem.

Smacznego!





niedziela, 23 lutego 2014

Na niedzielę: drożdżowe racuchy z jabłkami

Są takie śniadania, które bezzwłocznie powodują uśmiech na twarzy.
Przywołują dobre wspomnienia, beztroski czas, poczucie bezpieczeństwa.
Niosą w sobie zapach domu.
I przekonanie, że jest ktoś, kto się o nas troszczy.
Że wystarczy odrobina serca i dobrych chęci, by ze zwykłego posiłku uczynić prawdziwą ucztę.
Zalać miłością.
Nie ma znaczenia, że zdarzają się tylko od czasu do czasu.
Nie ma znaczenia, że niejeden dietetyk chwyciłby się za głowę.




Na mojej liście króluje połączenie drożdżowego ciasta i smażonych jabłek.
Nie jadłam całe wieki, aż do teraz...

Całe szczęście, że pewne rzeczy pozostają w życiu niezmienne i wciąż tak samo proste:)


Przygotowując racuchy, skorzystałam z proporcji na ciasto znalezionych u Liski; są idealne!

Drożdżowe racuchy z jablkami
250 g mąki
20 g świeżych drożdży
50 g rozpuszczonego i przestudzonego masła
250 ml ciepłego mleka
2 jajka
20 g drobnego cukru z wanilią

Dodatkowo:
3 średnie jabłka, obrane i pokrojone na małe plasterki
olej do smażenia
cukier puder
syrop klonowy
ręcznik papierowy, do odsączenia nadmiaru tłuszczu




Drożdże wkrusz do ciepłego mleka; dodaj łyżeczkę cukru i łyżkę mąki i mieszaj do rozpuszczenia. Odstaw zaczyn na 15 minut, aby wyraźnie wyrósł.
Pozostałą mąkę przesiej do miski.
W osobnej misce ubij jajka z cukrem. Następnie, nie przerywając ubijania, dodaj wyrośnięty zaczyn, masło oraz mąkę (możesz zmniejszyć obroty miksera).
Ciasto powinno być lśniące i gładkie.
Miskę z ciastem przykryj folią spożywczą i odstaw na około godzinę, aż ciasto podwoi objętość.

Do wyrośniętego ciasta wmieszaj kawałki jabłek.
Na głębokiej patelni rozgrzej olej (Liska zaleca temperaturę smażenia 180 stopni C) i drewnianą łyżką nakładaj niewielkie porcje ciasta, smażąc racuchy po ok. 3 minuty z każdej strony.
Układaj placuszki na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, aby odsączyć namiar oleju.
Podawaj ciepłe, posypane cukrem pudrem i/lub polane syropem klonowym.

Udanej niedzieli!:)






Racuchy dodaję do lutowej listy  "Na zakwasie i na drożdżach".


sobota, 15 lutego 2014

Wspólne pieczenie lutową porą: chleb czekoladowy

W tym miesiącu Amber i Bea postanowiły zwerbować piekarzy i piekarki do wspólnego wypieku chleba czekoladowego, w ramach połączenia akcji Lutowej Piekarni i Czekoladowego Tygodnia (15-23.II).
Ta czekoladowa propozycja to przepis Emmanuela Hadjiandreou z książki "How to make bread".

Przyznam, że oczywiście bardzo chętnie i bez zastanowienia zgłosiłam się do akcji, jednak chleb czekoladowy, sam w sobie, wzbudził we mnie falę obaw.
No bo jak chleb, to nie deser, a jak czekolada to nie chleb;) Trele morele:)

Myślałam, że wyjdzie suchy i słodki, jednak nic bardziej błędnego.
Spora ilość rodzynek w cieście sprawia, że chleb jest odpowiednio wilgotny, a gorzkie kakao i czekolada- owszem- słodycz podtrzymują, jednak jest ona dyskretna, żeby nie powiedzieć wykwintna.

Bea zaproponowała dwie wersje do wyboru: bochenek na zakwasie lub na zaczynie drożdżowym.
Zdecydowałam sie na ten pierwszy, jednak nie jestem pewna co do efektu końcowego otrzymanego przeze mnie bochenka- na moje oko wyrastanie nie było imponujące. Zakwas niby ładnie pracował po dokarmieniu, jednak po połączeniu składników i kolejnych etapach składania ciasta spodziewałabym się bardziej zadowalających oko efektów;) Mimo ponad pięciogodzinnego czasu końcowego wyrastania chleb w momencie wstawiania do piekarnika wydał mi się dość zbity i ciężki. Coś gdzieś poszło nie tak? No ale kto nie próbuje, ten nie ma ;)))




Jak się okazało, nie taki diabeł straszny.....
Pełna obaw, co tez mi się upiekło, poczekałam na konstruktywną krytykę M.i ku mojej uciesze, chleb smakował, nawet bardzo:) Owszem, wyszedł nieco ciężki, ale o głębokim czekoladowym smaku:) Wysilki zostały docenione, a przecież na tym cala przyjemność pieczenia polega:)
Nie pozostaje mi zatem nic innego jak zachęcić Was do wypróbowania poniższego przepisu (cyt. za Amber i Beą):

Chleb z czekoladą i rodynkami, na zakwasie
Emmanuel Hadjiandreou ‘How to make bread’
170 g (2/3 szkl) aktywnego zakwasu pszennego* (u mnie żytni)
250 g (1 szkl) ciepłej wody
330 g (2 2/3 szkl) mąki chlebowej
200 g (1 1/3 szklanki) rodzynek koryntek
80 g (2/3 szkl) chipsów czekoladowych (w oryginale z mlecznej czekolady – pominęłam)
8 g (1 ½ łyżeczki) soli
20 g (2 ½ łyżki) gorzkiego kakao
* dokarmionego 12-24h wcześniej

1. Wymieszać rodzynki i chipsy czekoladowe.
2. W drugiej misce wymieszać mąkę, sól i kakao.
3. W dużej misce dokładnie wymieszać zakwas z wodą.
4. Do zakwasu dodać mąkę oraz rodzynki z czekoladą, wymieszać do połączenia się składników.
5. Przykryć i odstawić na 10 min. (w oryginale – przykryć misą w której wymieszaliśmy mąkę).
6. Po 10 minutach – wyrabiamy ciasto : chwytamy porcję ciasta z brzegu, lekko naciągamy i przyciskamy w środek ciasta; lekko obracamy misę i powtarzamy tę czynność z kolejnym brzegiem ciasta. Powtarzamy składanie 8 razy, co powinno nam zająć ok. 10 sekund, po czym ciasto powinno zmienić strukturę – bardziej sprężyste, stawiające opór.
Ciasto możemy również wyrobić mikserem – najpierw 2-3 minuty na pierwszym biegu, a następnie ok. 4 minuty na drugim biegu
7. Przykryć misę i odstawić na 10 minut.
8. Powtórzyć etap 6 + 7 dwa razy, następnie ponownie etap 6. Przykryć misę i odstawić do wyrośnięcia na1 godzinę.
9. Gdy ciasto podwoiło objętość – odgazować je (uderzamy pięścią w jego środek).
10. Wyrośnięte ciasto umieścić na lekko umączonym blacie .
11. Podzielić ciasto na 2 równe części i uformować z nich kule.
12. Wysypać mąką podłużny koszyk do wyrastania chleba i umieścić w nim kulki ciasta, blisko siebie, tak by połączyły się podczas rośnięcia.
13. Pozostawić ciasto do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość – w zależności od tego, jak mocny jest nasz zakwas (oraz w zależności od temperatury) może to zająć od 3 do 6 godzin).
14. Ok. 20 minut przed planowanym pieczeniem, nagrzać piekarnik do 240st., na spodzie umieścić naczynie, do którego wlejemy wodę (przygotować szklankę wody).
15. Gdy ciasto podwoi już objętość, przekładamy je na łopatę lub na papier do pieczenia, posypujemy wierzch mąką i nacinamy.
16. Przekładamy na rozgrzaną blachę (lub kamień), wlewamy wodę do przygotowanego naczynia i obniżamy temperaturę do 220st.
17. Pieczemy ok. 30 minut, aż chleb będzie ładnie brązowy.
18. By sprawdzić, czy jest on odpowiednio upieczony, stukamy w spód chleba – ma on wydawać ‘głuchy’ odgłos.
Studzimy na kratce.

Moje uwagi:
- użyłam zakwasu żytniego
- użyłam zielonych rodzynek; ich ilość zmniejszyłam do 160 g
- zamiast 80 g chipsów czekoladowych użyłam 40 g posiekanej gorzkiej czekolady o zawartości 60% kakao




Chleb z czekoladą i rodzynkami, drożdżowy, na poolish
na poolish:
2 g świeżych (lub 1 g czyli ¼ łyżeczki suchych) drożdży
125 g / 125 ml ciepłej wody
125 g mąki pszennej (T55)

ciasto właściwe:
300 g mąki pszennej (T55)
5 g (1 łyżeczka) soli
2 g świeżych (lub 1 g czyli ¼ łyżeczki suchych) drożdży
ok. 220 – 240 ml ciepłej wody
80 g (2/3 szkl) chipsów czekoladowych (pół słodkich)
200 g (1 1/3 szklanki) rodzynek koryntek
20 g (2 ½ łyżki) gorzkiego kakao

W przeddzień pieczenia przygotować poolish (wieczorem, na poranne pieczenie, lub rano – na pieczenie popołudniowe) :
1. W misie dokładnie wymieszać drożdże z wodą (125 ml); dodać mąkę (125 g) i ponownie dokładnie wymieszać. Przykryć i pozostawić na noc w temperaturze pokojowej.
2. Następnego dnia wymieszać rodzynki i chipsy czekoladowe. W drugiej misce wymieszać mąkę, sól i kakao.
3. Wymieszać drożdże z wodą.
4. Dodać rozmieszane drożdże do zaczynu (poolish), następnie dodać suche składniki i dobrze wymieszać.
5. Przykryć i odstawić na 10 min.
6. Po 10 minutach – wyrabiamy ciasto : chwytamy porcję ciasta z brzegu, lekko naciągamy i przyciskamy w środek ciasta; lekko obracamy misę i powtarzamy tę czynność z kolejnym brzegiem ciasta. Powtarzamy składanie 8 razy, co powinno nam zająć ok. 10 sekund, po czym ciasto powinno zmienić strukturę – bardziej sprężyste, stawiające opór.
Ciasto możemy również wyrobić mikserem – najpierw 2-3 minuty na pierwszym biegu, a nastepnie ok. 4 minuty na drugim biegu
7. Przykryć misę i odstawić na 10 minut.
8. Powtórzyć etap 6 + 7 dwa razy, następnie ponownie etap 6. Przykryć misę i odstawić do wyrośnięcia na1 godzinę.
9. Gdy ciasto podwoiło objętość – odgazować je (uderzamy pięścią w jego środek).
10. Wyrośnięte ciasto umieścić na lekko umączonym blacie .
11. Podzielić ciasto na 2 równe części i uformować z nich kule.
12. Wysypać mąką podłużny koszyk do wyrastania chleba i umieścić w nim kulki ciasta, blisko siebie, tak by połączyły się podczas rośnięcia.
13. Pozostawić ciasto do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość – w zależności od tego, jak mocny jest nasz zakwas (oraz w zależności od temperatury) może to zająć od 3 do 6 godzin).
14. Ok. 20 minut przed planowanym pieczeniem, nagrzać piekarnik do 240st., na spodzie umieścić naczynie, do którego wlejemy wodę (przygotować szklankę wody).
15. Gdy ciasto podwoi już objętość, przekładamy je na łopatę lub na papier do pieczenia, posypujemy wierzch mąką i nacinamy.
16. Przekładamy na rozgrzaną blachę (lub kamień), wlewamy wodę do przygotowanego naczynia i obniżamy temperaturę do 220st.
17. Pieczemy ok. 30 minut, aż chleb będzie ładnie brązowy.
18. By sprawdzić, czy jest on odpowiednio upieczony, stukamy w spód chleba – ma on wydawać ‘głuchy’ odgłos.
Studzimy na kratce.



Wszystkim biorącym udział w akcji bardzo dziękuję za wspólną zabawę:)
A było nas tyle:
Ania Nie tylko na słodko
Ania W Moje pasje.Kuchnia i ogród
Ania Pieczywo na zakwasie
Aga W sezonie
Alutka nie-ład mAlutki
Arnika Arnikowa kuchnia
Bea Bea w kuchni
Bożena Smakowe kubki
Bożena Moje domowe kucharzenie
Dorota Ugotujmy To.pl
Dorota Moje małe czarowanie
Gallica Anonimica Zakalce mojego życia
Gatita Kulinarne przygody Gatity
Gosia Co do jedzenia
Gucio Kuchnia Gucia
Jola Smak mojego domu
Kamila Ogrody Babilonu
Magda Konwalie w kuchni
Małgosia Akacjowy blog. W podróży i w kuchni
Margot Kuchnia Alicji
Marghe Po prostu Marghe
Mimbla Pierogi ruskie raz
Pychciasta 
Renata Forks’N'Canvas
Tosia Smakowity chleb
Wiosenka Eksplozja smaku
Wisła Zapach chleba
Zufik Zufikowo
Żabka Healthy craving
Żaneta Poradniczanka.blogspot.com
Amber i Bei dodatkowo dziękuję za dzielne koordynowanie całego przedsięwzięcia. 
I do następnego wspólnego chleba! 





Chlebek dodaję również do lutowej edycji "Na zakwasie i na drożdżach".

poniedziałek, 10 lutego 2014

Stemplowane norweskie ciasteczka cytrynowe z kardamonem

Życie pełne jest niespodzianek.
Czasem za nic ma nasze plany.
Kpi z marzeń.
Daje kopa.
Innym razem głaszcze po głowie.
Rozwija czerwony dywan.
Otwiera drzwi.

I nie wiadomo, czy warto gonić za tym, co zdaje się byc niedoścignione?
Czy lepiej usiąść i czekać na ten właściwy czas, znak...?
A może po prostu nie zastanawiać się zbyt wiele i brać, co przyniesie dzień?

W końcu wszystko ma w przyrodzie swoje miejsce i swój czas.
I nic tu po naszych usilnych staraniach naprawiania tego, co i tak jest już gdzieś zapisane.

Ach!, Życie.....
Kocham Cię, Życie......:)


Przepis na dzisiejsze ciasteczka to kolejna propozycja z ksiażki Si King'a i Dave'a Myers'a pt. ''The hairy bikers' big book of baking'', zmieniłam jednak nieco proporcje składników proponowane przez autorów.

Delikatne, kruche, cudownie cytrynowe. Z charakterem, którego nadaje szczypta kardamonu. Ale jeśli lubicie jego bardziej intensywny smak, nie bójcie się dodać go nieco więcej.
Tak czy siak, musicie spróbować!





Stemplowane norweskie ciasteczka cytrynowe z kardamonem
(22-24 sztuki)
160 g masła
100 g drobnego cukru
skórka otarta z jednej cytryny
2 łyżki soku z cytryny (brak w oryginale)
200 g mąki tortowej
100 g mielonych migdałów
1- 1,5 łyżeczki zmielonego kardamonu

Masło ubij z cukrem na puszystą masę. Dodaj sok i skórkę otartą z wyszorowanej cytryny, zmielone migdały, kardamon oraz mąkę.
Zagnieć wszystkie składniki, aby uzyskać jednolita, plastyczną masę.
Podziel ciasto na dwie części i z każdej uformuj wałek o średnicy ok. 4 cm. Ostrym nożem odkrawaj plastry ciasta grubości 1 cm. Każdy krążek ciasta lekko spłaszcz palcami zachowując okrągły kształt, a na jego wierzchu odciśnij wzór stempla (jesli nie posiadasz stempla, możesz wykonać wzór odciskając dowolnie np. widelec).

Ciastka ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. 
Piecz ok.15 minut w temperaturze 180 stopni C, aż będą rumiane.
Wystudź ciasteczka na kratce kuchennej.

Smacznego!




piątek, 31 stycznia 2014

Tradycyjne francuskie bagietki

Jeśli macie ochotę pochrupać francuskie bagietki na niedzielne śniadanie, piątek wieczór jest ostatnim momentem, aby zakasać rękawy i zarobić ciasto.

Proces przygotowania w swej istocie wydaje się długi, jednak rzeczywisty nakład pracy jest niewspółmierny z dozą porannej przyjemności, jakiej zaznacie, jeśli za chwilę udacie się w kuchenne progi:)

Przepis pochodzi z książki Si King'a i Dave'a Myers'a pt. ''The hairy bikers' big book of baking''.




Bagietki francuskie
(6 sztuk)
1 kg pszennej mąki chlebowej, plus do podsypywania
1 łyżka suszonych drożdży
pół łyżeczki soli
500 ml ciepłej wody
oliwa do natłuszczenia miski

(Piątek wieczór)
Mąkę wsyp do dużej miski do wyrabiania ciasta. Dodaj sól oraz drożdże, wymieszaj, po czym stopniowo dolewaj wodę, jednocześnie mieszając całość drugą ręką. Gdy ciasto stanie się dość zwarte, wyłóż je na oprószona mąką stolnicę i zagniataj przez co najmniej 10 minut. Ciasto powinno być sprężyste i elastyczne.

Przełóż je do naoliwionej miski, nakryj lnianą ściereczką i odstaw na 24 godziny w chłodne miejsce (moje rosło w lodówce)- ciasto powinno podwoić, a nawet potroić swoją objętość.

(Sobota wieczór)
Wyrośnięte ciasto wyłóż na oprószona mąką stolnicę i uderz kilka razy pięścią, aby pozbyć się nadmiaru powietrza. Podziel masę na 6 kawałków i każdy z nich uformuj w ok. 30-35 cm bagietkę.

2 lniane ściereczki obficie oprósz mąką i ułóż na dużej tacy lub blasze; jedna powinna zachodzić na drugą, aby ściereczki tworzyły jedną dużą powierzchnię (możesz też użyć specjalnej blachy do wypieku bagietek, jeśli jesteś w posiadaniu takowej;); układaj na niej bagietki, oddzielając je od siebie plisą uformowaną z materiału, tak by jedna bagietka nie stykała się z drugą swą boczną krawędzią. Wierzch bagietek posyp delikatnie mąką i nakryj całość czystą ściereczką. Pozostaw bagietki w chłodnym miejscu na 12 godzin.

(Niedziela rano)
Piekarnik nagrzej do 220 stopni C.
Delikatnie przełóż wyrośnięte bagietki na blachę wyścieloną papierem do pieczenia. Za pomocą żyletki lub bardzo ostrego noża każdą z nich natnij ukośnie kilka razy. Blachę z bagietkami postaw na górnej półce piekarnika, na dolnej zaś umieść żaroodporne naczynie napełnione szklanka wrzącej wody (para sprawi, że bagietki będą chrupiące).
Piecz bagietki przez 15-20 minut; złociste wyłóż na kratkę kuchenną, aby przestygły.

Życzę smacznego!



niedziela, 19 stycznia 2014

Chleb żytni na zakwasie z orzechami włoskimi

Ten chleb wydał mi się idealny na świąteczno- noworoczny czas.
Przesądził o tym dodatek orzechów włoskich, które po upieczeniu tak wspaniale chrupią.
Od siebie dodałam odrobinę żurawiny, żeby było bardziej zimowo.
Całość wypadła celująco- chleb zniknął bowiem w mgnieniu oka, a to chyba najlepsza dla niego rekomendacja;)

Przepis pochodzi z książki J. Hamelmana pt. "Chleb".
Gorąco zachęcam Was do wypieku, na pewno nie pożałujecie:) Ja sama niedługo zabiorę się za niego ponownie, tym razem jednak żurawinę zastąpię suszoną śliwką.

Z poniższych proporcji otrzymałam 2 całkiem pokaźne bochenki.




Chleb żytni na zakwasie z orzechami włoskimi
Zaczyn:
272 g maki żytniej razowej
227 g wody
14 g dojrzałego aktywnego zakwasu

Składniki na zaczyn połącz ze sobą dokładnie, nakryj ściereczką i odstaw na 14-16 godzin w temperaturze 21 stopni C.

Ciasto chlebowe:
cały zaczyn
5 g drożdży suszonych
17 g soli
227 g orzechów włoskich, obranych i grubo pokruszonych (ja dałam 120 g orzechów i 110 g suszonej żurawiny)
391 g wody
181 g mąki żytniej razowej
454 g mąki chlebowej

Wszystkie składniki ciasta oprócz orzechów (i żurawiny) umieść w misce. Zagniataj przez około 3 minuty, a następnie przełóż ciasto na oprószony mąką blat i zagniataj przez kolejne 4 minuty. Po tym czasie dodaj orzechy i ponownie zagniataj ciasto do momentu aż orzechy będą równo rozmieszczone w cieście. Przełóż ciasto do naoliwionej miski, nakryj ściereczką i odstaw na 1 godzinę w temperaturze 25,5-27 stopni C.
Podziel ciasto na pół, lekko odgazuj i uformuj dwa bochenki (ja jeden bochenek piekłam w keksówce, drugi uformowałam ręcznie). Oprósz bochenki mąką, ponownie nakryj bochenki ściereczką i odstaw do wyrastania na kolejną godzinę (25,5-27 stopni C).
Nagrzej piekarnik do 240 stopni C. Na jego dno wstaw żaroodporne naczynie napełnione połową szklanki wrzącej wody. Każdy z bochenków natnij kilkukrotnie ostrym nożem i wstaw do piekarnika, po 15 minutach obniż temperaturę do 230 stopni C i dopiekaj chleby przez kolejne 20-25 minut.
Studź na kratce kuchennej.

Smacznego!


Moje uwagi:
Nie trzymałam się ściśle podanej temperatury fermentacji ciasta; ciasto wyrastało w temperaturze pokojowej, w pobliżu grzejnika.




sobota, 11 stycznia 2014

Żytni chleb radzieckiego żołnierza. Styczniowa piekarnia.

Nowy chleb w Nowym Roku.
Żytni, prawdziwy. Jak prawdziwa jest każda chwila.
Ciężki i gruboskórny. Dla cierpliwych, gdyż z każdym dniem mięknie odrobinę, by już po kilku dać się pokroić bez problemu w idealnie równe kromki. By cieszyć swą świeżością długo po wypieku.
Syty.

Oby ten rok był syty.....
Pełen dobrych wrażeń i dobrych chlebów:)

Znów pieczemy razem w styczniowej piekarni u Amber :)
Znów pachnie świeżym chlebem w tylu domach jednocześnie:):
Aciri  http://bajkorada.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zonierza.html
Ania http://jswm.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zonierza.html
AniaW http://magnolia-rozmaryn.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zonierza.html
Alucha Alucha http://nieladmalutki.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zonierza.html
Amber http://www.kuchennymidrzwiami.pl/prosty-zytni-chleb-radzieckiego-zolnierza-styczniowy/
Anna http://ankawell.blogspot.com/2014/01/chleb-radzieckiego-zonierza.html
Arnika http://arnikowakuchnia.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zonierza.html
Basia http://mozaikazycia.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-zonierza-radzieckiego.html
Bea http://www.beawkuchni.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zolnierza-czyli-styczniowe-wspolne-pieczenie.html
Bożena http://mojekucharzenie-bozena-1968.blogspot.com/2014/01/chleb-radzieckiego-zonierza-styczniowa.html
Bożenka http://www.smakowekubki.com/2014/01/prosty-zytni-chleb-radzieckiego-zonierza.html
Danusia http://prl-kuchniadanusi.blogspot.com/2014/01/chleb-radzieckiego-zonierza.html
Dosia http://dosismakolyki.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zonierza.html
Doowa http://doowa.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zonierza.html
Dorota http://ugotujmyto.pl/chleb-zytni-czyli-chleb-radzieckiego-zolnierza/
Dorota http://twins-pot.blogspot.com/2014/01/chleb-na-zaproszenie-zytni-chleb_11.html
Gatita http://kulinarneprzygodygatity.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zonierza-czyli.html
Gosia http://kochamgary.blogspot.com/2014/01/styczniowa-piekarnia-chleb-radzieckiego.html
Gucio http://kuchniagucia.blogspot.com/2014/01/styczniowa-piekarnia-zytni-chleb.html
Iga http://japoziomka.blogspot.com/2014/01/na-dobry-poczatek-roku.html
Joanna http://rodzinna-kuchnia.blogspot.com/2014/01/zytni-chlerb-radzieckiego-zonierza.html
Jola http://smakmojegodomu.blox.pl/html
Kamila http://ogrodybabilonu.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zonierza.html
Karolina http://stokolorowkuchni.blox.pl/2014/01/Zytni-chleb-radzieckiego-zolnierza.html
Łucja http://fabrykakulinarnychinspiracji.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zonierza.html
Magda http://konwaliewkuchni.blogspot.com/2014/01/styczniowa-piekarnia-i-zytni-chleb.html
Małgosia i Piotr http://akacjowyblog.blogspot.com/2014/01/o-chlebie-i-naturze.html
Margot http://kuchniaalicji.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zonierza.html
Marysia http://pieczywonazakwasie.blogspot.com/2014/01/chleb-radzieckiego-zonierza-razowiec.html
Marzena zaciszekuchenne.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zonierza.html
Mysia http://www.pieczarkamysia.pl/zytni-chleb-radzieckiego-zolnierza/
Olimpia http://www.pomyslowepieczenie.blogspot.com/2014/01/zytni-chleb-radzieckiego-zonierza.html

To mój pierwszy chleb na zakwasie trójfazowym. Pierwszy, lecz na pewno nie ostatni.



Żytni chleb radzieckiego żołnierza
(ok. 1 kg bochenek)
zakwas
375 g ciasta zakwaszonego po 3 fazie z mąki żytniej razowej,
450g mąki żytniej razowej
15 g soli
330 bardzo ciepłej wody (ok. 40 stopni C)

Ciasto zakwaszane metoda trójfazową- cyt. za Amber i M. Zielińską:

Zakwaszanie ciasta metodą 3-stopniowa, czyli skróconą metodą zawodowych piekarzy.
Ta metoda według mnie powinna być koniecznie stosowana do chlebów czysto żytnich na zakwasie.
Tylko taki sposób zakwaszania mąki daje pewność, ze chleb upieczony będzie miał smak i wygląd, o jakim marzyliśmy.
Metodę tę znalazłam w podręcznikach dla polskich piekarzy, trochę ja uprościłam, przystosowałam do warunków domowych i teraz w skrócie wygląda ona tak:

1.etap: 
2 łyżki zakwasu + 100g maki + 100g wody, temperatura 24-26°C, na 5-6 godzin.

Całość mieszamy i odstawiamy do przefermentowania w dość ciepłym miejscu na 5-6 godzin.
Na tym etapie następuje dynamiczny rozwój drożdży i fermentacji alkoholowej przy jednoczesnym rozwoju bakterii mlekowych.

2.etap:
mieszanina jw. + 100g maki + 90g wody, temperatura 26 – 27°C, na 8-12 godzin.

Do mieszaniny z pierwszego etapu dodajemy nową porcje maki i wody, z tym, że mąki jest trochę więcej, temperatura zaś jeszcze nieco wyższa. Gęsta konsystencja otrzymanego ciasta i dłuższy czas trwania tego etapu sprzyjają intensywnemu rozwojowi bakterii kwasu mlekowego, który decyduje, o jakości pieczywa.

3.etap: 
ciasto jw. + 80g maki + 100g wody, temperatura 28 – 30°C, na 3-4 godziny.

W fazie tej powinny rozwijać się już bardzo dynamicznie dzikie drożdże. Ciasto powinno przyrosnąć od 2 do 4 razy. Z tego etapu powinno się w zasadzie pobierać zaczątek do dalszych wypieków, żeby osiągnąć najlepsze rezultaty.

Ciasto zakwaszone czyli zaczyn jest gotowy, gdy:
- jego powierzchnia jest lekko wklęsła, czyli ciasto podniosło się wyraźnie do góry, ale jeszcze nie opadło całkowicie.
- na powierzchni widoczne są równomierne drobne spękania, a przy przechyleniu pącherzykowate, galaretowate wnątrze.
- powinno pachnieć kwaśno, lekko alkoholowo, ale przyjemnie.

Do takiego dojrzałego ciasta zakwaszonego dodajemy pozostałą ilość mąki przewidzianą w recepturze chleba oraz inne dodatki.
Na samym końcu dozujemy sól, najlepiej rozpuszczoną uprzednio w wodzie.

Moje uwagi:
W pierwszej chwili ciężko było mi rozplanować trójstopniowe zakwaszanie ciasta w czasie. Nie jest to jednak niewykonalne;)
Polecam rozpocząć popołudniem, ok. godziny 16-18, w dzień poprzedzający Wasz dzień wolny (I faza).
Tuż przed pójściem spać (tu należy dostosować czas indywidualnie do własnego rytmu, ale po ok. 5-6 godzinach od przygotowania pierwszego zakwaszenia) postępujemy wg wskazówek podanych w drugim etapie. Odstawiamy ciasto na 8-12 godzin i spokojnie idziemy spać.
Następnego ranka przygotowujemy ciasto wg instrukcji trzeciego etapu. W ten sposób jeszcze w to samo popołudnie będziemy mogli cieszyć się świeżym chlebem.





Przygotowanie ciasta właściwego:
W wodzie rozpuść sól. Dodaj zakwaszone ciasto i bardzo dokładnie wymieszaj, aby na powierzchni pojawiła się pianka (możesz pomóc sobie mikserem). Na końcu dodaj mąkę i dokładnie wyrób ciasto.
Miskę nakryj lnianą ściereczką i odstaw ciasto do fermentacji na około 2 godziny w temperaturze 30 stopni C (ja postawiłam miskę przy grzejniku). Ciasto powinno urosnąć.

Przygotuj keksówkę: nasmaruj ją olejem i wysyp mąką razową lub otrębami.
Przełóż ciasto chlebowe do keksówki, nakryj ją folią i ponownie odstaw w ciepłe miejsce (30 stopni C) na około godzinę.
Ciasto nieco podrośnie.
Wstaw keksówkę do piekarnika nagrzanego do 260 stopni C na 10 minut; po tym czasie obniż temperaturę pieczenia do 200 stopni C i dopiekaj chleb przez kolejne 40-45 minut.
Zaraz po wyjęciu z pieca posmaruj powierzchnię bochenka wodą.
Studź chleb na kratce kuchennej.

Chleb z początku jest ciężki i twardy, dość trudny do pokrojenia. Po 1-2 dniach mięknie i pracuje się z nim znacznie łatwiej. Warto więc uzbroić się w cierpliwość;) W nagrodę otrzymamy długotrwałą świeżość i prawdziwie razowy smak i zapach.