Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie wypieki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie wypieki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 grudnia 2014

Cranberry, orange and almond pudding- czyli żurawinowy pudding Nigelli Lawson

Nie mogę uwierzyć w to, jak długo mnie tu nie było...prawie 3 miesiące!
Czas ucieka jak z bicza strzelił.
Odkąd jest z nami Mały Człowiek życie przyspieszyło przynajmniej trzykrotnie, a coś takiego jak 'czas wolny' znikęło ze słownika dnia codziennego.
Od miesięcy czeka na mnie kilka książek i jedyne czym się rozkoszuję póki co, to widok ich okładek.
Praca, dom i Maluch wypełniają każdą chwilę. W zasadzie brak czasu na sen; zwłaszcza, że Mały Człowiek z niezwykłą konsekwencją wybudza się co 2, czasem co 3 godziny......Bycie Mamą to wyzwanie!;)

Ale jest pięknie:) Przed nami pierwsze wspólne Święta, bieganina, przygotowania....na pewno będzie inaczej. Czekam na nie z niecierpliwością.

W tym roku zamiast dojrzewających pierniczków, wymagających wcześniejszego planowania i zagniatania, na stole zagości piernik, który można przygotować w niecałe 2 godziny. Czas to teraz towar na wagę złota, szukam więc inspiracji na szybkie, ale nie mniej smaczne, świąteczne potrawy.

I taki jest ten pudding. Przygotowywałam go już wielokrotnie, ale jakoś nie doczekaał się jeszcze publikacji. Przepis, z niewielkimi modyfikacjami, zaczerpnęłam stąd. 




Żurawinowy pudding Nigelli Lawson
500-600 g żurawiny (użyłam świeżej, ale może też być mrożona)
50 g masła
3 łyżki cukru (użyłam cukru light muscovado)

175 g mąki
2 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
130 g cukru (u mnie light muscovado; w oryginale 175 g)
120 g stopionego i przestudzonego masła
2 łyżeczki domowej kandyzowanej skórki pomarańczowej (w oryginale olejek pomarańczowy)
ok. 50 g płatków migdałowych (lub posiekanych migdałow bez skórki)

W rondlu rozpuść 50 g masła, dodaj umytą żurawinę i cukier i podgrzewaj mieszając tak długo, aż żurawina zacznie pękać i stanie się miękka- uważaj jednak aby nie gotować jej za długo; owoce nie powinny całkem się rozpaść.




Nagrzej piekarnik do 175 stopni.
W misce ubij jajka z cukrem, następnie dodaj stopione masło, mąkę, proszek do pieczenia i skórkę pomarańczową. Zmiksuj wszystko, po czym przełóż połowę masy do wysmarowanej masłem formy (u mnie okrągła, 26 cm średnicy). Na masę rozłóż równomiernie przygotowaną wcześniej żurawinę i nakryj ją pozostałą ilością ciasta. Wierzch posyp płatkami migdałowymi.
Piecz około 45-50 minut.

Deser podawaj jeszcze ciepły, z kwaśną śmietaną lub gęstym jogurtem.

Smacznego!

sobota, 23 sierpnia 2014

Crumble śliwkowo-cynamonowe. Kruszonka po prostu...

Gdy byłam mała podróżowałam TAM w wiklinowym krzesełku na kierownicy składaka mojego Taty.  Wkrótce przesiadłam się na bagażnik, by miejsce z przodu odstąpić młodszej Siostrze. Nogi trzymałam szeroko, lub na specjalnych ''stopkach''- niezbyt bezpiecznie jak na dzisiejsze wymogi, lecz wtedy potrzeba była matką wynalazku. Dosłownie....
Pamiętam małe fontanny tryskające z kamieni osadzonych pośrodku mini skwerków...łapanie wody było prawdziwa frajdą...:)
Innym razem puszczaliśmy motorówkę na stawie..
Albo jedliśmy watę cukrową.

Wczoraj znów TAM byłam.

Szkoda, że zapachu lasu nie da się zamknąć w pudełku od zapałek....
Można by go nosić przy sobie, w kieszeni.....
Szum traw ukryć w szklanej butelce z miękkim korkiem i uchylać w potrzebie, od czasu do czasu....
Stare, wydeptane ścieżki nawinąć na szpulkę od nici i odwijać powoli. Spacerem....krok za krokiem.

TAM bardzo się przez lata zmieniło...
chyba na lepsze
...lecz dla mnie od zawsze na zawsze niezmienne.
Moje.
Zabawne, że wciąż sprzedają TAM watę cukrową....;)




Crumble, czyli kruszonka po prostu. Pyszny, prosty i szybki podwieczorek, który zawsze tak samo uwodzi smakiem. Możecie do niego użyć także innych owoców, ja jednak stawiam na śliwki lub jabłka. W końcu, jak na końcówkę sierpnia przystało, jest ich teraz pod dostatkiem! :)

Crumble śliwkowo-cynamonowe
ok. 700 g śliwek węgierek
100 g masła
80 g cukru trzcinowego
170 g mąki
1 łyżka zimnej wody (opcjonalnie)
1 łyżeczka cynamonu

Dodatkowo:
cukier puder do posypania
kwaśna śmietana
masło do nasmarowania formy


Śliwki umyj, przepołów i wypestkuj.
Masło pokrój w mniejsze kawałki. Dodaj mąkę, cukier i cynamon i zagnieć całość tylko do momentu, aż składniki zaczną łączyć się ze sobą w większe okruszki. W razie potrzeby dodaj łyżkę wody.
Na dno okrągłej i wysmarowanej masłem formy wysyp 2-3 garście kruszonki, następnie ułóż gęsto śliwki, skórką do dołu, jedna przy drugiej. Na wierzchu śliwek rozsyp resztę kruszonki. Całość wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C i zapiekaj przez około 30-40 minut. Śliwki powinny puścić sok, a kruszonka dobrze się przyrumienić.
Upieczone crumble delikatnie przestudź i oprósz cukrem pudrem. Podawaj lekko ciepłe z odrobiną kwaśnej śmietany.
Smacznego! :)



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Waniliowy sernik z malinami. Pyszny!

Bycie Mamą nadało mojemu życiu nowego tempa.
Świat nagle podzielił się na ten ważny i ten bez znaczenia.
Wszystko zawirowało i teraz trzy razy zastanawiam się czy tak właśnie chcę wykorzystać swój "wolny" czas, o ile takowy istnieje;)
Zegar gwałtownie przyspieszył. Kolejne miesiące odmierzam kolejnymi za małymi śpioszkami. Niewiarygodne, jak szybko się kurczą.
I czasem tylko kłuje mnie gdzieś w środku, że te chwile mijają bezpowrotnie....

Odkąd nasz Synek jest z nami, żaden dzień nie jest taki sam.
Wieczorem tęsknię za kolejnym porankiem, by znów ujrzeć jego śmiejące się oczka. Rano porażają radością. W końcu wyspane dziecko to szczęśliwe dziecko:)
Jego głośny śmiech to najcudowniejszy dźwięk pod słońcem.

Kiedyś zastanawiałam się jak to będzie: być odpowiedzialnym za inną istotkę i trzymać cały jej los w swoich rękach. Przerażała mnie trochę ta myśl...Ogrom tajemnej wiedzy jaką należy posiąść, by należycie przebrnąć przez kolejne etapy ciąży i macierzyństwa.

Dziś już wiem, że nie ma przepisu na bycie supermamą.
Wszystko przychodzi z czasem.
Jedyne co mogę robić, to...słuchać intuicji i jak najlepiej starać się poznać swoje dziecko. Codziennie na nowo. Bo w życiu Małego Człowieka każdy dzień przynosi coś nowego.

Tak więc staram się.....
...i może dlatego od jakiegoś czasu tak rzadko tu bywam???

Bycie Mamą uzależnia!:)))




Sezon na maliny w pełni, nie mogłam więc powstrzymać się przed dodaniem ich do sernika.
To sernik intuicyjny. Wyszedł znakomicie.
Jest lekki, puszysty, a zarazem mokry i treściwy, jak na sernik przystało. Dodatek kwaskowych malin przełamuje łagodny smak sera.
Koniecznie spróbujcie!

Sernik waniliowy z malinami
(na wysoką tortownicę, 20 cm średnicy) 
Spód:
120 g okrągłych biszkoptów
65 g masła

Masa serowa:
500 g twarogu (użyłam chudego), trzykrotnie mielonego
250 g serka mascarpone
180 ml śmietany 18%
3 jajka
2 białka
100-120 g cukru
ziarenka wyłuskane z jednej laski wanilii

Dodatkowo:
maliny, ok. 300 g
cukier puder do posypania




Biszkopty umieść w pojemniku  blendera i zmiksuj na drobne okruszki. Dodaj rozpuszczone masło i miksuj jeszcze przez kilka sekund, aż okruszki zaczną się sklejać. Powstałą masą biszkoptową wyklej dno natłuszczonej tortownicy.

Zmielony twaróg połącz ze śmietaną i serkiem mascarpone.
Żółtka oddziel od białek. Do żółtek dodaj cukier i ziarenka wanilii i ubij całość na puszystą, gęsta masę.
Nie przerywając ubijania dodawaj małymi porcjami masę serową.
Białka ubij na sztywna pianę i delikatnie wmieszaj w całość (ja użyłam w tym celu szpatuły).

Masę serową wylej na przygotowany wcześniej spód.
Na wierzchu ułóż gęsto maliny, jedna przy drugiej.
Sernik piecz w kąpieli wodnej w piekarniku nagrzanym do 170 stopni C, przez ok. 50 minut. Jeśli wierzch sernika zacznie zbyt szybko się rumienić, nakryj go folią aluminiową.
Upieczony sernik pozostaw w wyłączonym i uchylonym piekarniku do wystudzenia. Następnie przełóż go do lodówki, najlepiej na całą noc.
Przed podaniem posyp cukrem pudrem i udekoruj mrożonymi malinami.

Smacznego!






poniedziałek, 26 maja 2014

Drożdżówki z rabarbarem i kruszonką

Pierwszy Dzień Matki.
Małe śmiejące się oczka o poranku.
Cenniejsze niż tysiące kwiatów.
Pulchne paluszki mocno trzymające mnie za palec.
Pierwsze umiejętności Małego Człowieka cieszą bardziej niż kartka z serduszkiem.
Radosne popiskiwanie wypełnia wspólne chwile.

Pierwsze drożdżowe z rabarbarem tej wiosny.
Klasyk sezonu.
Smak rodzinnego domu.
Mistrzostwo świata Mamy. Od lat tak samo wspaniałe.

Dzisiejsza odsłona: drożdżówki.
Mam nadzieję, że mój Synek, gdy dorośnie, polubi je równie mocno:)
Że, podobnie jak ja, będzie je kojarzył z ciepłem domu.




Przepis jest modyfikacją przepisu na pszenno-orkiszowe drożdżówki z serem i truskawkami.

Drożdżówki z rabarbarem i kruszonką
Zaczyn:
200 ml ciepłego mleka
10 g suszonych drożdży (lub 30 g świeżych)
łyżeczka cukru

Ciasto:
wyrośnięty zaczyn
500 g mąki pszennej
1 jajo
4 żółtka
90 g masła
łyżka aromatu waniliowego
100 g cukru

400 g rabarbaru

Kruszonka:
70 g masła
80 g cukru
140 g mąki
2-3 łyżki zimnej wody (opcjonalnie)

Lukier:
1 szklanka cukru pudru
sok z połowy cytryny
2-3 łyżki wody




Przygotuj zaczyn: podgrzej mleko, rozpusć w nim łyżeczkę cukru oraz drożdże. Odstaw na 10 minut w ciepłe miejsce, aby wyrósł.
Jajo i żółtka ubij mikserem na puszustą pianę. Nie przerywając ubijania dodaj cukier oraz aromat waniliowy. Do masy jajecznej dodaj wyrośnięty zaczyn i przesiej mąkę. Wymieszaj wszystko drewnianą łyżką lub mikserem. Na końcu dodaj rozpuszczone i przestudzone masło, po czym wyrób ciasto, aż będzie gładkie i lśniące. Miskę z ciastem nakryj czystą ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce do wyrastania na około godzinę.

Rabarbar umyj i pokrój na mniejsze cząstki.

Aby przygotować kruszonkę posiekaj drobno masło i lekko zagnieć je z cukrem i mąką. W razie potrzeby (gdy ciasto będzie zbyt suche) dodaj 2-3 łyżki zimnej wody. Nożem z zaokąglonym czubkiem  dynamicznie siekaj całość, aż uzyskasz mniejsze i większe grudki.




Wyrośnięte ciasto podziel na 13 części (jeśli ciasto będzie kleić się do rak, nie podsypuj go mąką, a zwilż ręce wodą). Z każdej uformuj okrągły placek grubości ok. 1,5-2 cm.
Placki układaj na blasze w odstępach od siebie- jeszcze sporo urosną. W każdy placek wciśnij kilka kawałków rabarbaru. Na wierzchu rozsyp równomiernie kruszonkę. Tak przygotowane drożdżówki nakryj ponownie ściereczką i odstaw na około 20-30 minut.

Drożdżówki piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około 25-30 minut.
Przestudzone możesz udekorować lukrem.
Smacznego!




A jeśli lubicie wypieki z rabarbarem, polecam Wam także:
Orkiszową drożdżówkę z rabarbarem
Orkiszową tartę z rabarbarem
Mufinki owsiane z rabarbarem
Tort czekoladowo-rabarbarowo-śmietanowy

wtorek, 8 kwietnia 2014

Mały Człowiek, wiosna i drożdżowy wieniec z jabłkami

Odkąd jest z nami Mały Człowiek, moje życie przeniosło się w inny wymiar.
Nie istnieje dzień i noc, tylko czas snu, spaceru, karmienia, przewijania.
Znajduję w sobie siły, o których istnieniu nie miałam pojęcia.
Od jakichś 3 miesięcy nie przespałam ciągiem ani jednej nocy (tak, tak;  końcówka ciąży również bywa dokuczliwa;) Kto przeżył, ten wie o czym mówię:)

I okazuje się, że można. I może być tak pięknie:)

Jeden mały uśmiech wynagradza wszystko.
Uścisk małej rączki doładowuje akumulator lepiej niż poranna dawka kofeiny (niemal nieobecnej w moim życiu od jakiegoś czasu;).
Spojrzenie pełne ufności sprawia, że ból głowy mija jak ręką odjął.
Naturalny egoizm ustępuje miejsca trosce o Małe Ciałko, stuprocentowo od nas zależne.

Czas karmienia sumuje się w długie godziny i uczy cierpliwości.
To również czas długich przemyśleń.

Nawet nie wiem kiedy minęły dwa lata, odkąd powstał ten blog.
Było to jakoś w marcu, dwudziestego któregoś. Nie wiem, bo pierwotną wersję strony usunęłam.
Zresztą to tylko data.
Przez te dwa lata wiele się zmieniło, ale na szczęście równie dużo pozostało niezmienne.
Przy tej okazji dziękuję Wam serdecznie, że tu zaglądacie, że zostawiacie swoje ślady.
I choć nie lubię podsumowań, to muszę stwierdzić, że były to dobre dwa lata. Bardzo dobre.
Co najważniejsze, lata w których udało mi się zrealizować kilka marzeń.
A to zawsze napędza do działania :) Do snucia kolejnych planów.

Niepostrzeżenie nadeszła wiosna, którą uwielbiam. Tylko moja szafa ciągle straszy zimą ;)

Przybycie Małego Człowieka pośrednio spowodowało, że w przeciągu kilku miesięcy udało mi się spędzić z rodziną więcej czasu, niż w ciągu ostatnich kilku lat.
Pomieszkać w domu bez pakowania walizki.
Bezcenne:)

Mało mnie na blogu (w zasadzie zniknęłam!).
Czasem nie włączam komputera przez 4, 5 dni. Kiedyś nie wyobrażałam sobie takiej sytuacji.
I choć często łapie się na tym, że brakuje mi mojej obecności tutaj i obiecuję sobie, że ''jutro napiszę", to niestety, okazuje się, że i planowanie, i bycie ''na czas'' oznacza teraz coś zupełnie innego, niż do tej pory. 

Niepozorna zmiana pieluchy w najmniej oczekiwanym momencie potrafi wywrócić mistrzowsko opracowany harmonogram do góry nogami.
Przespana noc jest jak wygrana na loterii (ciągle gram, a wiadomo jak to z loteriami bywa;)
Worki pod oczami to niemal element makijażu :)))
Czas "tylko dla siebie", w zależności od łaskawości Małego Człowieka, to nieraz 5 -10 minut na szybki prysznic, gdzie użycie balsamu do ciała staje się prawdziwym rarytasem;)
Do tego dochodzą wyrzeczenia natury dietetycznej... na szczęście moje ukochane jabłka to owoc ''bezpieczny'':)

Macierzyństwo jest cudne, ale ma swoja cenę.
I, nie ma co ukrywać, wywraca życie do góry nogami. A każdy, kto twierdzi inaczej- zwyczajnie kłamie.

Pisząc to, wiem jedno- chyba nigdy nie czułam się bardziej szczęśliwa, potrzebna i spełniona.
Natura sprytnie to wymyśliła;)


Dzisiejszy wieniec to ponowna odsłona duetu dla mnie idealnego: drożdżowego ciasta i prażonych jabłek.
Przepis na ciasto znalazłam tutaj.
Nadzienie to prosta jabłkowa wariacja na temat.

Drożdżowy wieniec z prażonymi jabłkami i żurawiną
Ciasto:
300 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
170 ml ciepłego mleka
15 g świeżych drożdży
1 łyżka cukru
30 g stopionego i ostudzonego masła
1 żółtko

Nadzienie:
1,5 kg ulubionych jabłek, obranych, pokrojonych na cząstki
2 łyżki oleju
80 g suszonej żurawiny
1 łyżeczka domowej przyprawy do piernika (można pominąć)
1 czubata łyżeczka cynamonu
80 g cukru demerara

Dodatkowo:
1-2 łyżki stopionego masła, do posmarowania ciasta




Przygotuj zaczyn: drożdże rozkrusz i rozpuść w mleku; dodaj łyżeczkę cukru i łyżkę mąki, wymieszaj całość i odstaw na 15 minut.
Mąkę przesiej do miski, dodaj sól, wyrośnięty zaczyn, resztę cukru, żółtko i masło, po czym zagnieć elastyczne ciasto. Uformuj z ciasta kulę, przełóż do naoliwionej miski, nakryj ściereczką i odstaw w cieple miejsce, aby podwoiło swoją objętość.
W międzyczasie rozgrzej na patelni olej i upraż na nim obrane i pokrojone w cząstki jabłka. Dodaj cukier, przyprawy i żurawinę. Gdy jabłka będą półmiękkie, a cukier się skarmelizuje, zdejmij jabłka z ognia i odstaw do przestudzenia.
Wyrośnięte ciasto przełóż na lekko oprószoną mąką stolnicę i rozwałkuj na prostokąt grubości około 3 mm.
Na wierzchu ciasta równomiernie rozłóż podprażone jabłka, zostawiając około 1-1,5 cm z każdej strony.
Zwiń ciasto w rulon, wzdłuż dłuższego boku, a następnie przetnij rulon wzdłuż na pół, pozostawiając złączony jeden jego koniec. Ułóż polówki rulonu nacięciem w górę i zawiń na przemian- jedna przez drugą. Z tak splecionego ciasta uformuj wieniec i przełóż go na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Ponownie nakryj ciasto ściereczką i pozostaw do wyrastania na około 30 minut.
Piekarnik nagrzej do 200 stopni C. Wieniec posmaruj roztopionym masłem i piecz przez około 30 minut, zmniejszając temperaturę do 170 stopni C po około 20 minutach.
Upieczony wieniec możesz posypać cukrem pudrem.

Smacznego!





sobota, 15 lutego 2014

Wspólne pieczenie lutową porą: chleb czekoladowy

W tym miesiącu Amber i Bea postanowiły zwerbować piekarzy i piekarki do wspólnego wypieku chleba czekoladowego, w ramach połączenia akcji Lutowej Piekarni i Czekoladowego Tygodnia (15-23.II).
Ta czekoladowa propozycja to przepis Emmanuela Hadjiandreou z książki "How to make bread".

Przyznam, że oczywiście bardzo chętnie i bez zastanowienia zgłosiłam się do akcji, jednak chleb czekoladowy, sam w sobie, wzbudził we mnie falę obaw.
No bo jak chleb, to nie deser, a jak czekolada to nie chleb;) Trele morele:)

Myślałam, że wyjdzie suchy i słodki, jednak nic bardziej błędnego.
Spora ilość rodzynek w cieście sprawia, że chleb jest odpowiednio wilgotny, a gorzkie kakao i czekolada- owszem- słodycz podtrzymują, jednak jest ona dyskretna, żeby nie powiedzieć wykwintna.

Bea zaproponowała dwie wersje do wyboru: bochenek na zakwasie lub na zaczynie drożdżowym.
Zdecydowałam sie na ten pierwszy, jednak nie jestem pewna co do efektu końcowego otrzymanego przeze mnie bochenka- na moje oko wyrastanie nie było imponujące. Zakwas niby ładnie pracował po dokarmieniu, jednak po połączeniu składników i kolejnych etapach składania ciasta spodziewałabym się bardziej zadowalających oko efektów;) Mimo ponad pięciogodzinnego czasu końcowego wyrastania chleb w momencie wstawiania do piekarnika wydał mi się dość zbity i ciężki. Coś gdzieś poszło nie tak? No ale kto nie próbuje, ten nie ma ;)))




Jak się okazało, nie taki diabeł straszny.....
Pełna obaw, co tez mi się upiekło, poczekałam na konstruktywną krytykę M.i ku mojej uciesze, chleb smakował, nawet bardzo:) Owszem, wyszedł nieco ciężki, ale o głębokim czekoladowym smaku:) Wysilki zostały docenione, a przecież na tym cala przyjemność pieczenia polega:)
Nie pozostaje mi zatem nic innego jak zachęcić Was do wypróbowania poniższego przepisu (cyt. za Amber i Beą):

Chleb z czekoladą i rodynkami, na zakwasie
Emmanuel Hadjiandreou ‘How to make bread’
170 g (2/3 szkl) aktywnego zakwasu pszennego* (u mnie żytni)
250 g (1 szkl) ciepłej wody
330 g (2 2/3 szkl) mąki chlebowej
200 g (1 1/3 szklanki) rodzynek koryntek
80 g (2/3 szkl) chipsów czekoladowych (w oryginale z mlecznej czekolady – pominęłam)
8 g (1 ½ łyżeczki) soli
20 g (2 ½ łyżki) gorzkiego kakao
* dokarmionego 12-24h wcześniej

1. Wymieszać rodzynki i chipsy czekoladowe.
2. W drugiej misce wymieszać mąkę, sól i kakao.
3. W dużej misce dokładnie wymieszać zakwas z wodą.
4. Do zakwasu dodać mąkę oraz rodzynki z czekoladą, wymieszać do połączenia się składników.
5. Przykryć i odstawić na 10 min. (w oryginale – przykryć misą w której wymieszaliśmy mąkę).
6. Po 10 minutach – wyrabiamy ciasto : chwytamy porcję ciasta z brzegu, lekko naciągamy i przyciskamy w środek ciasta; lekko obracamy misę i powtarzamy tę czynność z kolejnym brzegiem ciasta. Powtarzamy składanie 8 razy, co powinno nam zająć ok. 10 sekund, po czym ciasto powinno zmienić strukturę – bardziej sprężyste, stawiające opór.
Ciasto możemy również wyrobić mikserem – najpierw 2-3 minuty na pierwszym biegu, a następnie ok. 4 minuty na drugim biegu
7. Przykryć misę i odstawić na 10 minut.
8. Powtórzyć etap 6 + 7 dwa razy, następnie ponownie etap 6. Przykryć misę i odstawić do wyrośnięcia na1 godzinę.
9. Gdy ciasto podwoiło objętość – odgazować je (uderzamy pięścią w jego środek).
10. Wyrośnięte ciasto umieścić na lekko umączonym blacie .
11. Podzielić ciasto na 2 równe części i uformować z nich kule.
12. Wysypać mąką podłużny koszyk do wyrastania chleba i umieścić w nim kulki ciasta, blisko siebie, tak by połączyły się podczas rośnięcia.
13. Pozostawić ciasto do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość – w zależności od tego, jak mocny jest nasz zakwas (oraz w zależności od temperatury) może to zająć od 3 do 6 godzin).
14. Ok. 20 minut przed planowanym pieczeniem, nagrzać piekarnik do 240st., na spodzie umieścić naczynie, do którego wlejemy wodę (przygotować szklankę wody).
15. Gdy ciasto podwoi już objętość, przekładamy je na łopatę lub na papier do pieczenia, posypujemy wierzch mąką i nacinamy.
16. Przekładamy na rozgrzaną blachę (lub kamień), wlewamy wodę do przygotowanego naczynia i obniżamy temperaturę do 220st.
17. Pieczemy ok. 30 minut, aż chleb będzie ładnie brązowy.
18. By sprawdzić, czy jest on odpowiednio upieczony, stukamy w spód chleba – ma on wydawać ‘głuchy’ odgłos.
Studzimy na kratce.

Moje uwagi:
- użyłam zakwasu żytniego
- użyłam zielonych rodzynek; ich ilość zmniejszyłam do 160 g
- zamiast 80 g chipsów czekoladowych użyłam 40 g posiekanej gorzkiej czekolady o zawartości 60% kakao




Chleb z czekoladą i rodzynkami, drożdżowy, na poolish
na poolish:
2 g świeżych (lub 1 g czyli ¼ łyżeczki suchych) drożdży
125 g / 125 ml ciepłej wody
125 g mąki pszennej (T55)

ciasto właściwe:
300 g mąki pszennej (T55)
5 g (1 łyżeczka) soli
2 g świeżych (lub 1 g czyli ¼ łyżeczki suchych) drożdży
ok. 220 – 240 ml ciepłej wody
80 g (2/3 szkl) chipsów czekoladowych (pół słodkich)
200 g (1 1/3 szklanki) rodzynek koryntek
20 g (2 ½ łyżki) gorzkiego kakao

W przeddzień pieczenia przygotować poolish (wieczorem, na poranne pieczenie, lub rano – na pieczenie popołudniowe) :
1. W misie dokładnie wymieszać drożdże z wodą (125 ml); dodać mąkę (125 g) i ponownie dokładnie wymieszać. Przykryć i pozostawić na noc w temperaturze pokojowej.
2. Następnego dnia wymieszać rodzynki i chipsy czekoladowe. W drugiej misce wymieszać mąkę, sól i kakao.
3. Wymieszać drożdże z wodą.
4. Dodać rozmieszane drożdże do zaczynu (poolish), następnie dodać suche składniki i dobrze wymieszać.
5. Przykryć i odstawić na 10 min.
6. Po 10 minutach – wyrabiamy ciasto : chwytamy porcję ciasta z brzegu, lekko naciągamy i przyciskamy w środek ciasta; lekko obracamy misę i powtarzamy tę czynność z kolejnym brzegiem ciasta. Powtarzamy składanie 8 razy, co powinno nam zająć ok. 10 sekund, po czym ciasto powinno zmienić strukturę – bardziej sprężyste, stawiające opór.
Ciasto możemy również wyrobić mikserem – najpierw 2-3 minuty na pierwszym biegu, a nastepnie ok. 4 minuty na drugim biegu
7. Przykryć misę i odstawić na 10 minut.
8. Powtórzyć etap 6 + 7 dwa razy, następnie ponownie etap 6. Przykryć misę i odstawić do wyrośnięcia na1 godzinę.
9. Gdy ciasto podwoiło objętość – odgazować je (uderzamy pięścią w jego środek).
10. Wyrośnięte ciasto umieścić na lekko umączonym blacie .
11. Podzielić ciasto na 2 równe części i uformować z nich kule.
12. Wysypać mąką podłużny koszyk do wyrastania chleba i umieścić w nim kulki ciasta, blisko siebie, tak by połączyły się podczas rośnięcia.
13. Pozostawić ciasto do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość – w zależności od tego, jak mocny jest nasz zakwas (oraz w zależności od temperatury) może to zająć od 3 do 6 godzin).
14. Ok. 20 minut przed planowanym pieczeniem, nagrzać piekarnik do 240st., na spodzie umieścić naczynie, do którego wlejemy wodę (przygotować szklankę wody).
15. Gdy ciasto podwoi już objętość, przekładamy je na łopatę lub na papier do pieczenia, posypujemy wierzch mąką i nacinamy.
16. Przekładamy na rozgrzaną blachę (lub kamień), wlewamy wodę do przygotowanego naczynia i obniżamy temperaturę do 220st.
17. Pieczemy ok. 30 minut, aż chleb będzie ładnie brązowy.
18. By sprawdzić, czy jest on odpowiednio upieczony, stukamy w spód chleba – ma on wydawać ‘głuchy’ odgłos.
Studzimy na kratce.



Wszystkim biorącym udział w akcji bardzo dziękuję za wspólną zabawę:)
A było nas tyle:
Ania Nie tylko na słodko
Ania W Moje pasje.Kuchnia i ogród
Ania Pieczywo na zakwasie
Aga W sezonie
Alutka nie-ład mAlutki
Arnika Arnikowa kuchnia
Bea Bea w kuchni
Bożena Smakowe kubki
Bożena Moje domowe kucharzenie
Dorota Ugotujmy To.pl
Dorota Moje małe czarowanie
Gallica Anonimica Zakalce mojego życia
Gatita Kulinarne przygody Gatity
Gosia Co do jedzenia
Gucio Kuchnia Gucia
Jola Smak mojego domu
Kamila Ogrody Babilonu
Magda Konwalie w kuchni
Małgosia Akacjowy blog. W podróży i w kuchni
Margot Kuchnia Alicji
Marghe Po prostu Marghe
Mimbla Pierogi ruskie raz
Pychciasta 
Renata Forks’N'Canvas
Tosia Smakowity chleb
Wiosenka Eksplozja smaku
Wisła Zapach chleba
Zufik Zufikowo
Żabka Healthy craving
Żaneta Poradniczanka.blogspot.com
Amber i Bei dodatkowo dziękuję za dzielne koordynowanie całego przedsięwzięcia. 
I do następnego wspólnego chleba! 





Chlebek dodaję również do lutowej edycji "Na zakwasie i na drożdżach".

poniedziałek, 10 lutego 2014

Stemplowane norweskie ciasteczka cytrynowe z kardamonem

Życie pełne jest niespodzianek.
Czasem za nic ma nasze plany.
Kpi z marzeń.
Daje kopa.
Innym razem głaszcze po głowie.
Rozwija czerwony dywan.
Otwiera drzwi.

I nie wiadomo, czy warto gonić za tym, co zdaje się byc niedoścignione?
Czy lepiej usiąść i czekać na ten właściwy czas, znak...?
A może po prostu nie zastanawiać się zbyt wiele i brać, co przyniesie dzień?

W końcu wszystko ma w przyrodzie swoje miejsce i swój czas.
I nic tu po naszych usilnych staraniach naprawiania tego, co i tak jest już gdzieś zapisane.

Ach!, Życie.....
Kocham Cię, Życie......:)


Przepis na dzisiejsze ciasteczka to kolejna propozycja z ksiażki Si King'a i Dave'a Myers'a pt. ''The hairy bikers' big book of baking'', zmieniłam jednak nieco proporcje składników proponowane przez autorów.

Delikatne, kruche, cudownie cytrynowe. Z charakterem, którego nadaje szczypta kardamonu. Ale jeśli lubicie jego bardziej intensywny smak, nie bójcie się dodać go nieco więcej.
Tak czy siak, musicie spróbować!





Stemplowane norweskie ciasteczka cytrynowe z kardamonem
(22-24 sztuki)
160 g masła
100 g drobnego cukru
skórka otarta z jednej cytryny
2 łyżki soku z cytryny (brak w oryginale)
200 g mąki tortowej
100 g mielonych migdałów
1- 1,5 łyżeczki zmielonego kardamonu

Masło ubij z cukrem na puszystą masę. Dodaj sok i skórkę otartą z wyszorowanej cytryny, zmielone migdały, kardamon oraz mąkę.
Zagnieć wszystkie składniki, aby uzyskać jednolita, plastyczną masę.
Podziel ciasto na dwie części i z każdej uformuj wałek o średnicy ok. 4 cm. Ostrym nożem odkrawaj plastry ciasta grubości 1 cm. Każdy krążek ciasta lekko spłaszcz palcami zachowując okrągły kształt, a na jego wierzchu odciśnij wzór stempla (jesli nie posiadasz stempla, możesz wykonać wzór odciskając dowolnie np. widelec).

Ciastka ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. 
Piecz ok.15 minut w temperaturze 180 stopni C, aż będą rumiane.
Wystudź ciasteczka na kratce kuchennej.

Smacznego!




wtorek, 24 grudnia 2013

Świąteczne życzenia i pierniczki Basler Läckerli

W tym roku przygotowania do Świąt przebiegają jakby inaczej.
Czasu mniej i ucieka nie wiadomo kiedy.
Wypatruję przez okno prawdziwej zimy. Ze śniegiem i mrozem choć tycim.
Ani widu, ani słychu...
Tylko migoczące światełka i zapachy dobiegające z pouchylanych gdzieniegdzie okien przypominają, że to przecież grudzień.
Za chwilę Wigilia.
Coroczna gonitwa.
12 dań, prezenty dla wszystkich, odświętne dekoracje.

Uwielbiam ten czas.


I tylko mam nadzieje, że w tym wszystkim nie zapomnimy o tym co najważniejsze.
O zwykłej życzliwości, ludzkiej po prostu.
O tych, którym los odebrał osobę, z którą dotąd co roku łamali się opłatkiem.
O psu na łańcuchu z pustą miską przy budzie.
O tym, by mając więcej, dać tym, co mają mniej. Odrobinę siebie...

I o rozmowie. Szczerej, zwyczajnej. Bez pośpiechu.
O byciu sobą dla siebie nawzajem.

Tego i Wam, i sobie życzę na te Święta.
Niech będą magiczne:) Rodzinne i piękne.




W ostatniej chwili piekę pierniczki z Bazylei.
Przepis znalazłam u Lo- nie mogłam nie dodać go do świątecznej listy. Bo pierników na Boże Narodzenie nigdy dość:) A dom pachnie przy tym tak cudnie!

Basler Läckerli
200 g cukru
2 łyżki płynnego miodu
4 jajka
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki mielonych goździków
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
1/4 łyżeczki mielonej kolendry
1/8 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
skórka otarta z 1 cytryny
120 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
120 g mielonych migdałów
120 g mielonych orzechów laskowych
60 g stopionego masla
250 g mąki pszennej

Lukier:
150 g cukru pudru
łyżka kirschu lub soku z cytryny
2 łyżki wody
3- 4 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej

W misce zmiksuj: jaja, cukier, miód, sól, przyprawy oraz skórkę z cytryny. Dodaj orzechy laskowe i migdały oraz skórkę pomarańczową i rozpuszczone masło. Zmiksuj ponownie. Gdy składniki się połączą dodaj mąkę i jeszcze raz zmiksuj całość. Ciasto rozsmaruj równomiernie w formie wyłożonej papierem do pieczenia (Lo zaleca formę 30 x 30cm; moja była nieco mniejsza).
Piecz w temperaturze 180 stopni C przez około 20 min.

Z cukru pudru, kirschu i wody utrzyj lukier. Rozprowadź go na jeszcze gorącym cieście i posyp piernik skórką pomarańczową.
Pozostaw na kratce kuchennej do wystudzenia. Pokrój na kwadraty o boku 4 cm. Przechowuj w szczelnie zamkniętym pojemniku.





poniedziałek, 23 grudnia 2013

Piernik staropolski cz. 2

Do Świąt już tylko chwilka...
Ostatni moment aby rozprawić się z leżakującym od dawna w lodówce piernikiem staropolskim.

Pozostały już tylko formalności:
wałkowanie
pieczenie
przekładanie
zdobienie

W atmosferze przedświątecznej gorączki pieczenie piernika jest moją coroczną mantrą.
Choć co roku nieco inną...




Ciasto doprowadź do temperatury pokojowej.
Przygotuj mąkę do podsypywania ciasta (u mnie żytnia), blaszki oraz papier do pieczenia.
Ciasto rozwałkowuj partiami na placki grubości 0,5 cm, delikatnie podsypując je mąką, wedle potrzeby.
Następnie układaj je na blasze wyłożonej papierem i piecz około 15 minut w temperaturze 170 stopni C.
Studź na kratce kuchennej.

Wystudzone blaty (u mnie każdy piernik składał się z 3 blatów) posmaruj podgrzanymi powidłami śliwkowymi lub powidłami i masą orzechową (przepis poniżej) wedle zasady: piernik-powidła-piernik-masa orzechowa lub /i powidła-piernik. Tak przygotowane ciasto owiń folią, obciąż czymś z góry i odstaw na noc.
Następnego dnia udekoruj polewą czekoladową (250 g czekolady gorzkiej 60% kakao i 100 g masła podgrzewaj na małym ogniu często mieszając, aż do rozpuszczenia i połączenia się składników) i ozdób wedle uznania.

Masa orzechowa:
120 g mielonych migdałów
80 g mielonych orzechów wloskich
100 g masła
6 łyżek zagęszczonego mleka niesłodzonego
4 łyżki cukru z wanilią

Na patelni rozpuść masło, dodaj cukier i zmielone orzechy. Mieszając podgrzewaj całość kilka minut, aż masa stanie się jednolita i lekko karmelowa. Tak przygotowaną masę rozsmaruj na piernikowym blacie (gdy będzie się mocno kleiła podczas smarowania, pomóż sobie spodem łyżki zanurzonym w zimnej wodzie).




Piernik najlepiej smakuje po 2-3 dniach, ale możecie go przechowywać znacznie dłużej.
Ilość ciasta otrzymana z powyższego przepisu wystarczyła na przygotowanie piernika nie tylko dla mnie i M., ale również i naszych najbliższych.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Wilgotny chlebek bananowo-jabłkowy z migdałami

Pomysł na ten chlebek zrodził się z faktu posiadania 3 bananów w niemal czarnych skórkach oraz dwóch nieco podeschniętych jabłek. Taki domowy recycling:) Wszak marnować jedzenia nie przystoi.
A to wszystko bez użycia mikasera; jedyne czego potrzeba do przygotowania tego chlebka-ciasta to widelec, miska, tarka i chęci oczywiście. Wszystko nie zajmie Wam więcej niż 15 minut.
A efekt: więcej niż bardzo zadowalający :D
Wilgotny, ciężki, pachnący, z chrupiącymi migdałami, i taki jesienno-zimowy, w sam raz do herbaty z cynamonem i sokiem z pomarańczy. W sam raz na pierwsze mrozy i śniegi, w sam raz przed iście piernikowym obżarstwem, do którego pozostały raptem 2 tygodnie.......




Chlebek bananowo-jabłkowy z migdałami
3 średnie, bardzo dojrzałe banany
2 średnie jabłka, obrane ze skórki
100 g roztopionego i przestudzonego masła
100 g brązowego cukru
130 g mąki pszennej razowej
100 g otrębów owsianych
1 łyżeczka cynamonu
2 jajka
1 łyżeczka sody oczyszczonej
3/4 łyzeczki proszku do pieczenia
1 łyżka likieru amaretto (opcjonalnie)
3 garście płatków migdałowych plus odrobina do posypania wierzchu




Banany rozgnieć widelcem na papkę. Jabłka zetrzyj na grubych oczkach. Dosyp cukier i wymieszaj całość. Dodaj rozmącone jajka, ostudzony tłuszcz, amaretto, cynamon; ponownie wymieszaj. Wsyp mąkę, otręby, proszek do pieczenia oraz sodę. Mieszaj przez chwilę, aby składniki dobrze się połączyły. Na końcu dodaj płatki migdałowe.

Wymieszaną masę przełoż do wyłożonej papierem do pieczenia keksówki 28 x 10 cm. Wierzch posyp płatkami migdałowymi.

Piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około godzinę (sprawdzaj patyczkiem; jeśli po wyjęciu z ciasta jest suchy, ciasto jest upieczone). Jeśli po ok. 30 minutach wierzch chlebka zbyt szybko się zrumieni, a środek będzie jeszcze bardzo mokry, obniż temperaturę pieczenia do 165 stopni C.

Chlebek studź na kratce kuchennej, krój po całkowitym wystudzeniu.
Smacznego i udanego tygodnia Wam życzę!








niedziela, 1 grudnia 2013

Sernik waniliowy z żurawinami


1 Grudnia.....
Sąsiad obwiesił dziś światełkami cały dom. Zrobiło się nastrojowo:)
Za chwilę Mikołajki,a potem ani się obejrzymy jak wszyscy zasiąsiedziemy do tej jedynej kolacji w roku.
Lubię na nią czekać.
Bo przecież Grudzeń to miesiąc czekania. Kompletowania podarków, listy zakupów; odkurzania kątów.
Każdy chce być gotowy.
Ustrojony.
W czerwień, srebro, złoto i biel.

Dziś sernik ustroiłam czerwienią. Pasuje jak ulał.

Robi się zimowo.......
Uwielbiam ten czas!


Sernik waniliowy z żurawinami
Spód:
250 g herbatników maślanych
50 g stopionego masła
2 łyżeczki ciemnego kakao

Masa serowa:
200 g twarogu chudego
500 g ricotty
3 duże jajka
ziarenka z jednej laski wanilii
100 g cukru pudru
50 g roztopionego i ostudzonego masła
3-4 łyżki mąki tortowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia (opcjonalnie)

Warstwa żurawinowa:
300 g świeżej żurawiny (można użyć mrożonej)
50 g masła
3 czubate łyżki brązowego cukru




Herbatniki, roztopione i przestudzone masło oraz kakao umieść w misie blendera i zmiksuj do uzyskania w miarę drobnych i klejących okruszków. Przygotowaną masą wyklej dno tortownicy (użyłam tortownicy o średnicy 28 cm) wyłożonej papierem do pieczenia i lekko ubij spód dłonią. Wstaw blachę do lodówki na około 20-30 minut.

Twaróg zmiel dwukrotnie (lub umieść w blenderze i miksuj do uzyskania gładkiej, bezgrudkowej masy), dodaj ricottę oraz cukier puder i ziarenka wanilii. Ubijaj do połączenia składników. Nie przerywając ubijania dodawaj po jednym jajku, a następnie roztopiony tłuszcz, mąkę i proszek do pieczenia.
Masę serową wylej na wcześniej przygotowany herbatnikowy spód.

Żurawinę umyj i włóż do rondelka. Dodaj masło z cukrem i podgrzewaj wszystko przez około 10 minut, regularnie mieszając, aż żurawina zacznie się lekko rozpadać, a cukier się rozpuści- całość powinna mieć konsystencję w miarę gęstego musu. Zdejmij garnek z palnika i odstaw do przestudzenia.

Piekarnik nagrzej do 180 stopni C. 
Na wierzch masy serowej wyłóż żurawinę.
Na dolną półkę piekarnika wstaw naczynie żaroodporne wypełnione do połowy wrzątkiem.
Sernik postaw na środkową półkę i piecz przez około 40-45 minut.
Po tym czasie uchyl lekko drzwiczki i pozwól sernikowi ostygnąć w piekarniku.
Jak to sernik, i ten ma to do siebie, że najlepiej smakuje na drugi dzień, po nocy spędzonej w lodówce, o ile oczywiście jesteście w stanie tak długo i cierpliwie czekać ;)

Smacznego!



niedziela, 24 listopada 2013

Pierniczki migdałowe- najlepsze!

Koniec listopada to czas, w którym pierniczenie zdecydowanie nabiera rozpędu.
Szczególnie, gdy zabieramy się za pierniczki, które aby zmięknąć, potrzebują swoje odleżeć.
Można je chrupać i zaraz po upieczeniu, ja jednak lubię po nie sięgać do specjalnie dla nich przeznaczonego słoika, gdy już nieco w nim posiedzą;)
Wspaniale migdałowe, niezwykle aromatyczne, z pełnoziarnistą mąką żytnią.
Ten przepis (tutaj w oryginale) to absolutny 'must have' w moim okołoświątecznym menu.
Pracy przy nich niewiele, a zapach roznoszący się po domu w czasie ich pieczenia sprawia, że Gwiazdka wydaje się być jeszcze bliżej:)




Pierniczki migdałowe
300 g mąki żytniej pełnoziarnistej (plus odrobina do podsypywania)
200 g zmielonych migadałów
1 jajko
100 g brązowego cukru (użyłam demerary)
3/4 szklanki miodu
1,5 łyżki domowej przyprawy do piernika
łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżka melasy
1 czubata łyżka ciemnego kakao
50 g masła
3 łyżki likieru amaretto
ok. 120 g całych migdałów (do dekoracji)

Dodatkowo:
1 jajko
2 łyżki zimnego mleka




W rondelku umieść masło, miód, melasę, cukier i przyprawę piernikową; podgrzewaj wszystko na malutkim ogniu aż do całkowitego rozpuszczenia i połączenia się składników. Zestaw garnek z ognia, aby masa nieco przestygła.
W misce połącz mąkę, zmielone migdały, sodę, kakao, roztrzepane jajko oraz likier.
Całe migdały zalej wrzątkiem i odstaw pod przykryciem na kilka minut. Po tym czasie odcedź je na sitku i obierz ze skórek- migdały powinny z nich ''wyskakiwać'' bez problemu.
Połącz składniki w misce z przestudzoną masą miodową i zagnieć zwarte ciasto.
Podziel je na kilka części, i każdą, podsypując mąką wedle potrzeby (tak, aby ciasto się nie kleiło), rozwałkuj na grubość 5 mm.
Wykrawaj pierniczki o dowolnych kształtach, wciaskając w każdego z nich po jednym obranym całym migdale.
Pierniczki układaj na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w niewielkich odstępach od siebie.
Przed wstawieniem do piekarnika posmaruj je jajkiem rozmąconym z dwiema łyżkami mleka.
Piecz w 180 stopniach C przez około 10-15 minut. Studź na kratce kuchennej.

Pierniczki mogą przez długi czas leżakować w szczelnie zamkniętym pojemniku.
Myślę, że będą też stanowić wspaniały, smaczny prezent dla kogoś bliskiego:)
Przyjemnego pieczenia!




niedziela, 17 listopada 2013

Jesienne biscotti. Z orzechami włoskimi i skórką pomarańczową.


Ciasteczka do chrupania.
Podwójnie wypiekane.
Po pierwszym pobycie we Włoszech zakochałam sie w nich bez pamięci.
Tradycyjnie z migdałami i z delikatna nutą cytryny (znajdziecie je tutaj).
Prezentowałam Wam również wersję bardziej świąteczną (tutaj).

Dziś, w ponurą niedzielę, zachciało mi się wersji lekko rozgrzewającej, prawie grudniowej.
Bo przecież włoskie orzechy, kandyzowana skórka pomarańczowa, cynamon i gałka muszkatołowa maja się razem bardzo dobrze:) I tak blisko im do zimy......




Biscotti z orzechami włoskimi i kandyzowana skórką pomarańczową
2 jaja
120 g cukru pudru
250 g mąki pszennej (i nieco więcej do podsypywania)
4 czubate łyżeczki kandyzowanej skórki pomarańczowej, najlepiej domowej
120 g włoskich orzechów (po wyłuskaniu), grubo posiekanych
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżeczka cynamonu (może być czubata)
pół łyżeczki gałki muszkatołowej

Jajka ubij na puszystą masę. Dodaj cukier puder, następnie mąkę, proszek do pieczenia, drobno posiekaną skórkę pomarańczową, orzechy i przyprawy. Wymieszaj wszystko drewnianą łyżką. Przełóż ciasto na oprószony mąką blat, podziel na dwie części i z każdej uformuj podłużny bochenek (ok. 25 x 4-5 cm). W razie potrzeby delikatnie podsyp ciasto mąką.
Bochenki ułóż na płaskiej blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w odstępach od siebie. Wstaw je do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C na ok. 20 minut (aż się lekko zrumienią).
Wyjmij blachę z piekarnika, delikatnie przełóż bochenki na dużą deskę do krojenia i pokrój każdy z nich ma ukośne kromeczki grubości ok. 1 cm.
Kromeczki ponownie ułóż na blasze i dopiekaj przez ok. 10-12 minut; w połowie tego czasu obróć je na drugą stronę.
Upieczone biscotti przełóż na kratkę kuchenną aby wystygły.
Przechowuj w szczelnie zamkniętym pojemniku.




W jesienną szarugę: idealne z kubkiem rozgrzewającej herbaty z imbirem, cytryną i miodem :)
Miłego wieczoru!


środa, 13 listopada 2013

Piernik dojrzewający. Staropolski. Cz. I

Połowa listopada to najwyższa pora, aby zarobić ciasto na staropolski piernik dojrzewający. Do Świąt pozostało zaledwie 6 tygodni!
Tak, tak!
Jesli tak jak ja zamierzacie rozkoszować się w te Święta smakiem tego piernika, szybko zakasajcie rękawy i do kuchni marsz! :)

Ciasto potrzebuje kilku dobrych tygodni, aby dojrzeć, nie ma więc co zwlekać. A im dłużej leżakuje, tym lepiej smakuje i gęstnieje, tym mniej mąki trzeba więc będzie do niego dosypać przed samym pieczeniem.

Jako miłośniczka pierników wszelakich nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia i zimy bez korzennych aromatów roznoszących się po domu, zapewniam więc, że to nie ostatnia piernikowa propozycja w tym sezonie.

Poniższy przepis znajdziecie na wielu stronach internetowych; ja nieco zmodyfikowałam ten opublikowany przez Dorotę.

Staropolski piernik dojrzewający
500 g naturalnego miodu
1 szklanka cukru
460 g mąki pszennej
300 g mąki owsianej
240 g mąki żytniej (typ 720)
3 duże jaja
200 g masła
pół szklanki śmietany 18%
1/3 szklanki mleka
pół łyżeczki soli
3 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżka ciemnego kakao
2 czubate i pół płaskiej łyżki domowej przyprawy do piernika (lub 40 g przyprawy gotowej)




Miód, cukier oraz masło umieść w dużym rondlu i podgrzewaj na małym ogniu aż do rozpuszczenia i dokładnego połączenia składników.
Do przestudzonej masy dodawaj stopniowo mąkę, sodę oczyszczoną, mleko, śmietanę, sól i jajka, mieszając wszystko dokładnie- ciasto jest dosyć gęste, jednak mieszanie nie powinno przysporzyć Wam trudności.
Wyrobione ciasto przełóż do szklanej lub kamionkowej miski, nakryj szczelnie ściereczką i odstaw w chłodne miejsce (spiżarnia, lodówka) na 5-6 tygodni.
W tym czasie ciasto zgęstnieje, nabierze głebokiego smaku i będzie gotowe do dalaszej obróbki.
Piernik należy piec kilka dni przed Świętami.
C.d.n.




poniedziałek, 11 listopada 2013

Domowa przyprawa do piernika

Listopad to czas specyficzny...
Szarości i wilgoci...
Szurania butów wśród resztek brunatnych liści...
Ciemnych poranków i wieczorów...
Herbaty z malinami....
Wieczorów z książką spędzonych pod kocem....
Tworzenia listy prezentów świątecznych....
Czekania na grudzień.....
I zarabiania ciasta na dojrzewający piernik:)

Nie obędzie się więc bez przyprawy piernikowej. A jak wiadomo najlepsza jest ta stworzona w zaciszu własnej kuchni :D



Domowa przyprawa do piernika
35-40 g mielonego cynamonu
15 g mielonego imbiru
8 g ziela angielskiego
8 g czarnego pieprzu
1 ziarno gałki muszkatołowej
15 g goździków
5-7 g mielonej  kolendry
ziarenka z laski wanilii
kilka wyłuskanych ziarenek anyżu i kardamonu (pominęłam)

Goździki, pieprz i ziele angielskie zmiel w młynku do kawy. Zetrzyj gałkę muszkatołową, dodaj cynamon, imbir i kolendrę. Laskę wanilii przekrój na pół i czubkiem noża oddziel ziarenka. Dodaj do pozostałych przypraw i rozetrzyj wszystko w moździerzu.

Mieszankę przechowuj w szczelnie zamkniętym pojemniku.
Przyprawa jest dość intensywna w smaku- warto dozować ją ostrożnie, wg własnych upodobań.
Ja lubię intensywnie korzenne smaki, więc na 1kg mąki użyłam 2 czubate i pół płaskiej łyżki przyprawy (przepis na piernik już wkrótce).




Jeśli natomiast nie planujecie uraczyć swego podniebienia piernikiem (czego osobiście sobie nie wyobrażam;), przyprawa doskonale sprawdzi się jako zimowy dodatek to herbaty, kawy, czy grzańca :D

Sezon grzewczy oficjalnie uważam za otwarty :)

niedziela, 20 października 2013

Ciasto pełne grzechu: brownie z malinami (bezglutenowe)

Przyznam, że na co dzień nie jestem zwolenniczką tak ciężkich, bogatych ciast.
Chyba bardziej ze względu na późniejsze wyrzuty sumienia, niż cokolwiek innego ;) Bo nie oszukujmy się: do sprzymierzeńców zdrowia i dobrej formy smakołyk ten nie należy........(cała blacha ma ok. 6000 kcal!!!!)
Ale przecież od czasu do czasu można się uraczyć :D (bardziej przy okzaji uraczenia M., gdyż to na jego wyraźne urodzinowe zamówienie).
Jeśli kochacie gorzką czekoladę, gwarantuję Wam pogłębiającą się rozkosz z każdym kolejnym kęsem. Tyle w kwestii komentarza na temat smaku brownie, wszelkie inne słowa są w tym momencie zbędne!
Co ważne, do przygotowania brownie potrzebujecie jedynie rondel, miseczkę, widelec i rózgę:)

Poniższy przepis (w proporcji na dużą, prostokątną blachę) jest moją modyfikacją przepisu na brownie z dulce de leche.




Brownie z malinami (bezglutenowe)
240 g masła
340 g dobrej jakości gorzkiej czekolady (przynajmniej 70% zawartości kakao- przy czym użyłam tutaj 200g czekolady 85%, 100 g czekolady 65%, 40 g czekolady mlecznej)
45 g niesłodzonego ciemnego kakao
6 dużych jajek
200 g brązowego cukru
2 łyżki aromatu waniliowego 
150 g mielonych migdałów
50 g mąki ryżowej (lub innej bezglutenowej)
250 g malin (użyłam świeżych, ale mrożone też się sprawdzą)




Prostokątną formę do pieczenia wyłóż papierem.
Piekarnik nagrzej do 170 stopni C.
W rondlu umieść masło i połamaną czekoladę. Regularnie mieszając, podgrzewaj na malutkim ogniu aż do połączenia składników. Zdejmij rondel z palnika.
Do masy dodaj aromat waniliowy i cukier, dokładnie wszystko rozmieszaj.
W miseczce rozbij jajka i rozmąć je widelcem.
Rozmącone jaja wlewaj powoli do czekoladowej masy i jednocześnie mieszaj całość energicznie rózgą (aby nie powstała jajecznica!)
Dosyp zmielone migdały i makę i ponownie wszystko wymieszaj.

Masę przelej do przygotowanej wcześniej blachy, wygładź jej powierzchnię i delikatnie powciskaj w środek maliny.
Ciasto piecz ok. 35 minut (patyczek, po wyjęciu go z ciasta, powinien być suchy).
Wystudź ciasto w formie i pokrój na małe kwadraty.
Ciasto, szczelnie owinięte folią spożywczą, możesz przechowywać w lodówce kilka dni.






niedziela, 6 października 2013

Jesienne ciasto miodowe z powidłami i bananem


Gdy tylko ujrzałam przepis na to ciasto, wiedziałam, że to jest to, co zaspokoi mój smak na jesień:)
Korzenne, lekko wilgotne, trochę piernikowe.
Kolejny doskonały przepis Liski.
Bardzo proste i szybkie w przygotowaniu.
W sam raz do kubka gorącej herbaty po niedzielnym szuraniu butów wśród złotych liści.
Jeśli, tak jak ja, lubicie korzenne smaki, nie będziecie rozczarowani. Szczerze polecam!




Ciasto miodowe z bananem i powidłami
80 g masła
3 czubate łyżki miodu
1/2 dojrzałego banana, rozgniecionego widelcem
260 g mąki
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
2 łyżeczki przyprawy do piernika
3 duże jajka
100 g drobnego cukru
3 czubate łyżki gęstego greckiego jogurtu

Dotatkowo:
5 łyżeczek domowych, gęstych powideł bez cukru


Masło rozpuść w rondelku, wmieszaj miód, po czym dodaj rozgniecionego banana.
Mąkę wymieszaj z proszkiem, sodą i przyprawą do piernika.
Jajka ubij z cukrem na puszysty krem.
Stopniowo dodawaj masę maślano-miodowo-bananową do jajek, nie przerywając ubijania.
Następnie partiami wsypuj suche skladniki, na końcu dodaj jogurt. Miksuj tylko do połączenia składników.





Tortownicę o średnicy 26 cm (lub keksówkę) wysmaruj masłem i wysyp mąką.
Przełóż ciasto do blachy. Na wierzch wyłóż powidła i nieregularnymi ruchami wmieszaj je nożem w ciasto.
Blachę wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C i piecz przez około 50 minut (sprawdź patyczkiem- po wyjęciu z ciasta powinien być suchy). Ciasto pozostaw w formie do wystudzenia.

Udanej niedzieli!



sobota, 5 października 2013

Panini al latte, czyli bułeczki mleczne


Nie ma lepszej pory na pieczenie, niż pierwszy odgłos poranka, gdy dzień leniwie otwiera swoje wrota, a wokół tylko cisza....i rosa na trawie.
Zagniatanie ciasta jest wówczas niczym powtarzanie mantry.
Nagromadzona w tygodniu zła energia zdaje się wydostawać przez czubki palców, pochłonięta bezpowrotnie, przemieniona w radość dla podniebienia.

Od dziecka lubiłam bułki mleczne. Do porannego kubka kakao, posmarowane masłem i powidłami śliwkowymi lub obłożone plastrem żółtego sera.
Te dostępne w piekarni rzadko kiedy przypominają smak zapamiętany w dalekiej przeszłości. Zazwyczaj są gąbczaste, nadmuchane, zabarwione na dziwnie żółtawy kolor.
No i po upływie kilku godzin niewiele pozostaje w nich świeżości.

Jest jednak na to rada :)
Powrót do słodkich, beztroskich chwil może być znacznie prostszy, niż z pozoru mogloby się wydawać.


Przepis G. D'Acampo z książki ''Italian home baking''.
Wpis dodaję do październikowej listy "Na zakwasie i na drożdżach"




Bułeczki mleczne
(8 sztuk)
7 g suszonych drożdży lub 15g drożdży świeżych
250 ml ciepłego mleka
500 g mąki pszennej chlebowej
50 g drobnego cukru
1,5 łyżeczki soli
100 g rozpuszczonego masła

Dodatkowo:
1 roztrzepane jajko, do posmarowania




Płaską blachę do pieczenia wyłóż pergaminem.
Jeśli używasz świeżych drożdży, rozpuść je najpierw w kilku łyżkach mleka, dodaj odrobinę cukru i łyżkę mąki. Wymieszaj i odstaw na ok. 15 minut w ciepłe miejsce, aby zaczyn ''ruszył''.
Mąkę, sól, drożdże (lub wyrośnięty zaczyn), mleko oraz cukier umieść w dużej misce. Wymieszaj wszystko drewnianą łyżką aż do lekkiego połączenia się składników, następnie stopniowo dodawaj rozpuszczone masło. Zagniataj ciasto, aż będzie plastyczne i gładkie (ok. 8 minut).
Uformuj z ciasta kulę, przełóż do miski, nakryj lnianą ściereczką i odstaw do wyrastania w ciepłe miejsce na około 2 godziny (ciasto powinno podwoić swoją objętość).
Wyrośnięte ciasto podziel na 8 części, z każdej uformuj zgrabną kulkę. Ułóż bułeczki na blasze w równych odstępach, ponownie nakryj ściereczką i pozostaw do napuszenia na około pół godziny (możesz też wstawić blachę do piekarnika nagrzanego do 50 stopni na około 15 minut- bułeczki nieco szybciej podrosną).
Wyrośnięte bułeczki posmaruj roztrzepanym jajkiem i wstaw do piekarnika nagrzanego do 220 stopni C na ok.15-20 minut. Gdy będą złociste, przełóż je na kratkę kuchenną aby przestygły.

Podawaj z ulubionymi dodatkami; u mnie z konfiturą morelową produkcji Mamy:)
Smacznego!




sobota, 21 września 2013

Tarta na weekend: z ricottą i nektarynkami


Człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego.
Dobrze mieć taką ''dobrą'' rutynę:)
Jak np.:
- telewizja śniadaniowa w weekend
- jajecznca na śniadanie w weekend
- chodzenie w szlafroku w weekend
- dezaktywacja budzika w weekend
- weenedowe szeroko pojęte lenistwo
- weekendowe pieczenie

M. uparł się na tartę, argumentem był oczywiście wspólny wolny weekend, no bo jak to tak, bez ciasta??? :)
Jest więc tarta! Nieco leniwa, bo nie wymaga wiele pracy ;)
Zapraszam do stołu!




Tarta z niektarynkami i ricottą
Ciasto:
120g masła
240g mąki pszennej
90g cukru
1 jajo
1-2 łyżki zimnej wody

Dodatkowo:
3 nektarynki
250g serka ricotta (lub innego kremowego)
1 jajo
50g cukru
1 łyżka esencji waniliowej




Składniki na ciasto umieść w dużej misce i siekaj nożem, aż do uzyskania grubszej kruszonki. Następnie zagniataj ciasto ręką, tak długo, aż będzie jednolite i plastyczne. Owiń ciasto folią spożywczą i schłodź w lodówce przez około 30 minut.

Po tym czasie rozwałkuj je na grubość ok. 0,5 cm i wyłóż nim brzegi i spód formy do tarty (możesz też zwyczajnie wykleić formę ciastem). Widelcem delikatnie ponakłuwaj spód, po czym wstaw formę do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C na ok. 15 minut.

W tym czasie zmiksuj ricottę, jajo, cukier i aromat waniliowy na gładką masę. Nektarynki umyj i pokrój w ósemki, wokół pestki.

Na podpieczony spód wyłóż owoce, a nastepnie wylej na nie masę serową. Jeśli została ci odrobina ciasta, możesz jej użyć jako ''kruchej dekoracji''- dowolnie ułóż paski ciasta na wierzchu masy serowej.
Całość wstaw do piekarnika na kolejne 30 minut, aż ser się zetnie, a wierzch i brzegi tarty się zezłocą.

Udanego weekendu!